piątek, 7 grudnia 2012

Cassandra Clare "Miasto Popiołów"

"Wkraczając do Miasta Popiołów"

Moja historia z Nocnymi Łowcami jest bardzo długa, może nawet dłuższa, niż przypuszczam, ale mimo wszystko, będę ją kontynuować, bowiem zakochałam się w przygodach nastoletnich Nefilim. Często zdarza się, że kolejne części nie utrzymują poziomu poprzednich, jednak autorka nas nie zawiodła i utrzymała do końca cudowny klimat serii.

Clary chciałaby żyć normalnie, lecz jest to niemożliwe. W chwili, gdy poznała świat Nocnych Łowców, okazało się, że należy do niego. Zasłużyła na spokój, zwłaszcza po wydarzeniach, w których wzięła udział. Ktoś morduje bezprawnie fearie i czarownika, a o mały włos nie zostaje zabite Dziecko Księżyca. Sytuacja jest poważna, ale dziewczyna ma też inne, prywatne problemy. Czasem miłość pojawia się tam, gdzie nie powinno jej być...

Clary to osoba, która potrafi zirytować człowieka. Zwłaszcza czytelnika. Moim zdaniem, jest zbyt opiekuńcza względem Simona. Obwinia się o wszystko, co go spotkało, nawet kiedy przyczyną są jego własne wybory. By mu dogodzić, rani innych ludzi, co moim zdaniem jest okropne. On zresztą też był strasznie irytujący. Zachowywał się jak trzylatek, trzymający się wiecznie maminej kiecki i chciał, żeby ona robiła wszystko za niego. Eh... Przynajmniej istnieją jeszcze bohaterowie, którzy "nadrabiali" za tą dwójkę, a zwłaszcza Jace, sarkastyczny Nocny Łowca, z dużym poczuciem humoru, a poza nim jeszcze Alec, zwłaszcza na jednej scenie z Magnusem, czy Valentine. Ponadto pojawiła się także nowa postać, która również urozmaiciła lekturę, a mianowicie Inkwizytorka! Brawo za tupet i całokształt!

Bardzo podoba mi się, że książka nie pomija czegoś takiego jak wiara. Biblia, anioły... to wszystko jest ważne i cieszę się, że bohaterowie także tutaj to dostrzegają. Autorki wielu paranormalnych romansów po prostu omijają ten temat, a bohaterowie zachowują się jak "wierzący niepraktykujący", a tutaj, proszę! W dodatku świetna trzecioosobowa narracja, dobry styl, dużo humoru i zakręconych historii, czyli to, co lubię najbardziej. Świetny język i doskonała fabuła! Jedyne zastrzeżenie, które nasuwa mi się po przeczytaniu drugiego tomu wszystkich kontynuacji, to czy zawsze w tym drugim, muszą pojawiać się problemy w związku głównych bohaterów?

Za to zakończenie bardzo przypadło mi do gustu, takie tajemnicze i intrygujące! Spodobało mi się także otworzenie na końcu nowego wątku, co wzbudza chęć do jak najszybszego przeczytania trzeciej części! Podsumowując: prócz irytujących czasem bohaterów, książkę polecam całym sercem! Nie można się oderwać, a każdą stronę pochłania się z prędkością światła!

8/10

MIASTO KOŚCI | MIASTO POPIOŁÓW | MIASTO SZKŁA | MIASTO UPADŁYCH ANIOŁÓW

PS. czy tylko według mnie ta postać na okładce przypomina Dzwonnika z Notre Dame?
I zapraszam do zakładki "Sprzedam" - staram się na bieżąco uzupełniać listę książek, które mam na sprzedaż :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Kira Izmajłowa "Mag Niezależny Flossia Naren cz.I"

Zimna, arogancka, pewna siebie i wysoko ceniąca swoje usługi - oto i ona - mag niezależny Flossia Naren! Niezwykła kobieta,  o niezwykłym temperamencie, bohaterka jakich niewiele. Mimo jej wielu irytujących cech, naprawdę nie sposób jej nie lubić, a jej przygody wciągają niczym niejeden film akcji!

Dość ciężko opisać fabułę tej powieści, jednak postaram się ją pokrótce przybliżyć. Flosia Naren jest niezależnym magiem-justycjariuszem specjalizującym się w tajemniczych morderstwach, a także sprawach wagi państwowej, takich jak porwania księżniczek, czy tajemnicza śmierć urzędnika królewskiego. Poza tym kobieta (nie dziewczyna!) ma wielu wrogów, którzy dali by wiele, by zobaczyć jej głowę odciętą od reszty ciała. Akcja dzieje się w fantastycznym świecie, a nasza bohaterka jest z piekła rodem: złośliwa, arogancka, pewna siebie, a także perfekcyjna pani detektyw!

Powieść opisuje jej przygody: każdy z rozdziałów jest poświęcony innemu śledztwu, przygodzie, choć wszystkie są ze sobą powiązane postaciami, postępem akcji i wieloma ciekawymi wątkami. Ostatnie z nich są jednak wyjątkiem: łączą wielką, intrygującą przygodę-śledztwo i prowadzą do punktu kulminacyjnego. I to jakiego!

Autorka ma niezwykły dar wymowy: pisze niezwykle obrazowo, jednak nie przynudza. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam przeżyć niezwykłą przygodę, której przebieg jest tak interesujący, że nie można się oderwać! Intrygujący bohaterowie, którzy sprawiają wrażenie lekko przerysowanych, by umilić nam lekturę, a także rozśmieszyć. Kira Izmajłowa stworzyła takiego fantastycznego Sherlocka Holmesa płci żeńskiej, który w dodatku posiada kilka, bardzo urozmaicających życie cech!

Książkę polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i powieści detektywistycznych. Niezwykle się przy niej ubawiłam, a w dodatku tak mnie wciągnęła, że ciężko mi było odłożyć ją na później!

10/10

Od autorki: Znowu zmieniłam wygląd bloga, bo poprzedni mi się znudził :-) Jak będę miała trochę czasu, to wykombinuję jakiś ładny obrazek na nagłówek i dobiorę tło. Już grudzień, a ja nie wiem, kiedy ten czas zleciał - przecież jeszcze niedawno były wakacje! W najbliższym czasie szykuje się stos, więc wyczekujcie :D

sobota, 17 listopada 2012

Rick Riordan "Znak Ateny"



"Atena Partenos, wściekli Rzymianie, zły byk z ludzką głową i inne nieszczęścia"

Rick Riordan to jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Autor takich cyklów młodzieżowych jak "Kroniki Rodu Kane" oraz "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", a teraz zaskakuje nas trzecią częścią z serii "Olimpijscy Herosi" pt. "Znak Ateny". 

Annabeth przeczuwała, że wizyta w Obozie Jupiter skończy się fatalnie. Ale odzyskała Percy'ego i wraz z pozostałą piątką herosów oraz zwariowanym satyrem z kijem bejsbolowym jako opiekunem, wyrusza do Rzymu na pokładzie latającego statku "Argo II", by nie dopuścić do zniszczenia miasta, zamknąć Wrota Śmierci, a także dokonać niemożliwego: odbyć samotną wędrówkę za Znakiem Ateny i wykonać misję, którą powierzyła jej matka. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem: mają na karku wściekłych Rzymskich legionistów, rozzłoszczonego syna Gai i odmawiającego współpracy boga wina. 

Autor po raz kolejny funduje nam wędrówkę po cudownym świecie greckich i rzymskich mitów. Zgrabnie operuje językiem, bardzo ciekawie opowiadając przygody siódemki herosów w trzecioosobowej narracji. W "Znaku Ateny" skupił się przede wszystkim na greckich półbogach: Piper, Leo, Annabeth i Percym. Bardzo spodobał mi się taki sposób przedstawienia historii, gdyż mogłam ją poznać z kilku punktów widzenia. Wszystko zostało starannie zaplanowane, by czytelnik się nie nudził. Akcja goniła akcję, a ja czułam coraz większą chęć, by dowiedzieć się, co będzie dalej. Autor znany jest także z niesamowitego humoru. Tutaj także go nie zabrakło, choć zawiodłam się nieco: trzecioosobowa narracja nie rozbawiała tak mocno, jak w pierwszej osobie. Brakowało mi złośliwych komentarzy, czy zabawnych porównań bohaterów, które najczęściej rodziły się w ich głowach, a jakich dostarczały seria o rodzeństwie Kane, czy o Perceuszu Jacksonie.

Jednak nie mogłam narzekać na nudę. Wreszcie do głosu doszła Annabeth, na co czekałam już od dawna. Uwielbiam tą bohaterkę, bo poniekąd czuję się do niej trochę podobna. Całe szczęście nie mam aż takich problemów, jak ona. Podobała mi się kreacja bohaterów, gdyż każdy z nich był inny. Zwróciłam też uwagę na charakterystykę bóstw i potworów, które tak daleko mają się od moich wyobrażeń z mitów! Ale przecież to wszystko dzieje się wieki później!

Nie będę wymieniać, co jest oryginalne w  książce, bo mogłabym tak gadać przez cały dzień. Zwrócę jednak uwagę na coś bardzo istotnego: powieść naprawdę uczy mitologii w przyjemny sposób. Jak zwykle, gdy czytam Riordana wychodzę bohatsza w informacje o wielu bogach, mitach czy starożytnych zwyczajach.

Bardzo ważne jest w tej części zakończenie. Tym razem autor naprawdę przeszedł samego siebie. Nigdy nie spodziewałabym się, że byłby zdolny tak zakończyć książkę. Zawsze zostawiał trochę tajemnicy, niedokończonych wątków, jednak jeszcze nigdy nie zrobił czegoś takiego. Byłam naprawdę zszokowana. A teraz przez wzgląd na zakończenie nie będę mogła spać po nocach, a już tym bardziej czekać rok na czwartą część serii pt. "Dom Hadesa".

Uważam, że ciężko znaleźć porównanie nie tylko dla tej serii, ale także dla pozostałych książek Ricka Riordana. Są niesamowicie oryginalne i łączą w sobie to, co najlepsze wśród powieści młodzieżowych: humor, dużo akcji, tajemnicy, zagadek, a także świetną zabawę. Niesamowicie wciąga. Polecam wszystkim, bez względu na wiek: czy masz lat czternaście, czy czterdzieści, nie znajdziesz w niej ani grama nudy!

10/10

Recenzje z cyklu "Olimpijscy Herosi":
 Zagubiony Heros | Syn Neptuna








niedziela, 28 października 2012

Cassandra Clare "Miasto Kości"



"Z wizytą w Mieście Kości"

Ostatnimi czasy dużo się słyszy o słynnej serii "Dary Anioła". Tyle dziewczyn wzdycha na różnych forach i blogach do jakiegoś Jace'a. A ja się pytam: kto to jest? Żeby zbytnio nie odstawać od tłumu podczytywałam różne fragmenty "Miasta Kości", lecz zanim zabrałam się za całą powieść trochę mi się zeszło. Przecież ona nie ucieknie - wciąż twierdziłam uparcie, a przecież im później przeczytam, tym krótsze będzie oczekiwanie na kolejne części. No i wyszło szydło z worka, bo fani serii już przeczytali czwartą część po raz setny, a ja dopiero skończyłam pierwszą.

Clary jest zwykłą nastolatką. Pewnego wieczoru widzi, jak trójka dzieciaków w jej wieku z zimną krwią morduje niebieskowłosego chłopaka, a jego ciało znika. Mówią coś o demonach, Instytucie i Valentinie. Dziewczyna próbuje coś zrobić, lecz okazuje się, że tylko ona ich widzi. W dodatku jeden z nastolatków, przystojny blondyn, najwyraźniej nie ma zamiaru dać jej spokoju. I, niestety, jeszcze ten telefon od matki, która kazała jej nie wracać do domu... To tylko początek dziwnego i niebezpiecznego ciągu wydarzeń, które otworzą oczy Clary na nowy, niesamowity świat, który przez cały czas istniał tuż pod jej nosem.

Co to była za książka! Wciąż nie mogę pojąć, jak to się stało, że takie cudo pojawiało się tuż przed moim nosem tyle razy, a ja je ignorowałam. Pierwszy raz mignęła mi ta powieść około szóstej klasy podstawówki, czyli jakieś kilka lat temu, kiedy to jedna z koleżanek czytała jakieś Miasto Czegośtam na lekcjach wuefu. Tytuł mnie nie uchwycił, ale okładka dopięła swego. Co to ma być, to coś na okładce? A, Jace, zapewne. Ale od kiedy to ten chłopak cierpi na  nadwagę? Nie sądzę, żeby przytyło mu się w następnej części. Jeśli to ma być muskulatura, to ja jestem J. K. Rowling. W lewym dolnym rogu widzimy wypowiedź Stephenie Meyer. Moim zdaniem jest ona tu potrzebna jak dziura w moście, bo przy takiej okładce, to choćby zachwalali książkę najlepsi pisarze i nobliści, to wątpię, żeby ktoś na nią zwrócił uwagę.

Czytaliście "Atramentowe Serce"? Jego bohaterka miała bardzo ciekawy dar - mogła wyczytywać rzeczy, rośliny, zwierzęta, osoby z kart książek. Czytając "Miasto Kości" nagle sama zapragnęłam posiadać ten dar. Zapewne wszyscy wiedzą dlaczego. Jace to chłopak, którego można określić wyrażeniem "cud, miód, orzeszki". Mimo to jest to postać bardzo wiarygodna. Słodki blondynek, potrafi działać na nerwy. Świetnie posługuje się bronią, a w dodatku ma duże poczucie humoru. Prócz tego jest przekonany o swoim idealnym wyglądzie i często wpada w samozachwyt. Szczery, potrafi przyznać, że jest zakochany sam w sobie. Clary trochę działała mi na nerwy, ale ponieważ robiła to w uroczy sposób, to jej daruję.

Książka pod pewnym względem miło mnie zaskoczyła. Po raz pierwszy spotkałam się z tego rodzaju zakazaną miłością. Kazirodztwo to temat bardzo rzadko poruszany, a Cassandra Clare się tego nie bała.

Bardzo podobał mi się ostatni rozdział (jeśli nie liczyć Epilogu). Po prostu chciało mi się płakać, a ja jestem osobą twardą, jeśli chodzi o książki i filmy. To było dla mnie duże zaskoczenie. Po skończonej lekturze próbowałam poznać tego przyczynę, lecz nic mi nie przyszło do głowy. Jeśli tak działała na mnie pierwsza część, to wolę nie myśleć o ostatniej. Chyba uronię morze łez i urządzę sobie w pokoju basen.

Wartka akcja i ciekawy świat Nocnych Łowców sprawiają, że od książki nie można się wręcz oderwać. Nie mogę się wręcz doczekać, gdy dorwę w swoje łapska "Miasto Popiołów", które bez czytania żadnej recenzji wydaje się bardzo apetycznym kąskiem!

-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej.

 8/10

Oto jedna z recenzji napisanych przeze mnie jakiś czas temu. Znalazłam, więc wrzucam :) I zapraszam do zakładki "Na zbyciu", gdyż robię porządki w biblioteczce i chętnie podaruję książkom drugie życie.

sobota, 11 sierpnia 2012

Rick Riordan "Cień Węża"



„Było to niemal tak samo prawdopodobne, jak to, że Ra i Apopis zostaną przyjaciółmi na Facebooku”

Rick Riordan to jeden z nielicznych autorów, co do których jestem pewna, że mnie nie zawiodą. Jego każda kolejna książka jest jeszcze lepsza niż poprzednia i jeszcze bardziej zaskakująca. Spod jego pióra ukazały się serie "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", "Olimpijscy Herosi" oraz "Kroniki Rodu Kane", której ostatnią częścią jest właśnie "Cień Węża". Autor napisał także pierwszą część "39 wskazówek" - "Labirynt Kości". Jest jednym z moich najulubieńszych autorów i dlatego nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po "Cień Węża". No i stało się. Jestem świeżo po lekturze. Zapewne jesteście ciekawi, co tam słychać u słynnego rodzeństwa.

"Chciałabym od razu przeprosić za wszelkie niedogodności, jakie mógł wam sprawić koniec świata. Trzęsienia ziemi, rewolucje, zamieszki, tornada, powodzie, tsunami i oczywiście potworny wąż, który połknął słońce - obawiam się, że większość z tych rzeczy była naszą winą."

Zbliża się koniec świata i lada dzień wieli wąż połknie słońce. Za wszelkie niedogodności rodzina Kane przeprasza. Ale to tak jakby ich wina. A teraz mają trzy dni by temu zapobiec. I trzy plany. Pierwszego już raczej nie zrealizują, drugi oznacza pewną śmierć i istnieje ryzyko, że się nie powiedzie, a trzeci jest niewykonalny. Witamy w świecie rodziny Kane, pełnym egipskich bogów i mitów, gdzie każdy kolejny dzień jest jeszcze bardziej dziwniejszy niż poprzedni.

To już trzecia i ostatnia część tej niezwykłej trylogii. Muszę przyznać, że autor mnie pozytywnie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania niektórych sytuacji i takiej oryginalności. Ponadto w niektórych momentach śmiałam się jak głupia. Rick Riordan wciąż pokazuje wielką klasę pisząc książki pełne humoru i akcji, które towarzyszą nam już od pierwszej strony. Jego stylowi nie mam nic do zarzucenia. I choć prowadzi narrację zarówno ze strony Sadie, jak i Cartera, to nadal każde z nich ma swój charakter.

"- Jak długo trwała twoja nauka, Walt?
- Siedem lat - odparł. - prawie osiem.
- A czy zostałeś uznany za godnego polowania ze mną na żelki?
- Oh... nie."

 Nawet trójkąt miłosny był... zaskakujący. Początkowo nie podobało mi się rozwiązanie sytuacji "Walt czy Anubis", bowiem jako wielka fanka boga papieru toaletowego (tak jakoś zapadł mi ten tytuł w pamięci od czasów "Czerwonej Piramidy"), nie mogłam postąpić inaczej. Ale jak to mówią, lepszy rydz, niż nic. Nim się spostrzegłam, już spodobało mi się to wyjście.

Niesamowici bohaterowie, którzy zapadają w pamięć, niezwykłe istoty, świetnie wykreowany świat z idealnie wplecionymi wątkami mitologicznymi (w tym wypadku mitologii egipskiej), dużo humoru, świetna fabuła, akcja i jej zaskakujące zwroty - to opis nie tylko tej jednej książki Ricka. One wszystkie spełniają te kryteria, ale każda jest oryginalna, świeża, nowatorska. To on przekopuje się przez te wszystkie mitologie zwracając uwagę na najciekawsze mity, z które mogą stać się podstawą do niezwykłej historii osadzonej w naszych czasach. Jaka będzie następna? Mnie to nie obchodzi, bo przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra. Mam do niego pełne zaufanie i myślę, że on będzie wiedział, co jest najlepsze.

To trzecia i ostatnia część "Kronik Rodu Kane". Jest idealnym zakończeniem, bowiem mało kto mógłby przewidzieć taki obrót spraw, co dowodzi geniuszu autora. Poza tym wątki, które niby zostały wyjaśnione, nadal pozostawiają wiele do myślenia, przez co książka jeszcze długo pozostaje w naszej pamięci i staje się głównym obiektem zainteresowania naszego mózdu.

Polecam wszystkim, nawet tym, którzy uparcie twierdzą, że nie lubią mitologi, że nie trawią starożytnego Egiptu, bowiem tak się składa, że nawet ja, wielka antyfanka "Papirusa" w dzieciństwie, dałam się porwać tej serii i ciągle było mi mało. I nadal jest, bowiem chętnie przeczytałabym jeszcze nie jedną niezapomnianą historię. Naprawdę warto!

10/10



 "Kroniki Rodu Kane":
  1. Czerwona Piramida - RECENZJA 
  2. Ognisty Tron - RECENZJA 
  3. Cień Węża





Inne serie Ricka Riordana:

"Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy"
  1. Złodziej Pioruna - RECENZJA
  2. Morze Potworów - RECENZJA
  3. Klątwa Tytana - RECENZJA
  4. Bitwa w Labiryncie - RECENZJA
  5. Ostatni Olimpijczyk - RECENZJA

 "Olimpijscy Herosi"
  1. Zagubiony Heros - RECENZJA
  2. Syn Neptuna - RECENZJA
  3. Znak Ateny

piątek, 13 lipca 2012

Ninni Schulman "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" (+ mały stos - znowu xD)


"Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"

Uwielbiam skandynawskie kryminały i thrillery. Jest w nich specyficzny klimat, bowiem północna Europa ma mroźny urok. Kojarzy się z dużą ilością śniegu, dzikich lasów i głębokich zasp. To powoduje, że te książki dają jeszcze mocniejszy dreszcz emocji. Czy Ninni Schulman udało się wykorzystać atuty miejsca akcji i sprawić by "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" została zaliczona do grona tych najlepszych?

Dziennikarka, Magdalena Hansson, wraca do rodzinnego miasteczka, by odpocząć od życia, zapomnieć o przykrych chwilach i dojść do siebie po rozpadzie małżeństwa. Nie ma pojęcia, o czym będzie pisać w lokalnej gazecie, bowiem co ciekawego może się dziać w takiej małej mieścinie? Zapowiada się na nudne notki o wystawach szkolnych i festiwalach pierników. Nawet nie wie, jak bardzo się myli.

Tymczasem  Hedda wychodzi na zabawę sylwestrową i nie wraca. Niepokoją się wszyscy - rodzice, znajomi. Tymczasem policja znajduje nagie ciało młodej dziewczyny. Czy możliwe, żeby należało do Heddy?

Magdalena nie podejrzewała, że aż tak mocno zaangażuje się w tę sprawę. Narażając własne życie rozpoczyna prowadzić niezależne śledztwo. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, jakie to mroczne tajemnice skrywa jej spokojne, rodzinne miasto.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Uwielbiam skandynawskie kryminały, ale ten przeszedł sam siebie - był tak niesamowity, że chciało mi się tańczyć z ciekawości. Taka niesamowita intryga, śledztwo rodem z "Przygód Sherlocka Holmesa" i niesamowity klimat powaliły mnie na kolana.

Autorka nie pozwala się nudzić ani przez chwilę - ciągle się coś dzieje, poznajemy jakieś nowe szczegóły, których jednak nie potrafimy powiązać z innymi, bo brakuje kleju - tego, co by tę układankę trzymało i nadało jej sens. Autorka bardzo zgrabnie operuje informacjami - wpycha je w odpowiednie miejsca w odpowiednim momencie, a zarazem tam, gdzie by się ich nikt nie spodziewał. A to często wywołuje ciarki na plecach.

Jedyne, co początkowo trochę mi przeszkadzało, to wielowątkowość, lub nawet "zbytwielowątkowość". Drażniło mnie to, że nie mogłam się odnaleźć w tym wszystkim i myliłam wiele postaci. Gdy jednak już się do tego przyzwyczaiłam - książka wydawała mi się o wiele ciekawsza i odkryłam wiele zalet tego, co początkowo uważałam za wadę. Bowiem obserwowanie sytuacji z wielu punktów widzenia to wielki plus. Wszyscy wiemy, że "punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia", co sprawia, że można zauważyć coś, czego się nie zauważyło wcześniej, jeśli popatrzymy na to z innej perspektywy.

Wielkie gratulacje należą się także za niesamowite wyczucie. Bardzo wiarygodnie opisywała wszystkie sceny. Udało jej się stworzyć niesamowity i niezapomniany kryminał, a to wielka sztuka.

"Dziewczynę ze śniegiem we włosach" polecam wszystkim. To cudowna książka, która na długo zostaje w pamięci. Naprawdę nie bałam się jeszcze tak mocno podczas czytania kryminału. A ponadto, życie prywatne bohaterów jest ogromnie interesujące. Nie mogę doczekać się dalszych przygód Magdaleny i tego, co wydarzy się w Hagfors!

9/10


Haha, znowu stos :) Zdaje się, że męczyłam Was nim w poniedziałek, ale we wtorek nie mogłam się oprzeć, jak zobaczyłam w Empiku "Cień Węża" - a zdaje się, że miałam ograniczać ilość kupowanych książek, bo mi się już w szafce nie mieszczą xD.  Do tego jeszcze dwie książki do nauki rosyjskiego, bowiem wybrałam go sobie jako drugi język w liceum, a głupio będzie nic nie wiedzieć.


Oczywiście nie mogłam się oprzeć głupim przypinkom, których i tak pewnie nie będę nosiła, bo wszystkie zgubię, ale to też taki intuicyjny zakup. Najbardziej podoba mi się "CRh+. *Czytanie we krwi" i "Czarny charakter".

poniedziałek, 9 lipca 2012

Carlos Zafon "Marina" (+ bliżej nieokreślone różności, w tym stos)



"Poznaj moją Barcelonę"


O Carlosie Ruizie Zafonie słyszał chyba każdy. Jego książki zyskały wielki rozgłos, a w szczególności "Cień Wiatru". Autor jest postrzegany jako czarodziej języka i przygody, a także wielki malarz klimatycznych historii, które dzieją się pod osłoną nocy w Barcelonie.

"Marina" to moje pierwsze spotkanie z autorem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Niby czytałam wiele recenzji, ale czy to tak naprawdę pozwala nam przewidzieć do końca, co spotka nas w czasie lektury? Każdy ma bowiem swój gust i nie wszystkim się wszystko podoba. Jednak "Marina" to książka, która do mnie przemawia i sprawia, że czuję magię, jaka z niej płynie.

Barcelona to miasto pełne tajemnic, okryte magią. Owszem, wkradła się do niego technika, tak jak i do innych miejsc na Ziemii, jednak w przeciwieństwie do takich jak Nowy Jork, jego magia wciąż pozostała. Nie twierdzę, że w Nowym Jorku jej nie ma, jednak to nie jest ta stara, pełna uroku, jaką kryje Barcelona. I tą magię odkryje Oscar, bohater książki "Marina".

Chłopak w dziwacznych okolicznościach poznaje Marinę, młodą dziewczynę, mieszkającą wraz z ojcem w tajemniczym pałacyku. Kiedy razem spacerują po cmentarzu w Barcelonie, natrafiają na dziwny, bezimienny nagrobek, którego płytę zdobi czarny motyl. Zauważają, że odwiedza go pewna dama odziana na czarno. Kierowani ciekawością, postanawiają ją śledzić. W ten sposób trafiają do dziwnej tajemniczej oranżerii, w której zastają stęchły odór padliny i dziwne kukły ożywiane przez jakiś nieznany im mechanizm. Teraz rozpoczyna się niesamowita przygoda i śledztwo na miarę największych detektywów, takich jak Sherlock Holmes. Nic nie umknie młodym umysłom, które zrobią wszystko, by poznać prawdę.

Marina to delikatna, lecz tajemnicza dziewczyna. Ma niezwykłą aurę, którą emanuje na wszystkie strony. Oscar to prosty, lecz porządny chłopak. Polubiłam tę dwójkę. Mieli w sobie coś, a ich historia to prawdziwa uczta dla czytelnika i nie trzeba nie wiadomo jakich efektów specjalnych w postaci elfów, czy czarodziei - wystarczy odpowiednia sceneria, tajemnica i historia, której rozwiązania nie jesteśmy w stanie przewidzieć, by napisać coś ciekawego.

"Marina" wciągnęła mnie bez reszty. Początkowo lektura szła mi opornie, jednak kiedy tylko pojawiło się nazwisko Michala Kovelika nie mogłam się oderwać, bowiem nasi sąsiedzi ze wschodu i z południa zawsze wiązali się z pewnymi tajemnicami.

Powieść ukazuje nam też pewne prawdy z życia. Nie możemy potępiać innych ludzi - to pierwsza z nich. Każdy z nas jest inny - ma inny charakter i każdego z nas spotykają inne przeciwności losu. Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować się z wszystkimi na świecie, bowiem nikt nie przeżył dokładnie tego, co my. Książka pokazuje do czego zdolni są ludzie w obliczu zagrożenia i własnych słabości. Michal Kovelik to ktoś, kim może stać się każdy z nas.

Carlos Ruiz Zafon to człowiek, który pokazał mi  Barcelonę z tej najlepszej, tajemniczej i pełnej magii strony. Nie zanudził opisami, a jednak jego styl był bardzo malowniczy.

"Marina" to książka dla każdego - jest w niej dużo przygód, ma w sobie coś z fantastyki (lecz nie za dużo), trochę z powieści detektywistycznej, coś z kryminału, obyczajówki i wielu innych. Miłość i historia to także ważne jej elementy. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś, co mu się spodoba i tak jak ja, odkryje piękno nie tylko Barcelony, ale także i książki.

~*~



Coś mnie tak naszło, by wrzucić wakacyjny stosik. Jak widać - nie wielki, ale i tak go kocham. Dawno żadnego nie było, więc i ja sobie trochę urozmaicę. "Głębię" dostałam od Publicat S.A., "JUTRO 2" to wynik spontanicznych zakupów w Matrasie, "Chłopiec, którego nikt nie kochał" to egzemplarz recenzencki od Amber, a pozostałe trzy pozycje - "Hobbit", "Używane Serce" i "Akademia Mroku. Wybrańcy Losu" to książki przyniesione z biblioteki.




"Co ja słucham?" - hah, tak mnie jakoś naleciało na to, by pochwalić się tą naklejką. Moje niezawodne, stare MP4 ma wszystko, czego mi potrzeba :) W tle widnieje gazeta (i długopis jednorazowy), w której znalazłam sudoku i krzyżówki, czyli coś akurat dla mnie. 

Pozwolę sobie także wrócić do mojego poprzedniego postu. Otóż dwa nowe cykle (a może raczej działy) zatytułowałam "Powrót do korzeni" i "Na drugi i kolejny rzut oka". Co do pierwszego, to pomysły już mam, bowiem Harry Potter nie odświeży się sam, jednak co do drugiego, to chciałabym, byście mi doradzili od czego zacząć - od Percy'ego Jacksona czy Darów Anioła? Bo mam wielki dylemat. I proszę po raz kolejny o głosy w ankiecie.

Dziękuję za uwagę :)

sobota, 7 lipca 2012

Trudi Canavan "Wielki Mistrz"


"Pomiędzy białym, a czarnym jest niewielka różnica"

Trudi Canavan jest jedną z najbardziej znanych pisarek fantasty ostatnich lat. Sławę przyniosła jej słynna "Trylogia Czarnego Maga", z którą swoją przygodę rozpoczęłam niecały rok temu.

Co mnie pociąga w tej książce? Przede wszystkim klimat. Jest niesamowicie nastrojowy, nawet jeśli nie brać pod uwagę czytania po nocach. Ale co poradzę, że lektura wciąga tak niesamowicie, że ciężko ją odłożyć do rana, zwłaszcza kiedy można sobie pozwolić. Świetnie wykreowany świat jest także wielkim plusem. Idealnie działa na wyobraźnię i powoduje całkowite odcięcie się od świata. To gwarantuje zarówno "Gildia Magów", jak i "Nowicjuszka". Co zaś serwuje "Wielki Mistrz"? Tu nie będzie rozczarowania - spełnia on wszystkie oczekiwania, a nawet daje to, czegośmy się nie spodziewali!

Sonea zaczyna toczyć walkę z własnymi myślami - z jednej strony nie ufa Akkarinowi, a z drugiej obawia się, że Wielki Mistrz może mieć rację. Regnin i inni nowicjusze dali jej spokój i pojawiły się nawet propozycje przyjaźni, lecz dziewczyna obawia się, że nie znając prawdziwych intencji swojego mentora, nie może narażać ich na niebezpieczeństwo. Co takiego ukrywa Akkarin? Czy mówi prawdę? Dlaczego? Czy naprawdę istnieje inne zagrożenie, niż mag posługujący się czarną magią w samym sercu Gildii?

Nie wiem, jak w innych, ale we mnie, Wielki Mistrz zawsze wzbudzał dziwne uczucia. Dostojny, tajemniczy, przystojny mężczyzna, ubrany w czarne, łopoczące szaty, pojawiający się znienacka niczym Severus Snape w Harrym Potterze, budził we mnie podziw i ciekawość. Ta jego mroczność była niezwykle przyciągająca, a momentami dodawała mu uroku. Kiedy tak czytałam trzecią część "Trylogii Czarnego Maga" i natrafiałam na kolejną scenę z jego udziałem, wprost nie mogłam posiąść się z radości, a im bliżej go poznawałam, tym bardziej zaczynał mnie interesować. I podobać mi się.

Co do pozostałych bohaterów, to nie mam zarzutów - wszyscy spisali się znakomicie. Nawet Sonea mnie nie irytowała, co uważam za wielki plus, bowiem zwykle główne bohaterki doprowadzają mnie do białej gorączki. Żałuję tylko, że taką małą rolę odegrał Regnin, którego bardzo polubiłam. Spodziewałam się jego większego udziału, a tu pojawił się raptem kilka razy.

Styl autorki uważam za świetny. Jej opisy pobudzają zarówno wyobraźnię, jak i wzbudzają emocje. Poza tym uwielbiam wykreowany przez nią świat i bohaterów. Pomysłów także nie brakuje autorce. "Gildia Magów" i "Nowicjuszka" niezmiernie przypadły mi do gustu i niezwykle poruszyły moje serce. "Wielki Mistrz" pokazał jednak, że mogą się one przy nim schować. Uważam, że to bezkonkurencyjnie najlepsza książka fantasty, jaką kiedykolwiek zdarzyło mi się przeczytać. Mówiąc wprost - trzecia część trylogii bije na głowę wszystko inne.

"Trylogia Czarnego Maga" to idealne połączenie klasyku, jakim jest "Władca Pierścieni" i fenomenalnego bestsellera - "Harry'ego Pottera". Jest ona cudowna i nie można się od niej oderwać. Akcja bije na głowę wiele innych książek, zaś samo zakończenie nie ma sobie równych. Wzrusza i nie pozwala o sobie długo zapomnieć.

To naprawdę niezwykła część niesamowitej serii, która pozostanie jedną z moich ulubionych. Jeśli wszystkie książki tej autorki są tak cudowne (a zamierzam to sprawdzić), to nie zdziwcie się, że pewnego dnia nagle zniknę i nie będziecie mnie widzieć przez kilka dni - to może być znak, że właśnie dorwałam się do wszystkich pozostałych powieści tej autorki.


"Trylogia Czarnego Maga" - Trudi Canavan
  1. Gildia Magów - RECENZJA
  2. Nowicjuszka - RECENZJA
  3. Wielki Mistrz

środa, 13 czerwca 2012

John Marsden „Jutro”




„Kiedy zaczęła się wojna”

Czy przyszło Wam do głowy kiedykolwiek, że w naszym kraju, gdzie wiedziemy spokojne życie, mogłaby wybuchnąć wojna? Co by się stało, gdyby nagle wojsko jednego z sąsiednich państw wkroczyło na teren naszego? Jakbyśmy zareagowali? Czy byśmy spanikowali? A może z pewnością siebie stawilibyśmy opór najeźdźcy? Wśród nas zapewne znaleźliby się i tacy, i tacy. A jaki los spotkał Ellie, Homera, Fi, Corrie, Lee, Robyn, Chrisa i Kevina?
Ellie i jej przyjaciele postanowili jechać na biwak. Całe pięć dni bez pomocy rodziców, z dala od cywilizacji. Tylko oni i łono natury. Dlatego wybierają się do Piekła, lecz tam zamiast wzmożonej aktywności fizycznej dopada ich straszne lenistwo – prócz tego, co muszą, nie robią nic. Wolą leżeć do góry brzuchami i pochłaniać kolejne ilości niezdrowego jedzenia. Niestety, sielanka szybko się kończy i muszą wracać do domu, normalnych zajęć, szkoły. Niestety, po powrocie wszystko jest dziwne. Zastają martwe zwierzęta, nigdzie nikogo nie ma – zniknęli wszyscy – od dorosłych po dzieci. Domy zostawione tak, jakby lada moment mieli wszyscy wrócić. Nie działają telefony, nie ma światła… A to wszystko dlatego… że chyba zaczęła się wojna.

„Piekło tworzą ludzie. Może to my jesteśmy Piekłem?”

Przyjaciele nie wiedzą, co robić. Z jednej strony wiedzą, że coś jest nie tak, że może rzeczywiście nastąpiła inwazja. Z drugiej strony jednak mają nadzieję, że to tylko głupi kawał, że lada moment wszyscy wyjdą z ukrycia cali i zdrowi i krzykną „Mamy cię!”.
Bardzo podobała mi się nie tylko fabuła, ale i kreacja bohaterów. Byli bardzo zapadający w pamięć i poruszający serca. Niesamowicie potrafili przemówić do mnie i pokazać mi świat, jakim go widzą. Najbardziej byłam pod wrażeniem postaci Ellie. Autor, jako mężczyzna, pokazał ją w bardzo dziewczęcy sposób. Nadał jej kobiecy charakter i tok myślenia. Byłam pod wrażeniem, bo nie wiem, czy sama byłabym w stanie pisać z punktu widzenia mężczyzny. Podziwiam, że pan Marsden odważył się na ten krok.
Autor ma bardzo dobry warsztat. Nie używa prymitywnego języka i świetnie radzi sobie z opisami. Nie przynudza, a sceny akcji są niezwykle interesujące. Czuć w nich napięcie. W tej książce wszystko jest nieprzewidywalne. Każda kolejna akcja powodowała, że czułam niepokój o bohaterów - bałam się o nich. Nie mogłam przewidzieć, co się stanie i strasznie się obawiałam, iż komuś stanie się krzywda.
Najbardziej polubiłam Ellie, Homera i Robyn. Losy tej trójki najbardziej mnie interesowały, najzacieklej im dopingowałam i chciałam czytać o nich jak najwięcej, co nie znaczy, że innych nie lubiłam. Po prostu w tak licznym gronie łatwo znaleźć faworytów. Wszyscy byli równie mocno interesujący i mieli zróżnicowane osobowości. W każdym z nich można odnaleźć cząstkę siebie, co bardzo mi się podobało.
Bardzo mi się ta książka podobała. Jest taka inna, świeża. Nie mogę zrozumieć, jakim cudem początkowo opierałam się jej tak długo. Teraz wręcz nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną część. I mam nadzieję, że uda mi się to zrobić szybko, bo nigdy nie wiadomo, co nadejdzie jutro!
9/10

środa, 6 czerwca 2012

Sara Shepard "Pretty Little Liars. Niewiarygodne"




“Kilka brudnych sekretów może świetnie ubarwić nudne życie”

            Sara Shepard to jedna z najbardziej znanych autorek książek młodzieżowych ostatnich czasów. Sławę zyskała dzięki seriom „Pretty Little Liars” i „The Ling Game”, do których inspiracją stało się prywatne życie pisarki w czasach licealnych.

„Tęskniłyście? Dajcie sobie spokój z tym śledztwem albo i wam stanie się krzywda.
A.”

            Dalsze przygody czterech kłamczuch – Emily, Arii, Hanny i Spencer. Nic nie dorównuje atrakcjom serwowanym przez A. – wakacje w Iowa, pobyt w szpitalu i wiele innych niespodzianek. Co zrobią dziewczyny? Czy będą kontynuowały śledztwo, mimo, że A. pokazał/pokazała, na co go/ją stać? Czy może odpuszczą, mimo, że są tak blisko rozwiązania tej zagadki?
            Emily zostaje wysłana przez rodziców do rodziny, bowiem oni nie mogą znieść, że ich córka nie jest normalna. Nigdy by do tego nie doszło, bowiem w normalnych warunkach nie dowiedzieliby się o tym pocałunku. Niestety, o nie są normalne warunki – już A. się o to postarał/postarała.
             Aria nie ma gdzie się podziać. Kiedy jednak dostaje propozycję pojednawczą od Byrona i Meredith, po tym jak nieźle narozrabiała, stara się nie pogorszyć sytuacji. A. jednak zadba, by w jej życiu nie zabrakło niespodzianek. Na zajęciach artystycznych spotka osobę, której wolałaby nie widywać. Jednak A. nie podejrzewa, że może to się obrócić przeciwko niemu/jej.
            Hanna została ukarana za swoją spostrzegawczość. A. pokazał/pokazała, że on/ona tu rządzi. W życiu dziewczyny pojawi się osoba, która prawdopodobnie będzie jedną z tych najważniejszych jej życiu. Hanna jednak będzie musiała wybrać – ta osoba, czy przyjaciółka i status społeczny/ A. zadba, by ten wybór nie był korzystny.
            Spencer coś odkryła. Nie wie jednak, czy jest to zgodne z rzeczywistością. A. nie będzie w tej sprawie przydatny/przydatna, jednak mocno namąci dziewczynie w głowie, która nie będzie wiedziała, komu może ufać. Czy mimo przeszkód dowie się prawdy? Czy dziewczyny odkryją kto zabił Ali? Czy dowiedzą się, kim jest A.? Tego dowiecie się z czwartej części Pretty Little Liars pt. „Niewiarygodne”.
            Akcja podkręcona zostaje do maksymalnego progu, wszystko nabiera tempa. Autorka wodziła nas za nos podczas lektury poprzednich części, teraz też nie przestaje, co powoduje, że robi się naprawdę ciekawie. Choć już w poprzedniej części domyśliłam się, kim jest A., to nie spodziewałam się, że moje przypuszczenia okażą się słuszne, bowiem autorka nie daje mi zbyt wielu podstaw, by tak sądzić.
Losy dziewczyn stają się coraz ciekawsze i nabierają tempa. Czyta się je niezwykle szybko i przyjemnie. Autorka ma bardzo charakterystyczny styl – młodzieżowy, gdzieniegdzie dorzucając jakąś markę ubrań, bądź perfum lub kosmetyków, co powoduje wyobrażenie sobie wyższych sfer. Mimo to, nie nuży i nie denerwuje. Niezwykła intryga, którą zaplanowała, nie pozwala oderwać się od lektury.
Ta książka taj jak i poprzednie z tej serii, jest godna polecenia. Z Emily, Hanną, Spencer i Arią nie sposób się nudzić. Ciekawe, co też autorka zaplanowała w kolejnej części. Nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę.
9/10


"Pretty Little Liars" - Sara Shepard
  1. Kłamczuchy - RECENZJA
  2. Bez Skazy - RECENZJA
  3. Doskonałe - RECENZJA
  4. Niewiarygodne
  5. Zepsute
  6. Zabójcze
  7. Bez Serca
  8. Pożądane
  9. Uwikłane