czwartek, 25 sierpnia 2011

Cory Doctorow "Mały Brat"




Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest utracić wolność? Większość z nas nie wyobraża sobie bez niej życia. Właśnie dlatego nikt nie czyta naszych esemesów, nie zakłada podsłuchu na telefon i nie śledzi każdego naszego ruchu. I wyobraźcie dobie, że pewnego słonecznego dnia możecie to wszystko stracić. Nagle, na środku ulicy napada na was policja i aresztuje was i wszystkich ludzi wokół, a potem jak zwykłego bandytę wtrącają do więzienia. Potem zabierają was na przesłuchanie i każą udowodnić, że nie jesteście terrorystami, a jakiekolwiek formy buntu są tłumione torturami. Brzmi znajomo, prawda? Takie piekło przeżyli ludzie podczas pierwszej i drugiej wojny światowej, a także podczas zaborów. Ale to było tyle lat temu! Tylko co by się stało, gdyby działo się to w obecnych czasach? Coś takiego przydarzyło mi się siedemnastoletniemu Marcusowi, bohaterowi książki "Mały Brat" Cory'ego Doctorowa.

Na pierwszy rzut oka książka wydaje się całkiem zwyczajna. Jakiś chłopak próbuje powalić wielkiego robota za pomocą młotka. Nie ma w niej nic interesującego, jednak gdy zaczniemy czytać pojmiemy w pełni jej symbolikę. Przyjrzyjcie się dokładnie z czego jest zbudowany robot, a także zwróćcie uwagę na kształt narzędzia, które trzyma nastolateg. Już sam ten obrazek wyjaśnia nam, z czym spotkamy się w książce.

Jej autorem jest Cory Doctorow, pisarz i dziennikarz pochodzący z Kanady. Zasłynął jako autor wizjonerskich powieści, poruszających tematykę egzystencji, tożsamości i praw człowieka w świecie pełnym nowoczesnych technologii.

Marcus Yallow to nastolatek, jak każdy inny. Na co dzień zajmuje się chodzeniem do szkoły, a po godzinach spotyka się z przyjaciółmi i rozwija swoje informatyczne zainteresowania. Pewnego dnia zrywa się ze szkoły i wraz z przyjaciółmi wyrusza na poszukiwanie wskazówek do gry ARG, Harajuki Fun Madness. Jednak zamach bombowy w San Francisco uniemożliwia im dalszą zabawę. Zostają aresztowani przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego i trafiają do tajnego więzienia. Gdy zostają uwolnieni, Marcus dostrzega, jak bardzo zmienił się świat. Żyje teraz w państwie policyjnym, a każdy jego ruch  jest starannie notowany, a każdy obywatel jest traktowany jak potencjalny terrorysta. Chłopak pragnie zniszczyć DBW i odnaleźć przyjaciela, który nie wydostał się wraz z nim z więzienia. Postanawia działać.

Gdy przeczytałam tę książkę nie byłam w stanie powiedzieć nawet słowa. Po prostu musiałam się z tym przespać i poukładać wszystko na spokojnie. Nie mogłam, a może nie chciałam uwierzyć, że to wszystko mogłoby się okazać prawdą, bowiem walka jaką prowadzili bohaterowie była beznadziejna. Była jak walka z wiatrakami, a wszyscy wiemy, jak ona się skończyła, jednak wszystko wydawało mi się tak realistyczne, że nagle zaczęłam się zastanawiać, czy moje rozmowy na gadu-gadu z koleżanką nie są potajemnie przesyłane do jakiegoś urzędu, gdzie grupa ludzi sprawdza czy nie planujemy wysadzić w powietrze najbliższej Biedronki, stacji benzynowej, szkoły, czy pod co tam jeszcze moglibyśmy podłożyć bombę. Nagle zaczęłam podejrzewać, że może na mojej szkolnej legitymacji jest urządzenie śledzące, co sprawia, że policja w każdej chwili wie, gdzie jestem. To byłoby wkurzające uczucie, prawda? A przecież na co dzień denerwują mnie pytania rodziców, gdzie idę i kiedy wrócę. Tylko między tymi dwoma kontrolami jest różnica - jedne opiera się na braku zaufania, a drugie na jego obecności. Nie wiem, jak wy, ale ja wolę swoją sytuację.

Autor stworzył godny podziwu świat technologii i postępu. Byłam pod wrażeniem tego, jak rozwiązał niektóre sytuacje. Tłumaczył dokładnie w jaki sposób działają wszystkie urządzenia i porównywał do czegoś prostego, zrozumiałego nawet dla ludzi, którzy nie mają o niczym pojęcia. Podobało mi się to, gdyż mimo, że jestem lewa z zajęć technicznych i informatycznych, to byłam w stanie chociaż z grubsza orientować się w ich działaniu.

Bohaterowie byli realni. Popełniali błędy i uczyli się na nich. Mieli tajemnice, wady i zalety. Początkowo polubiłam Vanessę i brakowało mi jej później. Tak samo Darryla. Jednak autor o nich nie zapomniał. Postacie stworzył tak, że nawet "te debile z DBW", które były tak denerwujące, że miałam ochotę ich pobić, nie sprawiły, że chciałam odłożyć lekturę. Wręcz przeciwnie, tylko rozpalały moją ciekawość.

Cała historia została nam przedstawiona z punktu widzenia Marcusa. Pierwszoosobowa narracja pozwalała włożyć na siebie skórę bohatera i poczuć się jak on. Nie dziwię się, że autor zdobył prestiżowe nagrody literackie, takie jak Campbell i Lucas. Kiedy ktoś pisze tak jak on, to od książki ciężko się oderwać. Ta powieść to trzysta sześćdziesiąt dwie strony małego, lecz nienadwyrężającego wzroku druczku, w którym zapisana jest przygoda, której nie pobije nawet cała seria Darów Anioła, Akademii Wampirów, Harry'ego Pottera, czy co tam jeszcze uważacie za najlepsze. Dzieło Cory'ego Doctorowa dostarcza o wiele więcej emocji.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam książkę, pomyślałam, że nie jest warta mojego czasu. Teraz widzę, jak bardzo się myliłam.

Pierwsze, co zastanawia człowieka to tytuł, bowiem nie jest to książka o młodszym braciszku, czy małym chłopcu, na co może on wskazywać. W czasie czytania wszystkie wątpliwości zostają rozwiane. Nie powiem, kto to jest, żeby nie psuć czytania.

Czasem warto porównać książkę do jakiegoś innego dzieła. Myślę, że tu odpowiedni będzie "Kosogłos", czyli trzecia część trylogii "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins. Tu też bohaterowie walczą z systemem. Mogę śmiało podpisać się pod tą książką nogami i rękami, gdyż uważam, że jest ona warta polecenia.

15 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce,ale po Twojej recenzji myślę, że mogłaby mi się spodobać. Będę szukać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ,,Mały brat'' już od jakiegoś czasu leży na mej półce i czeka na swą kolej. Zawsze coś mnie od niego odciąga, ale przeczytałam twą recenzje i myślę, że jednak warto poznać tę książkę bliżej, tak więc zaraz to uczynię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm okładka średnia, nie zatrzymałabym na niej dłużej wzroku w księgarni, ale po recenzji zmieniam zdanie i koniecznie chcę to przeczytać, wpisauję na listę i będę polować. Uwielbiam tego typu historie, treść przypomina nieco film "Wróg publiczny" z Willem Smithem, genialny film akcji i dający do myslenia nad rozwojem informatyki i coraz nowszych technologii i ich wplywu na nasze życie, społeczeństwo, panstwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również nie słyszałam. Jak mi wpadnie w ręce to przeczytam:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Od tej książki początkowo odstraszył mnie wątek informatyczny, jednak teraz... czemu nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się ciekawie. Jeśli nadarzy się taka okazja, sięgnę z ogromną chęcią. A recenzje się miło czytało ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze ciekawi mnie ta książka... Tylko trochę się obawiam, że będzie zwyczajnie ciężka.

    OdpowiedzUsuń
  8. O! Tą książkę akurat miałam już okazję czytac i muszę przyznac, że byłam bardzo mile zaskoczona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wobec tak pochlebnej opinii i odwołań do lubianych (i znanych;)) przeze mnie serii, nie mogę przejść obok tej książki obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi całkiem ciekawie. Postaram się przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Interesujące... Gdyby nie Twoja recenzja bym nawet na nią nie zwróciła uwagi. A szkoda by było.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słyszałam o tej książce. Ale Twoja recenzja jest pozytywna i zachęcająca do przeczytania. Wiem komu mogłabym ją podarować...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Porównanie do ,,Kosogłosa" mi wystarczy, koniecznie muszę przeczytać tę książkę. Uwielbiam, gdy bohaterowie walczą o prawo do wolności.

    OdpowiedzUsuń
  14. No! To jest książka zdecydowanie dla mnie. Koniecznie muszę ją przeczytać!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam