niedziela, 28 sierpnia 2011

Trudii Canavan "Gildia Magów"



Tak naprawdę po raz pierwszy z "Trylogią Czarnego Maga" miałam styczność w wieku lat dwunastu. Była to szkolna wycieczka, gdy wybraliśmy się do kina. Jak to zwykle bywa, przy okazji odwiedziliśmy centrum handlowe w poszukiwaniu McDonalda i kolega z klasy widząc wystawę jakiejś księgarni zaczął nawijać, że czytał tę książkę i jest świetna, a cała seria lepsza od Harry'ego Pottera. Mówił oczywiście o "Trylogii Czarnego Maga". Początkowo nie zwróciłam na to większej uwagi, gdyż okładka skojarzyła mi się z Wiedźminem (nie pytajcie, dlaczego), którego filmowej wersji nie mogłam jakoś przetrawić w dzieciństwie, co mi do tej pory dokucza. I tak oto zapomniałam o całej sprawie, aż w końcu zrobiło się głośno o "Misji Ambasadora". Wtedy sprawdziłam kilka razy, o czym jest pierwsza część i dowiedziałam się co nieco o autorce, lecz jakiegoś zafascynowania nie było. Lecz gdy w obrót wszedł "Łotr" nabrałam wielkiej ochoty, by przeczytać jakieś dzieło pani Canavan.

I tak oto wreszcie po raz pierwszy w moich rękach znalazła się "Gildia Magów". Nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko, bowiem jak każdy mól książkowy posiadam dość długą listę "Chcę przeczytać" i mam wrażenie, że rośnie ona szybciej, niż ja czytam.

Jak co roku w Imardinie gromadzą się magowie, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Nikt nie przeciwstawia się im, gdyż chroni ich magiczna tarcza. Kiedy tłumy ludzi opuszczają miasto, kilkoro młodych buntowników ciska kamieniami w tarczę. Przez magiczną barierę przedostaje się tylko jeden z nich i dosięga jednego z magów. Jest to wielkim zaskoczeniem nawet dla młodej dziewczyny, która go rzuciła.

Gildia jest nie tylko zaskoczona, ale i zdenerwowana, bowiem oznacza to, że w mieście przebywa nieszkolony mag. Trzeba szybko odnaleźć dziewczynę, nim jej moc wymknie się spod kontroli i zniszczy wszystko wokół, łącznie z nią samą.

Książka ma ponad pięćset stron, a wciągnęła mnie niezmiernie. Nie wiedziałam, że jestem w stanie wchłonąć tyle w jeden dzień. Słyszałam wiele wypowiedzi o powieściach pani Canavan: a to, że pisze ciekawe historie, ale dużo przynudza, a to też, że tworzy wspaniałe fantastyczne światy, albo także, że właściwie, to są książki o wszystkim i o niczym. Ja jestem jak najbardziej pozytywnie nastawiona. Podoba mi się jej styl i moim zdaniem wcale nie przynudza. Trzecioosobowa narracja opowiadała nie tylko o przygodach Sonei, ale też o tym, co się działo w Gildii. Dzięki temu więcej się wydarzyło, a cała akcja była niezwykle ciekawa. Nawet nie zauważyłam, a skończyłam czytać.

Bardzo zainteresował mnie świat wykreowany przez autorkę. W dzisiejszych czasach dość rzadko spotykamy się z literaturą fantasy, bowiem większość pisarzy wykorzystuje rzeczywisty świat dodając do niego elementy magiczne i wymyślone. Tutaj mamy do czynienia z typowym dla fantasy światem - trochę podobnym do naszego średniowiecza. Spotykamy się z podziałem na warstwy społeczne, slangiem ulicznym i prawem, a także różnymi organizacjami, które je nagminnie łamią. Także bohaterowie są realistyczni.

Sonea, jako dziewczyna ze slumsów, nienawidzi Gildii. Nic dziwnego, że nie wierzy w dobre intencje magów. Ma swój własny, wyrazisty charakterem który daje się poznać w każdej chwili. Uparta, nieufna, troszcząca się o przyjaciół, nawet własnym kosztem.

Cery to taki typowy łobuziak. Może mojej sympatii nie zdobył, ale go nie potępiam. W jakimś minimalnym stopniu go lubię. Może to ze względu na rolę, jaka mu przypadła, a może ze względu na jego charakter, który również dawał o sobie znaki. Moim ulubionym magiem jest Mistrz Rothen, co zapewne nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Podoba mi się jego sposób bycia, a także to, jak odnosi się do innych. Chociaż wolałabym, żeby był wojownikiem, bo ta dziedzina magii interesuje mnie najbardziej, to polubiłam gościa. Nie wiem o nim dużo, a jednak wydaje mi się przyjazny,

Ta trójka najbardziej zapadła mi w pamięć, choć powinnam jeszcze wspomnieć o Mistrzu Fegunie, Wielkim Mistrzu i Mistrzu Ambasadorze, choć myślę, że ci większą rolę odegrają w drugiej i trzeciej części trylogii. Pierwsza skupia się dużo na poszukiwaniach Soneii, a także drodze do podjęcia decyzji przez nią, ale rozpoczyna też kilka ważnych wątków, które, mam nadzieję, będą kontynuowane w kolejnych tomach.

No i oczywiście mam już wybranego idealnego kandydata na męża głównej bohaterki i skrycie mam nadzieję, że będą razem, choć jeszcze nic na to nie wskazuje.

Bardzo podobała mi się ta książka i z wielką niecierpliwością czekam na okazję, by kupić następne tomy. Polubiłam przygody młodej pani mag i tym samym stałam się fanką samej autorki. Książkę polecam, a teraz zabieram się za wychwalanie pod niebiosa historii miłości Soneii i... Ale ciii! Nic nie powiem!

10 komentarzy:

  1. Również czytałam tę trylogię i bardzo mi się podobała. Prawda, że czytelnik nawet nie zauważa, kiedy się kończy? Niedawno wydano część opowiadającą o pewnym bohaterze powiązanym z postaciami przedstawionymi w "Gildii magów", ale mam pewne opory przed jej przeczytaniem. Obawiam się, że będzie gorsza od poprzednich, a co za tym idzie moje piękne wspomnienia runą niczym domek z kart. Co do tych dwóch postaci (wiesz których) mogłabym mówić o nich przez długi czas. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama mam chętkę na tą serię. Jednak zawsze mam jakieś wątpliwości, mówię sobie "Następnym razme"

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie sięgnę. Nie przepadam za seriami.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. całą trylogię mam już za sobą. teraz skupiam się na trylogii zdrajcy, która nawiązuje do wydarzeń opisanych w czarnym magu. zdecydowanie pokochałam tę serię mimo wielu jej niedociągnięć i obawiam się, że wielce żal mi będzie rozstawać się z bohaterami przy trzecim tomie trylogii zdrajcy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze jestem tym anty fantasty, jednak jeśli tak zachwalasz... a i kawałek fabuły, który nam nakreśliłaś wydaje się zachęcający. Poszukam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię fantastykę ale ta książka średnio mi się podobała. Chociaż przy drugiej męczyłam się bardziej... Kupiłam jednak całą trylogię od razu więc trzecią też przeczytam. Kiedyś. Zdecydowanie bardziej podobały mi się chociażby "Wojny Świata wynurzonego".
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dalej panią Canavan mam przed sobą. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się to zmienić. Różne recenzje jej książek widziałam, dlatego muszę przekonać się na własne oczy ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam jakiś czas temu i mam podobne odczucia co Ty: niby grube, niby o wszystkim i o niczym, właściwie nic nadzwyczajnego, a jak świetnie się czyta :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja znajoma zaczytuje się Canavan. Ja chyba nie będę, choć może zajrzę z ciekawości

    OdpowiedzUsuń
  10. O książce słyszałam. Tym bardziej, że moja koleżanka niedawno skończyła czytać całą trylogię. Ona też wychwalała ją pod niebiosa ;). Dlatego Gildię magów mam w planach, tym bardziej, że w piątek idę do biblioteki z tą właśnie koleżanką. Jak ona odda tę serię i nie będzie przez nikogo zamówiona to oczywiście trafi w moje ręce. Przyznam, że już nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam