sobota, 8 października 2011

Celine Kiernan "Zatruty Tron"



"Dom nie do poznania"

Celine Kiernan to znana ilustratorka, pisarka i animatorka filmów rysunkowych. Urodzona i wychowana w Dablinie, obecnie mieszka w hrabstwie Cavan i mężem i dziećmi. Jej debiut literacki to "Zatruty Tron", pierwsza część Trylogii Moorehawke, do której zachęciły mnie pozytywne recenzje na portalu LubimyCzytac i Waszych blogach.

Gdy po raz pierwszy usłyszałam "Trylogia Moorehawke" nie wywołało to we mnie pozytywnych uczuć. Zalała mnie fala dziwnych skojarzeń. Wody do czary dolał także moment, w którym dowiedziałam się, że to cykl fantazy. W mojej głowie od razu zagościła nazwa "Trylogia Marchewka" i tak już zostało na długi, długi czas. Dopiero wiele pozytywnych recenzji i przeczytanie opisu na okładce przekonało mnie, że być może nie będzie to książka o przegotowanym warzywku w tarapatach.

Wynter, córka Lorda Obrońcy Moorehawke wraca do domu po wielu latach spędzonych na dalekiej północy i to, co zastaje wielce ją zdumiewa. Nikt już nie rozmawia z kotami, duchy formalnie nie istnieją, a klatki i szubienice wróciły do łask. W królestwie dzieje się coś niedobrego. Król Jonathon przecież nie dopuściłby do czegoś takiego!

Jej dawny przyjaciel z dzieciństwa, Albi, prawowity następca trony zostaje uznany martwym za życia, a jego brat, Razi, zmuszony, by zająć jego miejsce.

Co zrobi Wynter? Zostawi przyjaciół na łasce lodu i wyjedzie, czy też zostanie i będzie wypełniać rozkazy króla? A może stawi opór? Sprawy komplikuje choroba ojca, a także podejrzany przyjaciel Raziego, Christopher Garrow.

Jest to książka fantasy, ale bohaterowie żyją w średniowiecznej Europie. Nawet mapka na wewnętrznej stronie okładki to potwierdza. Mimo, iż zgadzają się miejsca, zaawansowanie techniczne, a nawet religia, to autorka dodała tam coś od siebie, wplatając w historię elementy fantastyczne, takie jak duchy, gadające koty, czy też wilkołaki. To wszystko ładnie się ze sobą łączy, tworząc zgrabną całość. Jeszcze się nie spotkałam z czymś takim. Zaskoczyło mnie to bardzo pozytywnie. Magia, jako sama w sobie nie występuje, a to, co już istnieje, jest tak naturalne, jak powietrze, czy woda.

Bohaterowie są stworzeni z niezwykłą starannością. Miałam wrażenie, że są namacalni, że mogę ich dotknąć. Wynter to odważna i samodzielna istota. Ojciec nauczył ją zawodu, by mogła radzić sobie sama, gdy jego zabraknie. Podarował jej niezależność, by w przyszłości mogła sama się utrzymać, a nie tylko wyjść za mąż, rodzić dzieci i spędzać czas wśród garów. Nic dziwnego, jaka była jej reakcja na spotkaniu z Christopherem. Bardzo podobały mi się opisy ich relacji. To, jak początkowo skakali sobie do gardeł było niesamowite! Nawet lepsze od scen w "Spętanych przez Bogów", gdzie bohaterowie chcieli się pozabijać. I ta zazdrość o Raziego... Bardzo interesujące były też stopniowe zmiany w ich wzajemnym nastawieniu do siebie.

Czytając książkę nie nastawiłam się na żaden wątek miłosny, bo takowego się nie spodziewałam. Po prostu nikogo nie widziałam w roli potencjalnego ukochanego głównej bohaterki. Bo przecież nie król Jonathon! A tu nagle BAM! Niczym grom z jasnego nieba coś się pojawia na ostatnich kartach powieści. Nawet nie zauważyłam, jak się to uczucie rozwinęło. Może nie wpadłabym na taki pomysł, gdybym to ja zarządzała losami bohaterów, ale muszę przyznać, że to rozwiązanie mi się spodobało.

Początkowo akcja toczy się bez oporu, ale raczej niespiesznie, lecz z każdą stronicą się rozwija. Poznajemy co raz więcej szczegółów i wkraczamy do świata przedstawionego. Gdy jednak zostajemy do niego wprowadzeni, zaczyna się coś dziać, a z każdą kolejną stronicą machina jest jeszcze bardziej napędzana. W ostatnich stronach czułam się, jakbym leciała z górki na pazurki i nie mogła wyhamować.

Wszystko, co dzieje się w książce, rozgrywa się wokół dworu króla Jonathona, a tak właściwie to w nim. Dla mnie nie jest to minusem, gdyż autorka wymyśliła taką ciekawą historię, że nie zastanawiałam się nad tym, co się dzieje "za płotem" i nie narzekałam na nudę.

Autorka napisała tę powieść w lekki, wdzięczny sposób. Jej styl nie był ani młodzieżowy, ani średniowieczny. Taki... uniwersalny? Sama nie wiem, jak to określić. Z jednej strony oddawał klimat epoki, a z drugiej był miły i lekki w odbiorze. To dzięki niemu lektura była przyjemna. Rozdziały są krótkie, ale utrzymują ciekawość i wzmagają apetyt. Dzięki nim miałam czas na lekturę, bowiem można zacząć czytać podczas jazdy tramwajem, lub w poczekalni u lekarza. Była to dobra rozrywka, którą można dokończyć w każdej chwili.

Książka ma bardzo ciekawe zakończenie. Aż cisną mi się na usta słowa "Co? Tylko tyle? Ja chcę jeszcze!", bowiem autorka przerwała w jednym z najciekawszych momentów w całej powieści. Nie wiem, jak mogła mi to zrobić. Dzięki Niebiosom, następna część jest już dostępna na rynku, więc długo nie będę tęsknić. Mam nadzieję, że doczekam się premiery trzeciej, bo na samą myśl o drugiej nie mogę usiedzieć na tyłku.

Jeszcze wtrącę kilka słów o postaciach - jest ich cała galeria. Można przebierać ile wlezie. Każdy znajdzie kogoś, kogo polubi - dobrego, troskliwego Raziego, wesołego Chritophera, silnego i dumnego :orcana, czy Wynter - pełną odwagi, ciekawską, młodą dziewczynę.

Książkę polecam. Jak się okazało, wcale nie jest pierwszą częścią trylogii o warzywku gotowanym na miękko. To pełna humoru i akcji opowieść o średniowiecznych nastolatkach, intrygach króla i jego poddanych, wzbogacona o nutkę przemocy i brutalności.

25 komentarzy:

  1. Lubię książki zabawne, ale jednocześnie wnoszące do życia choć ułamek wiedzy - w tym przypadku np. o średniowiecznym życiu ;) Szczerze mówiąc jeszcze nie słyszałam o tej książce, ale zwrócę na nią uwagę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak czasami możemy mylnie zinterpretować daną ksiązkę i dopiero po bliższym poznaniu okazuje się iż mamy o niej całkowicie inne wyobrażenia niż zakładaliśmy. chętnie zatem i ja poznam "Zatruty Tron" i zobaczę czy mnie czymś zaskoczy.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna mam ochotę na zaczytanie się w tej książce, ale jak do tej pory nie zrobiłam nic :) Obiecuję poprawę, a książkę dopisuję do listy książek "must read" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej książce. Po wakacjach stwierdziłam, że sobie trochę odpocznę od średniowiecznych bohaterów, tak więc na razie nie przeczytam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, mnie również na początku to słowo skojarzyło się z marchewką ; > Ale widzę, że nie należy się sugerować skojarzeniami, bo książka faktycznie może być ciekawa ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy o tej książce nie słyszałam. Ale twoja opinia zachęca. Jeśli znajdę czas..to czemu nie?! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham tę serię więc także szczerze polecam. A w środę była premiera drugiej części *_*

    OdpowiedzUsuń
  8. Och! Muszę przeczytać, nie ma bata! Wcześniej nie interesowałam się "Zatrutym tronem", ale po Twojej recenzji... koniecznie muszę sięgnąć po tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Recenzja bardzo zachęcająca, więc trzeba będzie jej poszukać. Ponadto bardzo podoba mi się okładka co również działa na korzyść przy wyborze lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka już od dawna jest na mojej liście i dzięki Twojej recenzji na pewno z niej nie zniknie, chociaż raczej staram się unikać pozycji, które kończą się w jakimś ciekawym momencie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Już od dłuższego czasu się czaję na tą serię :) Skoro tyle osób poleca, to na pewno przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z pewnością przeczytam, ale muszę się właśnie jeszcze troszkę przekonać do fantastyki, bo nie do końca wiem czy to dla mnie. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nadal nie jestem co do niej do końca przekonana, choc nie wiem dlaczego XD Jednak i tak chętnie przeczytam, jednak dopiero za jakiś czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozbawiłaś mnie tym skojarzeniem z marchewką - ja bym na to nie wpadła xD Książkę planuję przeczytać już od jakiegoś czasu, pozytywne opinie ogromnie zachęcają :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zainteresowałaś mnie książką :) Ciekawi mnie bardzo jak przedstawiono średniowiecznych nastolatków :) Będę musiała rozejrzeć się w bibliotece. Tylko na pewno zacznę szukać od 1 części tej trylogii.


    P.S. I bardzo jestem ciekawa jak Ty książkę "Las Zębów i Rąk" odbierzesz, bo czytasz zdecydowanie więcej książek z tej tematyki ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Rzeczywiście pierwsze skojarzenie "Trylogia Marchewkowa":) Lubię takie książki więc z pewnością po nią sięgnę tym bardziej, że ostatnio nie czytałam żadnego fantasy. Mam nadzieję, że również mi się spodoba.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Chciałabym przeczytać, ale jak na razie brak mi środków :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam w planach:) Zapowiada się na prawdę ciekawie!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. mimo zabawnych kojarzeń z nazwą serii, powieść zapowiada się całkiem wdzięcznie. jak wypatrzę w bibliotece z pewnością wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem czemu, ale skądś ten tytuł kojarzę. Wydaje mi się, że moja przyjaciółka coś mi o tej książce wspominała. Z miłą chęcią kiedyś po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  21. http://anne18-recenzentka.blogspot.com/ zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  22. Przyznam, że tytuł widzę na oczy po raz pierwszy. Jednak zapowiada się ciekawie, fantastyka, średniowiecze, trzeba będzie poszukac:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wydaję się nawet fajna,jak spotkam to może przeczytam;) Zapraszam Cię na moj blog z recenzjami książęk;) {centerbook.blog.onet.pl}

    OdpowiedzUsuń
  24. chyba ja czytałam ... ale nie pamiętam, bo za dużo książek mam już za soba :)
    zapraszam na mojego bloga : danrock.blog.onet.pl
    opisujuje swoje refleksje na temat życia licealisty

    OdpowiedzUsuń
  25. Twoja recenzja bardzo mnie zaciekawiła, mimo że nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce ;)

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam