poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Bernard Cornwell "Zimowy Monarcha"



Bernard Cornwell to świetny pisarz. Podziwiam jego kunszt. Byłam pod wielkim wrażeniem jego opowieści o wikingach. Zachwyciły mnie przygody Uthereda z Bebbanburga, o których opowiadały książki "Ostatnie Królestwo" i "Zwiastun Burzy". Autorowi sławę przyniosła "Trylogia Arturiańska", więc postanowiłam przeczytać jeszcze chociaż pierwszy tom tej sagi. Jej tytuł to "Zimowy Monarcha" i opowiada o najmroczniejszych czasach w dziejach Brytanii, czyli czasach Arturiańskich.

Dumonią rządzi król Uther. Jest już stary, a jego dziedzic, Mordred, zginął w bitwie. Ojciec winą za jego śmierć obarcza swojego drugiego syna, a przyrodniego brata Mordreda, Artura. Całe szczęście, będąca w błogosławionym stanie Norwenna powiła syna. Dziecko, mimo iż kalekie, ma odziedziczyć tron i władzę. Nadano mu imię Morderd. Jednym z jego opiekunów ma zostać sam Merlin, jednak druid stawia warunek: opiekunem dziecka ma zostać również Artur. Co postanowi król? Czy powierzy życie swojego dziedzica w ręce człowieka, którego uważa za zdrajcę i twierdzi, że jest winny śmierci swojego przyrodniego brata? Czy zaufać osobie, która może chcieć śmierci Mordreda?

Gdy sięgałam po tę książkę nie wiedziałam, czego się spodziewać. Jedyne, co wiedziałam o królu Arturze było to, co zapamiętałam z lektury "Liceum Avalon" Meg Cabot i może jeszcze jakieś trzy po trzy z lekcji angielskiego, gdy to lektorowi rozwiązał się język i mieliśmy ciekawy temat o historii angielskiej. Za źródło swojej wiedzy mogę też podać film z Kierą Knightley "Król Artur". O jego dziejach wiem mniej więcej tyle, że był sobie kiedyś jakiś miecz w skale, a on go wyciągnął. Miał przyjaciela Lancelota, który popłynął za morze po żonę dla niego. Ginewra miała jakąś miksturę miłosną, która miała dać Arturowi, ale wypił ją Lancelot i się w sobie zakochali. Jednak ona i tak wyszła za Artura. I byli jeszcze jacyś Rycerze Okrągłego Stołu (a może to inna bajka?). Słyszałam też coś o przyrodnim bracie, Mordredzie, który był wcielonym złem i nie lubił Artura. I oczywiście cała ta historyjka o tym, że gdy Brytania będzie w niebezpieczeństwie to Artur powróci i ich uratuje. Tyle, jeśli chodzi o moją wiedzę. A co robi Bernard Cornwell? Twierdzi, że jestem niedouczonym głąbem i pokazuje mi historię, która obala wszelkie moje dotychczasowe wyobrażenia o dobrym, sprawiedliwym, odważnym, mężnym, najlepszym pod słońcem i Bóg jeden jeszcze wie, jakim władcy.

Owszem, Artur w opowieści Cornwella był odważny, ale był również zbyt ambitny i trochę głupi. Chciał pokoju w królestwie, które mógłby przekazać Mordredowi. Co dziwne, kochał Ginewrę, i to z wzajemnością. Wywołał wojnę zrywając zaręczyny z córką innego władcy i żeniąc się z nią. Lancelot to już całkiem inna historia. Nie zawsze był przy Arturze. Nie uważam też, by rzeczywiście był takim jego najlepszym druhem. Co dziwne, myślałam, że Merlin to stary mędrzec, a okazał się raczej starym głupcem. I nie było Rycerzy Okrągłego Stołu. Owszem, była jakaś rada i zasiadała sobie ona od czasu, do czasu, ale nie siedzieli przy żadnym stole. Nawet kwadratowym.

Nie wiem, czy podoba mi się ta nowa wizja. Chyba jako osoba kochająca świat fantastyki wolę te głupie legendy, choć i tak jestem pod wrażeniem świata stworzonego przez autora. Czytając "Trylogię Arturiańską" spodziewałam się narratora wszechwiedzącego, który by opisywał, co to się przydarzyło memu ukochanemu bohaterowi, a tymczasem...

Tymczasem narracja pierwszoosobowa, z punktu widzenia Derfela, człowieka przygarniętego i wychowanego przez Merlina, w późniejszym czasie walczącego u boku Artura. Jest to przedstawione w formie wspomnień. Zauważę jednak, że jak na powieść o dziejach Artura, trochę mało w niej Artura. Przez pierwsze sto stron, jego postać jest tylko wspominana. Dalej również sytuacja nie do końca się zmienia, bowiem Derfel opowiada o rozmowach z Ginewrą, ratowaniu Nimue, co było raczej jego prywatną sprawą. Tekst podzielony na pięć ksiąg i raczej połowa z niego nie opowiada o losach króla. A poza tym, jest istna "Moda na Sukces". Każdy z każdym i już pod koniec ciężko się połapać, kto jest rodzeństwem przyrodnim, kogo nie łączą żadne więzy, a kto jest czyją macochą. Aż dziwne, że autor się nie pogubił.

Nie do końca podoba mi się wizja "nowego Artura". Świat, jaki autor stworzył jest piękny, polubiłam nawet bohaterów, jednak nie mogę się pogodzić z faktem, że to Ten Artur. Wszystko miałoby się dużo lepiej, gdyby nie dotyczyło jednego z moich ulubionych wojowników. Trudno mi się pogodzić z faktem, że on wcale nie był idealny.

Jednak mimo wszystko zachęcam was do sięgnięcia po "Zimowego Monarchę". Ostrzegam jednak, że nie są to legendy, których nasłuchałam się dotychczas. Bernard Cornwell niszczy stereotypy i świetnie łącząc fikcję literacką z wiedzą popartą studiami, opowiada dzieje legendarnego władcy. Stworzył ciekawą i piękną historię, którą świetnie się czyta. Szkoda tylko, że zniszczył legendę.

19 komentarzy:

  1. Także lubię fantastykę, ale "Zimowy monarcha" przypadł mi bardzo do gustu i to właśnie między innymi za to, że nie ma w niej wyidealizowanych postaci, a wszyscy są ukazani z taką zwykłą, ludzką twarzą.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Musze te książkę przeczytac, jednak jak na razie nie miałam ku temu sposobności ;)

    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeka w kolejce. No, ale jeśli jest tak jak mówisz, to nie wiem jak przeżyję to, że Ten Artur nie przypomina Artura którego ja znam.:( Mam nadzieję, że się nie zawiodę.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. pierwszoosobowa narracja, ostro. Co do tej serii ciągle mam wątpliwości mimo po wielu pozytywnych recenzjach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamykam oczy, bo przede mną cała Trylogia Arturiańska jeszcze przede mną. Cieszę się, że jesteś tak wielką fanką Cornwella i mam nadzieję, że i ja się nie zawiodę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Stereotypy należy łamać, a ta wizja wydaje mi się bardziej realna niz każda inna bajeczka na dobranoc. Szkoda, że średnio ci się podobała, ale i tak przeczytaj kolejne dwie częśći.
    A poza tym nikt nie powiedział, że ta ksiażka będzie o Arturze. Derfel jest wart takiej samej uwagi co Artur... A związki rodzinne... cóż, nawet oni nie wiedzieli do końca, czy nie są rodziną, małżeństem... ;-D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie ci wyszła ta recenzja, naprawdę fajnie!
    Ja też bardzo lubię Artura, no wiesz, tego z "tych głupich legend". Tego co był taki sprawiedliwy, mądry, odważny, szlachetny itp. Myślałam, że "Trylogia Arturiańska" będzie choć trochę przypominała legendę Wielkiego Władcy Artura i trochę się zawiodłam na twojej recenzji, ale książkę i tak przeczytam, bo mnie zaciekawiłaś.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie właśnie bardzo spodobała się ta alternatywna wersja legendy. Nawet "modo-na-sukces"-podobne elementy mi nie przeszkadzały, świetnie się podczas lektury bawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, ciągle słyszę o niej wiele pozytywów, i ciągle nie mogę się przekonać, ale kto wie, może sięgnę by zobaczyć na własne oczy, co dokładnie powoduje, że jest tak ujmująca ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam, polecam:)
    Takie łamanie stereotypów często jest bardzo dobrym zagraniem:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest mnóstwo wersji legend arturiańskich i z tą także chętnie się zapoznam. Cieszę się, że Artur nie jest i tu przedstawiony jako wojownik idealny. Z dużo większym zainteresowaniem śledzę losy ludzi prawdziwych, nie wyidealizowanych. ;)
    Pozdrawiam, [ksiazkowa-kraina.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  12. och, chcę przeczytać tą książkę od dawna, legendy arturiańskie to coś dla mnie ;D ostatnio czytałam "W poszukiwaniu króla" , także o królu Arturze, ale też sporo zaczerpnięto z Biblii ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie urzekła
    Jestem już po 2 tomie i ostrzę pazurki na 3 :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm.... Wydaje się ciekawa a twoja recenzja popiera moje stanowisko więc z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli gdzieś trafię na tą serię, to na pewno przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To co dla Ciebie było wadą dla mnie stanowiło zaletę ;) Ogromnie podobało mi się, że Cornwell zdecydował się na opowiedzenie historii w ten sposób- z popełniającymi błędy bohaterami, z plamami na honorze, bez zbędnego wybielania i gloryfikowania. Dzięki temu legendy arturiańskie nabrały dla mnie realności, Artur nagle stał się bardziej ludzki, a sama opowieść o wiele bardziej prawdziwa ;) Lubię wersję legendy pełną fantastycznych odniesień, ale lubię też wersję Cornwella- pokazującą, jakby mogła wyglądać ta historia, gdyby wydarzyła się naprawdę ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo mnie ciekawi ta inna wizja legendy, z chęcią bym się skusiła na "Zimowego monarchę" ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie szła opornie ta książka i to strasznie. W połowie miałam dość tego, że ciągle leje się tam krew.

    OdpowiedzUsuń
  19. nigdy specjalnie nie ciągnęło mnie do tego cyklu. niby zapowiada się ciekawie, ale jakby czegoś tu brakowało...

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam