piątek, 7 grudnia 2012

Cassandra Clare "Miasto Popiołów"

"Wkraczając do Miasta Popiołów"

Moja historia z Nocnymi Łowcami jest bardzo długa, może nawet dłuższa, niż przypuszczam, ale mimo wszystko, będę ją kontynuować, bowiem zakochałam się w przygodach nastoletnich Nefilim. Często zdarza się, że kolejne części nie utrzymują poziomu poprzednich, jednak autorka nas nie zawiodła i utrzymała do końca cudowny klimat serii.

Clary chciałaby żyć normalnie, lecz jest to niemożliwe. W chwili, gdy poznała świat Nocnych Łowców, okazało się, że należy do niego. Zasłużyła na spokój, zwłaszcza po wydarzeniach, w których wzięła udział. Ktoś morduje bezprawnie fearie i czarownika, a o mały włos nie zostaje zabite Dziecko Księżyca. Sytuacja jest poważna, ale dziewczyna ma też inne, prywatne problemy. Czasem miłość pojawia się tam, gdzie nie powinno jej być...

Clary to osoba, która potrafi zirytować człowieka. Zwłaszcza czytelnika. Moim zdaniem, jest zbyt opiekuńcza względem Simona. Obwinia się o wszystko, co go spotkało, nawet kiedy przyczyną są jego własne wybory. By mu dogodzić, rani innych ludzi, co moim zdaniem jest okropne. On zresztą też był strasznie irytujący. Zachowywał się jak trzylatek, trzymający się wiecznie maminej kiecki i chciał, żeby ona robiła wszystko za niego. Eh... Przynajmniej istnieją jeszcze bohaterowie, którzy "nadrabiali" za tą dwójkę, a zwłaszcza Jace, sarkastyczny Nocny Łowca, z dużym poczuciem humoru, a poza nim jeszcze Alec, zwłaszcza na jednej scenie z Magnusem, czy Valentine. Ponadto pojawiła się także nowa postać, która również urozmaiciła lekturę, a mianowicie Inkwizytorka! Brawo za tupet i całokształt!

Bardzo podoba mi się, że książka nie pomija czegoś takiego jak wiara. Biblia, anioły... to wszystko jest ważne i cieszę się, że bohaterowie także tutaj to dostrzegają. Autorki wielu paranormalnych romansów po prostu omijają ten temat, a bohaterowie zachowują się jak "wierzący niepraktykujący", a tutaj, proszę! W dodatku świetna trzecioosobowa narracja, dobry styl, dużo humoru i zakręconych historii, czyli to, co lubię najbardziej. Świetny język i doskonała fabuła! Jedyne zastrzeżenie, które nasuwa mi się po przeczytaniu drugiego tomu wszystkich kontynuacji, to czy zawsze w tym drugim, muszą pojawiać się problemy w związku głównych bohaterów?

Za to zakończenie bardzo przypadło mi do gustu, takie tajemnicze i intrygujące! Spodobało mi się także otworzenie na końcu nowego wątku, co wzbudza chęć do jak najszybszego przeczytania trzeciej części! Podsumowując: prócz irytujących czasem bohaterów, książkę polecam całym sercem! Nie można się oderwać, a każdą stronę pochłania się z prędkością światła!

8/10

MIASTO KOŚCI | MIASTO POPIOŁÓW | MIASTO SZKŁA | MIASTO UPADŁYCH ANIOŁÓW

PS. czy tylko według mnie ta postać na okładce przypomina Dzwonnika z Notre Dame?
I zapraszam do zakładki "Sprzedam" - staram się na bieżąco uzupełniać listę książek, które mam na sprzedaż :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Kira Izmajłowa "Mag Niezależny Flossia Naren cz.I"

Zimna, arogancka, pewna siebie i wysoko ceniąca swoje usługi - oto i ona - mag niezależny Flossia Naren! Niezwykła kobieta,  o niezwykłym temperamencie, bohaterka jakich niewiele. Mimo jej wielu irytujących cech, naprawdę nie sposób jej nie lubić, a jej przygody wciągają niczym niejeden film akcji!

Dość ciężko opisać fabułę tej powieści, jednak postaram się ją pokrótce przybliżyć. Flosia Naren jest niezależnym magiem-justycjariuszem specjalizującym się w tajemniczych morderstwach, a także sprawach wagi państwowej, takich jak porwania księżniczek, czy tajemnicza śmierć urzędnika królewskiego. Poza tym kobieta (nie dziewczyna!) ma wielu wrogów, którzy dali by wiele, by zobaczyć jej głowę odciętą od reszty ciała. Akcja dzieje się w fantastycznym świecie, a nasza bohaterka jest z piekła rodem: złośliwa, arogancka, pewna siebie, a także perfekcyjna pani detektyw!

Powieść opisuje jej przygody: każdy z rozdziałów jest poświęcony innemu śledztwu, przygodzie, choć wszystkie są ze sobą powiązane postaciami, postępem akcji i wieloma ciekawymi wątkami. Ostatnie z nich są jednak wyjątkiem: łączą wielką, intrygującą przygodę-śledztwo i prowadzą do punktu kulminacyjnego. I to jakiego!

Autorka ma niezwykły dar wymowy: pisze niezwykle obrazowo, jednak nie przynudza. Pierwszoosobowa narracja pozwala nam przeżyć niezwykłą przygodę, której przebieg jest tak interesujący, że nie można się oderwać! Intrygujący bohaterowie, którzy sprawiają wrażenie lekko przerysowanych, by umilić nam lekturę, a także rozśmieszyć. Kira Izmajłowa stworzyła takiego fantastycznego Sherlocka Holmesa płci żeńskiej, który w dodatku posiada kilka, bardzo urozmaicających życie cech!

Książkę polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i powieści detektywistycznych. Niezwykle się przy niej ubawiłam, a w dodatku tak mnie wciągnęła, że ciężko mi było odłożyć ją na później!

10/10

Od autorki: Znowu zmieniłam wygląd bloga, bo poprzedni mi się znudził :-) Jak będę miała trochę czasu, to wykombinuję jakiś ładny obrazek na nagłówek i dobiorę tło. Już grudzień, a ja nie wiem, kiedy ten czas zleciał - przecież jeszcze niedawno były wakacje! W najbliższym czasie szykuje się stos, więc wyczekujcie :D

sobota, 17 listopada 2012

Rick Riordan "Znak Ateny"



"Atena Partenos, wściekli Rzymianie, zły byk z ludzką głową i inne nieszczęścia"

Rick Riordan to jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Autor takich cyklów młodzieżowych jak "Kroniki Rodu Kane" oraz "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", a teraz zaskakuje nas trzecią częścią z serii "Olimpijscy Herosi" pt. "Znak Ateny". 

Annabeth przeczuwała, że wizyta w Obozie Jupiter skończy się fatalnie. Ale odzyskała Percy'ego i wraz z pozostałą piątką herosów oraz zwariowanym satyrem z kijem bejsbolowym jako opiekunem, wyrusza do Rzymu na pokładzie latającego statku "Argo II", by nie dopuścić do zniszczenia miasta, zamknąć Wrota Śmierci, a także dokonać niemożliwego: odbyć samotną wędrówkę za Znakiem Ateny i wykonać misję, którą powierzyła jej matka. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem: mają na karku wściekłych Rzymskich legionistów, rozzłoszczonego syna Gai i odmawiającego współpracy boga wina. 

Autor po raz kolejny funduje nam wędrówkę po cudownym świecie greckich i rzymskich mitów. Zgrabnie operuje językiem, bardzo ciekawie opowiadając przygody siódemki herosów w trzecioosobowej narracji. W "Znaku Ateny" skupił się przede wszystkim na greckich półbogach: Piper, Leo, Annabeth i Percym. Bardzo spodobał mi się taki sposób przedstawienia historii, gdyż mogłam ją poznać z kilku punktów widzenia. Wszystko zostało starannie zaplanowane, by czytelnik się nie nudził. Akcja goniła akcję, a ja czułam coraz większą chęć, by dowiedzieć się, co będzie dalej. Autor znany jest także z niesamowitego humoru. Tutaj także go nie zabrakło, choć zawiodłam się nieco: trzecioosobowa narracja nie rozbawiała tak mocno, jak w pierwszej osobie. Brakowało mi złośliwych komentarzy, czy zabawnych porównań bohaterów, które najczęściej rodziły się w ich głowach, a jakich dostarczały seria o rodzeństwie Kane, czy o Perceuszu Jacksonie.

Jednak nie mogłam narzekać na nudę. Wreszcie do głosu doszła Annabeth, na co czekałam już od dawna. Uwielbiam tą bohaterkę, bo poniekąd czuję się do niej trochę podobna. Całe szczęście nie mam aż takich problemów, jak ona. Podobała mi się kreacja bohaterów, gdyż każdy z nich był inny. Zwróciłam też uwagę na charakterystykę bóstw i potworów, które tak daleko mają się od moich wyobrażeń z mitów! Ale przecież to wszystko dzieje się wieki później!

Nie będę wymieniać, co jest oryginalne w  książce, bo mogłabym tak gadać przez cały dzień. Zwrócę jednak uwagę na coś bardzo istotnego: powieść naprawdę uczy mitologii w przyjemny sposób. Jak zwykle, gdy czytam Riordana wychodzę bohatsza w informacje o wielu bogach, mitach czy starożytnych zwyczajach.

Bardzo ważne jest w tej części zakończenie. Tym razem autor naprawdę przeszedł samego siebie. Nigdy nie spodziewałabym się, że byłby zdolny tak zakończyć książkę. Zawsze zostawiał trochę tajemnicy, niedokończonych wątków, jednak jeszcze nigdy nie zrobił czegoś takiego. Byłam naprawdę zszokowana. A teraz przez wzgląd na zakończenie nie będę mogła spać po nocach, a już tym bardziej czekać rok na czwartą część serii pt. "Dom Hadesa".

Uważam, że ciężko znaleźć porównanie nie tylko dla tej serii, ale także dla pozostałych książek Ricka Riordana. Są niesamowicie oryginalne i łączą w sobie to, co najlepsze wśród powieści młodzieżowych: humor, dużo akcji, tajemnicy, zagadek, a także świetną zabawę. Niesamowicie wciąga. Polecam wszystkim, bez względu na wiek: czy masz lat czternaście, czy czterdzieści, nie znajdziesz w niej ani grama nudy!

10/10

Recenzje z cyklu "Olimpijscy Herosi":
 Zagubiony Heros | Syn Neptuna








niedziela, 28 października 2012

Cassandra Clare "Miasto Kości"



"Z wizytą w Mieście Kości"

Ostatnimi czasy dużo się słyszy o słynnej serii "Dary Anioła". Tyle dziewczyn wzdycha na różnych forach i blogach do jakiegoś Jace'a. A ja się pytam: kto to jest? Żeby zbytnio nie odstawać od tłumu podczytywałam różne fragmenty "Miasta Kości", lecz zanim zabrałam się za całą powieść trochę mi się zeszło. Przecież ona nie ucieknie - wciąż twierdziłam uparcie, a przecież im później przeczytam, tym krótsze będzie oczekiwanie na kolejne części. No i wyszło szydło z worka, bo fani serii już przeczytali czwartą część po raz setny, a ja dopiero skończyłam pierwszą.

Clary jest zwykłą nastolatką. Pewnego wieczoru widzi, jak trójka dzieciaków w jej wieku z zimną krwią morduje niebieskowłosego chłopaka, a jego ciało znika. Mówią coś o demonach, Instytucie i Valentinie. Dziewczyna próbuje coś zrobić, lecz okazuje się, że tylko ona ich widzi. W dodatku jeden z nastolatków, przystojny blondyn, najwyraźniej nie ma zamiaru dać jej spokoju. I, niestety, jeszcze ten telefon od matki, która kazała jej nie wracać do domu... To tylko początek dziwnego i niebezpiecznego ciągu wydarzeń, które otworzą oczy Clary na nowy, niesamowity świat, który przez cały czas istniał tuż pod jej nosem.

Co to była za książka! Wciąż nie mogę pojąć, jak to się stało, że takie cudo pojawiało się tuż przed moim nosem tyle razy, a ja je ignorowałam. Pierwszy raz mignęła mi ta powieść około szóstej klasy podstawówki, czyli jakieś kilka lat temu, kiedy to jedna z koleżanek czytała jakieś Miasto Czegośtam na lekcjach wuefu. Tytuł mnie nie uchwycił, ale okładka dopięła swego. Co to ma być, to coś na okładce? A, Jace, zapewne. Ale od kiedy to ten chłopak cierpi na  nadwagę? Nie sądzę, żeby przytyło mu się w następnej części. Jeśli to ma być muskulatura, to ja jestem J. K. Rowling. W lewym dolnym rogu widzimy wypowiedź Stephenie Meyer. Moim zdaniem jest ona tu potrzebna jak dziura w moście, bo przy takiej okładce, to choćby zachwalali książkę najlepsi pisarze i nobliści, to wątpię, żeby ktoś na nią zwrócił uwagę.

Czytaliście "Atramentowe Serce"? Jego bohaterka miała bardzo ciekawy dar - mogła wyczytywać rzeczy, rośliny, zwierzęta, osoby z kart książek. Czytając "Miasto Kości" nagle sama zapragnęłam posiadać ten dar. Zapewne wszyscy wiedzą dlaczego. Jace to chłopak, którego można określić wyrażeniem "cud, miód, orzeszki". Mimo to jest to postać bardzo wiarygodna. Słodki blondynek, potrafi działać na nerwy. Świetnie posługuje się bronią, a w dodatku ma duże poczucie humoru. Prócz tego jest przekonany o swoim idealnym wyglądzie i często wpada w samozachwyt. Szczery, potrafi przyznać, że jest zakochany sam w sobie. Clary trochę działała mi na nerwy, ale ponieważ robiła to w uroczy sposób, to jej daruję.

Książka pod pewnym względem miło mnie zaskoczyła. Po raz pierwszy spotkałam się z tego rodzaju zakazaną miłością. Kazirodztwo to temat bardzo rzadko poruszany, a Cassandra Clare się tego nie bała.

Bardzo podobał mi się ostatni rozdział (jeśli nie liczyć Epilogu). Po prostu chciało mi się płakać, a ja jestem osobą twardą, jeśli chodzi o książki i filmy. To było dla mnie duże zaskoczenie. Po skończonej lekturze próbowałam poznać tego przyczynę, lecz nic mi nie przyszło do głowy. Jeśli tak działała na mnie pierwsza część, to wolę nie myśleć o ostatniej. Chyba uronię morze łez i urządzę sobie w pokoju basen.

Wartka akcja i ciekawy świat Nocnych Łowców sprawiają, że od książki nie można się wręcz oderwać. Nie mogę się wręcz doczekać, gdy dorwę w swoje łapska "Miasto Popiołów", które bez czytania żadnej recenzji wydaje się bardzo apetycznym kąskiem!

-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej.

 8/10

Oto jedna z recenzji napisanych przeze mnie jakiś czas temu. Znalazłam, więc wrzucam :) I zapraszam do zakładki "Na zbyciu", gdyż robię porządki w biblioteczce i chętnie podaruję książkom drugie życie.

sobota, 11 sierpnia 2012

Rick Riordan "Cień Węża"



„Było to niemal tak samo prawdopodobne, jak to, że Ra i Apopis zostaną przyjaciółmi na Facebooku”

Rick Riordan to jeden z nielicznych autorów, co do których jestem pewna, że mnie nie zawiodą. Jego każda kolejna książka jest jeszcze lepsza niż poprzednia i jeszcze bardziej zaskakująca. Spod jego pióra ukazały się serie "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy", "Olimpijscy Herosi" oraz "Kroniki Rodu Kane", której ostatnią częścią jest właśnie "Cień Węża". Autor napisał także pierwszą część "39 wskazówek" - "Labirynt Kości". Jest jednym z moich najulubieńszych autorów i dlatego nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po "Cień Węża". No i stało się. Jestem świeżo po lekturze. Zapewne jesteście ciekawi, co tam słychać u słynnego rodzeństwa.

"Chciałabym od razu przeprosić za wszelkie niedogodności, jakie mógł wam sprawić koniec świata. Trzęsienia ziemi, rewolucje, zamieszki, tornada, powodzie, tsunami i oczywiście potworny wąż, który połknął słońce - obawiam się, że większość z tych rzeczy była naszą winą."

Zbliża się koniec świata i lada dzień wieli wąż połknie słońce. Za wszelkie niedogodności rodzina Kane przeprasza. Ale to tak jakby ich wina. A teraz mają trzy dni by temu zapobiec. I trzy plany. Pierwszego już raczej nie zrealizują, drugi oznacza pewną śmierć i istnieje ryzyko, że się nie powiedzie, a trzeci jest niewykonalny. Witamy w świecie rodziny Kane, pełnym egipskich bogów i mitów, gdzie każdy kolejny dzień jest jeszcze bardziej dziwniejszy niż poprzedni.

To już trzecia i ostatnia część tej niezwykłej trylogii. Muszę przyznać, że autor mnie pozytywnie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania niektórych sytuacji i takiej oryginalności. Ponadto w niektórych momentach śmiałam się jak głupia. Rick Riordan wciąż pokazuje wielką klasę pisząc książki pełne humoru i akcji, które towarzyszą nam już od pierwszej strony. Jego stylowi nie mam nic do zarzucenia. I choć prowadzi narrację zarówno ze strony Sadie, jak i Cartera, to nadal każde z nich ma swój charakter.

"- Jak długo trwała twoja nauka, Walt?
- Siedem lat - odparł. - prawie osiem.
- A czy zostałeś uznany za godnego polowania ze mną na żelki?
- Oh... nie."

 Nawet trójkąt miłosny był... zaskakujący. Początkowo nie podobało mi się rozwiązanie sytuacji "Walt czy Anubis", bowiem jako wielka fanka boga papieru toaletowego (tak jakoś zapadł mi ten tytuł w pamięci od czasów "Czerwonej Piramidy"), nie mogłam postąpić inaczej. Ale jak to mówią, lepszy rydz, niż nic. Nim się spostrzegłam, już spodobało mi się to wyjście.

Niesamowici bohaterowie, którzy zapadają w pamięć, niezwykłe istoty, świetnie wykreowany świat z idealnie wplecionymi wątkami mitologicznymi (w tym wypadku mitologii egipskiej), dużo humoru, świetna fabuła, akcja i jej zaskakujące zwroty - to opis nie tylko tej jednej książki Ricka. One wszystkie spełniają te kryteria, ale każda jest oryginalna, świeża, nowatorska. To on przekopuje się przez te wszystkie mitologie zwracając uwagę na najciekawsze mity, z które mogą stać się podstawą do niezwykłej historii osadzonej w naszych czasach. Jaka będzie następna? Mnie to nie obchodzi, bo przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jego pióra. Mam do niego pełne zaufanie i myślę, że on będzie wiedział, co jest najlepsze.

To trzecia i ostatnia część "Kronik Rodu Kane". Jest idealnym zakończeniem, bowiem mało kto mógłby przewidzieć taki obrót spraw, co dowodzi geniuszu autora. Poza tym wątki, które niby zostały wyjaśnione, nadal pozostawiają wiele do myślenia, przez co książka jeszcze długo pozostaje w naszej pamięci i staje się głównym obiektem zainteresowania naszego mózdu.

Polecam wszystkim, nawet tym, którzy uparcie twierdzą, że nie lubią mitologi, że nie trawią starożytnego Egiptu, bowiem tak się składa, że nawet ja, wielka antyfanka "Papirusa" w dzieciństwie, dałam się porwać tej serii i ciągle było mi mało. I nadal jest, bowiem chętnie przeczytałabym jeszcze nie jedną niezapomnianą historię. Naprawdę warto!

10/10



 "Kroniki Rodu Kane":
  1. Czerwona Piramida - RECENZJA 
  2. Ognisty Tron - RECENZJA 
  3. Cień Węża





Inne serie Ricka Riordana:

"Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy"
  1. Złodziej Pioruna - RECENZJA
  2. Morze Potworów - RECENZJA
  3. Klątwa Tytana - RECENZJA
  4. Bitwa w Labiryncie - RECENZJA
  5. Ostatni Olimpijczyk - RECENZJA

 "Olimpijscy Herosi"
  1. Zagubiony Heros - RECENZJA
  2. Syn Neptuna - RECENZJA
  3. Znak Ateny

piątek, 13 lipca 2012

Ninni Schulman "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" (+ mały stos - znowu xD)


"Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"

Uwielbiam skandynawskie kryminały i thrillery. Jest w nich specyficzny klimat, bowiem północna Europa ma mroźny urok. Kojarzy się z dużą ilością śniegu, dzikich lasów i głębokich zasp. To powoduje, że te książki dają jeszcze mocniejszy dreszcz emocji. Czy Ninni Schulman udało się wykorzystać atuty miejsca akcji i sprawić by "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" została zaliczona do grona tych najlepszych?

Dziennikarka, Magdalena Hansson, wraca do rodzinnego miasteczka, by odpocząć od życia, zapomnieć o przykrych chwilach i dojść do siebie po rozpadzie małżeństwa. Nie ma pojęcia, o czym będzie pisać w lokalnej gazecie, bowiem co ciekawego może się dziać w takiej małej mieścinie? Zapowiada się na nudne notki o wystawach szkolnych i festiwalach pierników. Nawet nie wie, jak bardzo się myli.

Tymczasem  Hedda wychodzi na zabawę sylwestrową i nie wraca. Niepokoją się wszyscy - rodzice, znajomi. Tymczasem policja znajduje nagie ciało młodej dziewczyny. Czy możliwe, żeby należało do Heddy?

Magdalena nie podejrzewała, że aż tak mocno zaangażuje się w tę sprawę. Narażając własne życie rozpoczyna prowadzić niezależne śledztwo. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, jakie to mroczne tajemnice skrywa jej spokojne, rodzinne miasto.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Uwielbiam skandynawskie kryminały, ale ten przeszedł sam siebie - był tak niesamowity, że chciało mi się tańczyć z ciekawości. Taka niesamowita intryga, śledztwo rodem z "Przygód Sherlocka Holmesa" i niesamowity klimat powaliły mnie na kolana.

Autorka nie pozwala się nudzić ani przez chwilę - ciągle się coś dzieje, poznajemy jakieś nowe szczegóły, których jednak nie potrafimy powiązać z innymi, bo brakuje kleju - tego, co by tę układankę trzymało i nadało jej sens. Autorka bardzo zgrabnie operuje informacjami - wpycha je w odpowiednie miejsca w odpowiednim momencie, a zarazem tam, gdzie by się ich nikt nie spodziewał. A to często wywołuje ciarki na plecach.

Jedyne, co początkowo trochę mi przeszkadzało, to wielowątkowość, lub nawet "zbytwielowątkowość". Drażniło mnie to, że nie mogłam się odnaleźć w tym wszystkim i myliłam wiele postaci. Gdy jednak już się do tego przyzwyczaiłam - książka wydawała mi się o wiele ciekawsza i odkryłam wiele zalet tego, co początkowo uważałam za wadę. Bowiem obserwowanie sytuacji z wielu punktów widzenia to wielki plus. Wszyscy wiemy, że "punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia", co sprawia, że można zauważyć coś, czego się nie zauważyło wcześniej, jeśli popatrzymy na to z innej perspektywy.

Wielkie gratulacje należą się także za niesamowite wyczucie. Bardzo wiarygodnie opisywała wszystkie sceny. Udało jej się stworzyć niesamowity i niezapomniany kryminał, a to wielka sztuka.

"Dziewczynę ze śniegiem we włosach" polecam wszystkim. To cudowna książka, która na długo zostaje w pamięci. Naprawdę nie bałam się jeszcze tak mocno podczas czytania kryminału. A ponadto, życie prywatne bohaterów jest ogromnie interesujące. Nie mogę doczekać się dalszych przygód Magdaleny i tego, co wydarzy się w Hagfors!

9/10


Haha, znowu stos :) Zdaje się, że męczyłam Was nim w poniedziałek, ale we wtorek nie mogłam się oprzeć, jak zobaczyłam w Empiku "Cień Węża" - a zdaje się, że miałam ograniczać ilość kupowanych książek, bo mi się już w szafce nie mieszczą xD.  Do tego jeszcze dwie książki do nauki rosyjskiego, bowiem wybrałam go sobie jako drugi język w liceum, a głupio będzie nic nie wiedzieć.


Oczywiście nie mogłam się oprzeć głupim przypinkom, których i tak pewnie nie będę nosiła, bo wszystkie zgubię, ale to też taki intuicyjny zakup. Najbardziej podoba mi się "CRh+. *Czytanie we krwi" i "Czarny charakter".

poniedziałek, 9 lipca 2012

Carlos Zafon "Marina" (+ bliżej nieokreślone różności, w tym stos)



"Poznaj moją Barcelonę"


O Carlosie Ruizie Zafonie słyszał chyba każdy. Jego książki zyskały wielki rozgłos, a w szczególności "Cień Wiatru". Autor jest postrzegany jako czarodziej języka i przygody, a także wielki malarz klimatycznych historii, które dzieją się pod osłoną nocy w Barcelonie.

"Marina" to moje pierwsze spotkanie z autorem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Niby czytałam wiele recenzji, ale czy to tak naprawdę pozwala nam przewidzieć do końca, co spotka nas w czasie lektury? Każdy ma bowiem swój gust i nie wszystkim się wszystko podoba. Jednak "Marina" to książka, która do mnie przemawia i sprawia, że czuję magię, jaka z niej płynie.

Barcelona to miasto pełne tajemnic, okryte magią. Owszem, wkradła się do niego technika, tak jak i do innych miejsc na Ziemii, jednak w przeciwieństwie do takich jak Nowy Jork, jego magia wciąż pozostała. Nie twierdzę, że w Nowym Jorku jej nie ma, jednak to nie jest ta stara, pełna uroku, jaką kryje Barcelona. I tą magię odkryje Oscar, bohater książki "Marina".

Chłopak w dziwacznych okolicznościach poznaje Marinę, młodą dziewczynę, mieszkającą wraz z ojcem w tajemniczym pałacyku. Kiedy razem spacerują po cmentarzu w Barcelonie, natrafiają na dziwny, bezimienny nagrobek, którego płytę zdobi czarny motyl. Zauważają, że odwiedza go pewna dama odziana na czarno. Kierowani ciekawością, postanawiają ją śledzić. W ten sposób trafiają do dziwnej tajemniczej oranżerii, w której zastają stęchły odór padliny i dziwne kukły ożywiane przez jakiś nieznany im mechanizm. Teraz rozpoczyna się niesamowita przygoda i śledztwo na miarę największych detektywów, takich jak Sherlock Holmes. Nic nie umknie młodym umysłom, które zrobią wszystko, by poznać prawdę.

Marina to delikatna, lecz tajemnicza dziewczyna. Ma niezwykłą aurę, którą emanuje na wszystkie strony. Oscar to prosty, lecz porządny chłopak. Polubiłam tę dwójkę. Mieli w sobie coś, a ich historia to prawdziwa uczta dla czytelnika i nie trzeba nie wiadomo jakich efektów specjalnych w postaci elfów, czy czarodziei - wystarczy odpowiednia sceneria, tajemnica i historia, której rozwiązania nie jesteśmy w stanie przewidzieć, by napisać coś ciekawego.

"Marina" wciągnęła mnie bez reszty. Początkowo lektura szła mi opornie, jednak kiedy tylko pojawiło się nazwisko Michala Kovelika nie mogłam się oderwać, bowiem nasi sąsiedzi ze wschodu i z południa zawsze wiązali się z pewnymi tajemnicami.

Powieść ukazuje nam też pewne prawdy z życia. Nie możemy potępiać innych ludzi - to pierwsza z nich. Każdy z nas jest inny - ma inny charakter i każdego z nas spotykają inne przeciwności losu. Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować się z wszystkimi na świecie, bowiem nikt nie przeżył dokładnie tego, co my. Książka pokazuje do czego zdolni są ludzie w obliczu zagrożenia i własnych słabości. Michal Kovelik to ktoś, kim może stać się każdy z nas.

Carlos Ruiz Zafon to człowiek, który pokazał mi  Barcelonę z tej najlepszej, tajemniczej i pełnej magii strony. Nie zanudził opisami, a jednak jego styl był bardzo malowniczy.

"Marina" to książka dla każdego - jest w niej dużo przygód, ma w sobie coś z fantastyki (lecz nie za dużo), trochę z powieści detektywistycznej, coś z kryminału, obyczajówki i wielu innych. Miłość i historia to także ważne jej elementy. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś, co mu się spodoba i tak jak ja, odkryje piękno nie tylko Barcelony, ale także i książki.

~*~



Coś mnie tak naszło, by wrzucić wakacyjny stosik. Jak widać - nie wielki, ale i tak go kocham. Dawno żadnego nie było, więc i ja sobie trochę urozmaicę. "Głębię" dostałam od Publicat S.A., "JUTRO 2" to wynik spontanicznych zakupów w Matrasie, "Chłopiec, którego nikt nie kochał" to egzemplarz recenzencki od Amber, a pozostałe trzy pozycje - "Hobbit", "Używane Serce" i "Akademia Mroku. Wybrańcy Losu" to książki przyniesione z biblioteki.




"Co ja słucham?" - hah, tak mnie jakoś naleciało na to, by pochwalić się tą naklejką. Moje niezawodne, stare MP4 ma wszystko, czego mi potrzeba :) W tle widnieje gazeta (i długopis jednorazowy), w której znalazłam sudoku i krzyżówki, czyli coś akurat dla mnie. 

Pozwolę sobie także wrócić do mojego poprzedniego postu. Otóż dwa nowe cykle (a może raczej działy) zatytułowałam "Powrót do korzeni" i "Na drugi i kolejny rzut oka". Co do pierwszego, to pomysły już mam, bowiem Harry Potter nie odświeży się sam, jednak co do drugiego, to chciałabym, byście mi doradzili od czego zacząć - od Percy'ego Jacksona czy Darów Anioła? Bo mam wielki dylemat. I proszę po raz kolejny o głosy w ankiecie.

Dziękuję za uwagę :)

sobota, 7 lipca 2012

Trudi Canavan "Wielki Mistrz"


"Pomiędzy białym, a czarnym jest niewielka różnica"

Trudi Canavan jest jedną z najbardziej znanych pisarek fantasty ostatnich lat. Sławę przyniosła jej słynna "Trylogia Czarnego Maga", z którą swoją przygodę rozpoczęłam niecały rok temu.

Co mnie pociąga w tej książce? Przede wszystkim klimat. Jest niesamowicie nastrojowy, nawet jeśli nie brać pod uwagę czytania po nocach. Ale co poradzę, że lektura wciąga tak niesamowicie, że ciężko ją odłożyć do rana, zwłaszcza kiedy można sobie pozwolić. Świetnie wykreowany świat jest także wielkim plusem. Idealnie działa na wyobraźnię i powoduje całkowite odcięcie się od świata. To gwarantuje zarówno "Gildia Magów", jak i "Nowicjuszka". Co zaś serwuje "Wielki Mistrz"? Tu nie będzie rozczarowania - spełnia on wszystkie oczekiwania, a nawet daje to, czegośmy się nie spodziewali!

Sonea zaczyna toczyć walkę z własnymi myślami - z jednej strony nie ufa Akkarinowi, a z drugiej obawia się, że Wielki Mistrz może mieć rację. Regnin i inni nowicjusze dali jej spokój i pojawiły się nawet propozycje przyjaźni, lecz dziewczyna obawia się, że nie znając prawdziwych intencji swojego mentora, nie może narażać ich na niebezpieczeństwo. Co takiego ukrywa Akkarin? Czy mówi prawdę? Dlaczego? Czy naprawdę istnieje inne zagrożenie, niż mag posługujący się czarną magią w samym sercu Gildii?

Nie wiem, jak w innych, ale we mnie, Wielki Mistrz zawsze wzbudzał dziwne uczucia. Dostojny, tajemniczy, przystojny mężczyzna, ubrany w czarne, łopoczące szaty, pojawiający się znienacka niczym Severus Snape w Harrym Potterze, budził we mnie podziw i ciekawość. Ta jego mroczność była niezwykle przyciągająca, a momentami dodawała mu uroku. Kiedy tak czytałam trzecią część "Trylogii Czarnego Maga" i natrafiałam na kolejną scenę z jego udziałem, wprost nie mogłam posiąść się z radości, a im bliżej go poznawałam, tym bardziej zaczynał mnie interesować. I podobać mi się.

Co do pozostałych bohaterów, to nie mam zarzutów - wszyscy spisali się znakomicie. Nawet Sonea mnie nie irytowała, co uważam za wielki plus, bowiem zwykle główne bohaterki doprowadzają mnie do białej gorączki. Żałuję tylko, że taką małą rolę odegrał Regnin, którego bardzo polubiłam. Spodziewałam się jego większego udziału, a tu pojawił się raptem kilka razy.

Styl autorki uważam za świetny. Jej opisy pobudzają zarówno wyobraźnię, jak i wzbudzają emocje. Poza tym uwielbiam wykreowany przez nią świat i bohaterów. Pomysłów także nie brakuje autorce. "Gildia Magów" i "Nowicjuszka" niezmiernie przypadły mi do gustu i niezwykle poruszyły moje serce. "Wielki Mistrz" pokazał jednak, że mogą się one przy nim schować. Uważam, że to bezkonkurencyjnie najlepsza książka fantasty, jaką kiedykolwiek zdarzyło mi się przeczytać. Mówiąc wprost - trzecia część trylogii bije na głowę wszystko inne.

"Trylogia Czarnego Maga" to idealne połączenie klasyku, jakim jest "Władca Pierścieni" i fenomenalnego bestsellera - "Harry'ego Pottera". Jest ona cudowna i nie można się od niej oderwać. Akcja bije na głowę wiele innych książek, zaś samo zakończenie nie ma sobie równych. Wzrusza i nie pozwala o sobie długo zapomnieć.

To naprawdę niezwykła część niesamowitej serii, która pozostanie jedną z moich ulubionych. Jeśli wszystkie książki tej autorki są tak cudowne (a zamierzam to sprawdzić), to nie zdziwcie się, że pewnego dnia nagle zniknę i nie będziecie mnie widzieć przez kilka dni - to może być znak, że właśnie dorwałam się do wszystkich pozostałych powieści tej autorki.


"Trylogia Czarnego Maga" - Trudi Canavan
  1. Gildia Magów - RECENZJA
  2. Nowicjuszka - RECENZJA
  3. Wielki Mistrz

środa, 13 czerwca 2012

John Marsden „Jutro”




„Kiedy zaczęła się wojna”

Czy przyszło Wam do głowy kiedykolwiek, że w naszym kraju, gdzie wiedziemy spokojne życie, mogłaby wybuchnąć wojna? Co by się stało, gdyby nagle wojsko jednego z sąsiednich państw wkroczyło na teren naszego? Jakbyśmy zareagowali? Czy byśmy spanikowali? A może z pewnością siebie stawilibyśmy opór najeźdźcy? Wśród nas zapewne znaleźliby się i tacy, i tacy. A jaki los spotkał Ellie, Homera, Fi, Corrie, Lee, Robyn, Chrisa i Kevina?
Ellie i jej przyjaciele postanowili jechać na biwak. Całe pięć dni bez pomocy rodziców, z dala od cywilizacji. Tylko oni i łono natury. Dlatego wybierają się do Piekła, lecz tam zamiast wzmożonej aktywności fizycznej dopada ich straszne lenistwo – prócz tego, co muszą, nie robią nic. Wolą leżeć do góry brzuchami i pochłaniać kolejne ilości niezdrowego jedzenia. Niestety, sielanka szybko się kończy i muszą wracać do domu, normalnych zajęć, szkoły. Niestety, po powrocie wszystko jest dziwne. Zastają martwe zwierzęta, nigdzie nikogo nie ma – zniknęli wszyscy – od dorosłych po dzieci. Domy zostawione tak, jakby lada moment mieli wszyscy wrócić. Nie działają telefony, nie ma światła… A to wszystko dlatego… że chyba zaczęła się wojna.

„Piekło tworzą ludzie. Może to my jesteśmy Piekłem?”

Przyjaciele nie wiedzą, co robić. Z jednej strony wiedzą, że coś jest nie tak, że może rzeczywiście nastąpiła inwazja. Z drugiej strony jednak mają nadzieję, że to tylko głupi kawał, że lada moment wszyscy wyjdą z ukrycia cali i zdrowi i krzykną „Mamy cię!”.
Bardzo podobała mi się nie tylko fabuła, ale i kreacja bohaterów. Byli bardzo zapadający w pamięć i poruszający serca. Niesamowicie potrafili przemówić do mnie i pokazać mi świat, jakim go widzą. Najbardziej byłam pod wrażeniem postaci Ellie. Autor, jako mężczyzna, pokazał ją w bardzo dziewczęcy sposób. Nadał jej kobiecy charakter i tok myślenia. Byłam pod wrażeniem, bo nie wiem, czy sama byłabym w stanie pisać z punktu widzenia mężczyzny. Podziwiam, że pan Marsden odważył się na ten krok.
Autor ma bardzo dobry warsztat. Nie używa prymitywnego języka i świetnie radzi sobie z opisami. Nie przynudza, a sceny akcji są niezwykle interesujące. Czuć w nich napięcie. W tej książce wszystko jest nieprzewidywalne. Każda kolejna akcja powodowała, że czułam niepokój o bohaterów - bałam się o nich. Nie mogłam przewidzieć, co się stanie i strasznie się obawiałam, iż komuś stanie się krzywda.
Najbardziej polubiłam Ellie, Homera i Robyn. Losy tej trójki najbardziej mnie interesowały, najzacieklej im dopingowałam i chciałam czytać o nich jak najwięcej, co nie znaczy, że innych nie lubiłam. Po prostu w tak licznym gronie łatwo znaleźć faworytów. Wszyscy byli równie mocno interesujący i mieli zróżnicowane osobowości. W każdym z nich można odnaleźć cząstkę siebie, co bardzo mi się podobało.
Bardzo mi się ta książka podobała. Jest taka inna, świeża. Nie mogę zrozumieć, jakim cudem początkowo opierałam się jej tak długo. Teraz wręcz nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną część. I mam nadzieję, że uda mi się to zrobić szybko, bo nigdy nie wiadomo, co nadejdzie jutro!
9/10

środa, 6 czerwca 2012

Sara Shepard "Pretty Little Liars. Niewiarygodne"




“Kilka brudnych sekretów może świetnie ubarwić nudne życie”

            Sara Shepard to jedna z najbardziej znanych autorek książek młodzieżowych ostatnich czasów. Sławę zyskała dzięki seriom „Pretty Little Liars” i „The Ling Game”, do których inspiracją stało się prywatne życie pisarki w czasach licealnych.

„Tęskniłyście? Dajcie sobie spokój z tym śledztwem albo i wam stanie się krzywda.
A.”

            Dalsze przygody czterech kłamczuch – Emily, Arii, Hanny i Spencer. Nic nie dorównuje atrakcjom serwowanym przez A. – wakacje w Iowa, pobyt w szpitalu i wiele innych niespodzianek. Co zrobią dziewczyny? Czy będą kontynuowały śledztwo, mimo, że A. pokazał/pokazała, na co go/ją stać? Czy może odpuszczą, mimo, że są tak blisko rozwiązania tej zagadki?
            Emily zostaje wysłana przez rodziców do rodziny, bowiem oni nie mogą znieść, że ich córka nie jest normalna. Nigdy by do tego nie doszło, bowiem w normalnych warunkach nie dowiedzieliby się o tym pocałunku. Niestety, o nie są normalne warunki – już A. się o to postarał/postarała.
             Aria nie ma gdzie się podziać. Kiedy jednak dostaje propozycję pojednawczą od Byrona i Meredith, po tym jak nieźle narozrabiała, stara się nie pogorszyć sytuacji. A. jednak zadba, by w jej życiu nie zabrakło niespodzianek. Na zajęciach artystycznych spotka osobę, której wolałaby nie widywać. Jednak A. nie podejrzewa, że może to się obrócić przeciwko niemu/jej.
            Hanna została ukarana za swoją spostrzegawczość. A. pokazał/pokazała, że on/ona tu rządzi. W życiu dziewczyny pojawi się osoba, która prawdopodobnie będzie jedną z tych najważniejszych jej życiu. Hanna jednak będzie musiała wybrać – ta osoba, czy przyjaciółka i status społeczny/ A. zadba, by ten wybór nie był korzystny.
            Spencer coś odkryła. Nie wie jednak, czy jest to zgodne z rzeczywistością. A. nie będzie w tej sprawie przydatny/przydatna, jednak mocno namąci dziewczynie w głowie, która nie będzie wiedziała, komu może ufać. Czy mimo przeszkód dowie się prawdy? Czy dziewczyny odkryją kto zabił Ali? Czy dowiedzą się, kim jest A.? Tego dowiecie się z czwartej części Pretty Little Liars pt. „Niewiarygodne”.
            Akcja podkręcona zostaje do maksymalnego progu, wszystko nabiera tempa. Autorka wodziła nas za nos podczas lektury poprzednich części, teraz też nie przestaje, co powoduje, że robi się naprawdę ciekawie. Choć już w poprzedniej części domyśliłam się, kim jest A., to nie spodziewałam się, że moje przypuszczenia okażą się słuszne, bowiem autorka nie daje mi zbyt wielu podstaw, by tak sądzić.
Losy dziewczyn stają się coraz ciekawsze i nabierają tempa. Czyta się je niezwykle szybko i przyjemnie. Autorka ma bardzo charakterystyczny styl – młodzieżowy, gdzieniegdzie dorzucając jakąś markę ubrań, bądź perfum lub kosmetyków, co powoduje wyobrażenie sobie wyższych sfer. Mimo to, nie nuży i nie denerwuje. Niezwykła intryga, którą zaplanowała, nie pozwala oderwać się od lektury.
Ta książka taj jak i poprzednie z tej serii, jest godna polecenia. Z Emily, Hanną, Spencer i Arią nie sposób się nudzić. Ciekawe, co też autorka zaplanowała w kolejnej części. Nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę.
9/10


"Pretty Little Liars" - Sara Shepard
  1. Kłamczuchy - RECENZJA
  2. Bez Skazy - RECENZJA
  3. Doskonałe - RECENZJA
  4. Niewiarygodne
  5. Zepsute
  6. Zabójcze
  7. Bez Serca
  8. Pożądane
  9. Uwikłane

wtorek, 5 czerwca 2012

Sara Shepard "Pretty Little Liars. Doskonałe"




„W tym mieście każdy ma jakieś tajemnice”

            Wszyscy mamy jakieś tajemnice – jedni mniejsze, inni większe. Sekrety i kłamstwa to nieodłączna część naszego życia. A gdzie są one, tam jest i plotka. Coś wam to mówi? Mi wiele, bowiem sekrety, kłamstwa i plotki to trzy żywioły, w których A. czuje się najlepiej. Tęskniliście za Rosewood? Tak? To dobrze, bowiem zapraszamy na trzecią z kolei odsłonę przygód czterech dziewczyn – Emily, Hanny, Spencer i Arii.

„Myślałyście, że wam odpuszczę? Przez cały czas mam was na oku. I może nawet patrzę na was w tej chwili.
A.”

            Do mediów trafia film z ostatnich wspólnych wakacji Arii, Emily, Spencer, Hanny i Ali. Wspomnienia wracają, zwłaszcza te, które dziewczyny najchętniej wymazałyby z pamięci. Niektóre z nich zaczynają stawiać opór uciskowi A., lecz ten/ta skrupulatnie spełnia swoje groźby. Niestety, na jego/jej niekorzyść, nikt nie jest nieomylny i nawet on/ona popełnia błędy. Czy dziewczyny zdemaskują A.?
Jak już kiedyś wspomniałam, najbardziej z całej świty lubię Ali i Spencer. O tej pierwszej dowiadujemy się ciągle bardzo ciekawych faktów. Okazuje się, że dziewczyna nie była taka znowu strasznie idealna i miała dużo sekretów. Brudnych sekretów.
W tej jednak części zaczęłam budzić większą sympatię do Hanny. Początkowo ta bohaterka nie przykuwała mojej uwagi i nie darzyłam jej szczególnymi względami. Teraz jej losy zainteresowały mnie znacznie bardziej i pojawiło się trochę współczucia. Jej życie niesamowicie się pokręciło i ciężko dostrzec w nich jakiś sens.
Emily i Aria są o wiele ciekawsze od worka kartofli, jednak nikogo na siłę polubić się nie da. Nie irytują, a ich losy są ciekawe. Mimo wszystko są mi trochę… obojętne. Owszem, chcę wiedzieć co u nich słychać, jednak nie muszę od razu popadać w uwielbienie dla nich.
Pani Shepard bawi się z nami w bardzo dziwną wersję kotka i myszki. Wychodzi jej to świetnie, bowiem wodzi za nos i nie pozwala domyśleć się prawdy. Ma świetny styl, który połączony z atmosferą i scenerią daje niezapomniany efekt.
Teraz jednak dostajemy dużo mocnych wrażeń. Zanim zaczniecie podróż lepiej od razu zapnijcie pasy i zaopatrzcie się w następną część, bowiem A. popełnił/popełniła poważny błąd, który może wiele kosztować. Gdy czytałam zakończenie byłam pełna napięcia, które wzbierało we mnie, im bliżej końca. I chyba wreszcie domyślam się prawdziwej tożsamości tajemniczego nadawcy.
Chociaż za wskazówki się płaci, a tutaj cena jest wysoka A. pokazuje, że zrobi wszystko, byle sekret nie wyszedł na jaw!
Myślę, że książka jest niesamowita, tak jak cała seria. Warto przeczytać – duży zastrzyk akcji, humoru i dreszczyku emocji gwarantowany!
9/10


"Pretty Little Liars" - Sara Shepard
  1. Kłamczuchy - RECENZJA
  2. Bez Skazy - RECENZJA
  3. Doskonałe
  4. Niewiarygodne - RECENZJA (JUŻ WKRÓTCE!)
  5. Zepsute
  6. Zabójcze

sobota, 2 czerwca 2012

Gabrielle Zevin "Zapomniałam, że cię kocham"




„A gdyby tak po prostu… wszystko zapomnieć?”

            Nasze życie toczy się jakimś rytmem. Wstajemy rano, jemy śniadanie, bądź nie i pędzimy przed siebie, by przeżyć kolejny dzień naszego życia. Wieczorem wyczerpani padamy na łóżko, by następnego dnia móc przeżyć kolejny dzień, a ten poprzedni można dodać do kart przeszłości. Ta właśnie równowaga została zachwiana w książce „Zapomniałam, że cię kocham”, bowiem główna bohaterka zapomniała, co wydarzyło się poprzedniego dnia. I jeszcze wcześniejszego… I wszystko, co wydarzyło się przez ostatnie cztery lata.
            Nie wiem, co winić bardziej – czy monetę, czy Willa. A może szpilki, które miała na sobie tamtego dnia? Albo schody? Może to jednak wina aparatu, albo ich dziurawej pamięci?
            Naomi i Will zapomnieli wziąć aparatu z szkoły, a ponieważ żadne z nich nie chciało się po niego wrócić, wynik rozstrzygnął rzut monetą. Na nieszczęście dla dziewczyny, to ona musiała się wrócić.
            Gdy schodziła ze schodów potknęła się i… nie, nie spadła – ona runęła w dół. I obudziła się nic nie pamiętając w szpitalu.
Okazało się, że znalazł ją niejaki James, nowy uczeń w jej szkole. Chłopak zachowywał się dziwnie, jakby coś ukrywał. Nami nie wiedziała, jak z nim rozmawiać.
A Ace… no właśnie, jak to jest nie wiedzieć, że się ma chłopaka? Jakie to uczucie nie pamiętać, że się go kocha? Może przypomni sobie, co do niego czuje, gdy go zobaczy? A może na zawsze pozostanie ta pustka w głowie, a ona jak głupia będzie udawać zakochaną czekając na oświecenie?
Jest jeszcze jej najlepszy kumpel, Will. To on jest dla niej wsparciem, cierpliwie odpowiada na pytania, znosi fochy… I z niewiadomych powodów nazywa ją „szefową”.
„Zapomniałam, że cię kocham” to świetna historia młodzieżowa. Akcja rozwija się powoli, pojawiają się coraz ciekawsze wątki, bardziej interesujące postacie. Wszystko kręci się wokół życia, codzienności, o której główna bohaterka zapomniała. Jak to jest poznawać od nowa swoje życie? Zapytajcie Naomi – ona wam odpowie.
To tak, jakbyśmy próbowali wejść w skórę innej osoby i być nią przez jakiś czas. Choć nie wiem jak byśmy się starali i nagimnastykowali, nigdy nie będziemy dokładnie tacy sami, jak oryginał.
Autorka pokazuje to w bardzo ciekawy sposób, przy okazji opowiadając o miłości, problemach, przyjaźni i wszystkim, co ludzkie – uczuciach, emocjach. Poznajemy losy dziewczyny, która próbuje zebrać do kupy siebie i swoje myśli, dowiedzieć się, czego tak naprawdę chce.
W tej książce ciągle się coś dzieje, nie można się z nią nudzić. Do bohaterów nie przywiązałam się zbyt mocno, ale dostałam to, czego chciałam – miłą lekturę na długi, nudny wieczór. W dodatku jednoczęściową, co jest wielkim plusem. Dzięki niej można oderwać się od rzeczywistości i choć na chwilę zapomnieć o problemach bez żadnych zobowiązań. Jest bardzo dobra i zawiera bardzo skomplikowaną fabułę. Jedynym minusem jest to, że łatwo przewidzieć zakończenie.
8/10

niedziela, 20 maja 2012

Sara Shepard "Pretty Little Liars. Bez Skazy"




“Nikt nie lubi kłamców, a już na pewno nie ja.
A.”

Kłamstewka, ah, słodkie kłamstewka. Każdemu z nas na pewno zdarzyło się skłamać choć raz w życiu. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że kłamstwo rodzi kolejne i że zawsze ma krótkie nogi. Dądzę, że najlepiej przekonują się o tym bohaterki serii „Pretty Littre Liars” Sary Shepard.
Alison była ich najlepszą przyjaciółką. Tylko ona znała ich sekrety. I pewnego dnia zniknęła. Nie wiadomo, co się z nią stało, dopóki nie odnaleziono jej ciała.

Nie ciesz się za wcześnie. To jeszcze nie koniec.
A.

Dziewczyny zaczynają otrzymywać wiadomości od A. Wygląda na to, że ktoś zna każdy ich ruch i wszystkie ich sekrety, nawet te, które znała tylko Ali i które wolałyby zachować w tajemnicy.
Spencer musi być perfekcyjna, żeby dorównać siostrze. Najpierw kradnie jej chłopaka, potem jeszcze TO. I w dodatku wie coś w sprawie Jenny, co postanowiła przemilczeć ze względu na Ali. A A. nie lubi złodziei i kłamców. Emily nie jest normalna i właśnie niedawno zdała sobie z tego sprawę. To wszystko przez Maię – to ona tak na nią działa, przez co dziewczyna robi dość głupie rzeczy, które A. bardzo skrupulatnie wykorzystuje do swoich celów. Świat Arii znów wali się na głowę, gdy okazuje się, że ojciec znów zdradza jej matkę. A. żąda niemożliwego – chce, by raz na zawsze rozwiązała tę sprawę – inaczej zrobi to po swojemu. A w dodatku romans z nauczyciele także nie jest popierany przez nadawcę tajemniczych wiadomości. Hanna ma kłopoty – ciągłe kradzieże, kłótnie z rodzicami, a w dodatku problemy ze sobą – z swoim wyglądem i nerwicą żywieniową. Teraz jeszcze problemy z prawem i… Seanem. A. od razu się uśmiecha. On/Ona uwielbia dobrą zabawę, a z Hanną najwyraźniej bawi się znakomicie.
Z całej serii polubiłam najbardziej Alison i Spencer. Bardzo spodobały mi się ich charaktery. Ali – z pozoru taka dobra dziewczyna, z drugiej manipulantka i oszustka, a także Spencer, której od dziecka wmawiano, że zawsze musi być najlepsza, idealna. I to w tej swojej drodze do perfekcyjności trochę się chyba zapomniała. Czy aby zawzięta rywalizacja z siostrą jej nie zepsuła? Hanna, Aria i Emily są również bardzo oryginalnymi bohaterkami. Każda z nich jest inna, niepowtarzalna. Kiedyś łączyła je przyjaźń z Ali, a teraz… Czy połączą siły w walce o reputację i panowanie nad swoim życiem? Czy dalej będą dawały sobą sterować? Pojedynek one kontra A. tak na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczął!
Książka niezwykle wciąga. Pochłonęłam ją niemalże na raz. Naprawdę ciężko się oderwać, bo historia dziewczyn jest niezwykła, choć życie normalne. Mają niesamowite przygody. Ciągle pojawiają się nowe poszlaki dotyczące A. i aż ciężko nie spekulować, kim jest tajemniczy nadawca. Z każdej wiadomości wynika coś innego, nowego, przez co można oskarżać ciągle inną osobę. Ale nie bójcie się – A. jest przebiegły, więc wasze wysiłki spoczną na niczym. On/Ona zawsze trzyma rękę na pulsie.
Pani Shepard pisze niezwykle ciekawie. Twierdzi, że inspiracje do książek czerpie ze swojego życia, z czasów szkolnych. Widać, że autorka nie nudziła się ani przez chwilę – takie życie, jak mają bohaterki Pretty Little Liars jest pełne niespodzianek.
Niezwykła książka o czterech zwyczajnych dziewczynach i przebiegłym (a może przebiegłej? Właściwie to płeć nie jest nam znana) A. zapewnia świetną rozrywkę i gwarantuje, że nie będziecie się nudzić!

9/10



  1. Kłamczuchy (RECENZJA)
  2. Bez Skazy
  3. Doskonałe
  4. Niewiarygodne
  5. Zepsute
  6. Zabójcze

sobota, 19 maja 2012

Celine Kiernan "Zbuntowany Książę"




„Zbuntować się każdy może, choć lepiej, żeby to nie był książę”

Z Celine Kiernan po raz pierwszy miałam styczność jakiś czas temu. Nie spodziewałam się po „Zatrutym Tronie” i „Królestwie Cieni” czegoś tak niezwykłego. Początkowo wydawała mi się ona przeciętna, jednak szybko się wciągnęłam w Trylogię Moorehawke. Okazała się bardzo intrygująca i niezwykle ciekawa, tak że oba poprzednie tomy pochłonęłam najszybciej, jak mi pozwalały na to inne zajęcia.
            W poprzednich tomach poznajemy niezwykłą historię Winter, Raziego i Christophera, którzy zostali uwikłani w polityczne gierki pomiędzy królem Jonathanem, a dziedzicem tronu, Baleronem. W „Zbuntowanym Księciu” docieramy do obozu następcy tronu, gdzie Baleron zbiera swoich popleczników. Okazuje się, że wcale nie takie proste będzie skłonienie obu stron do pokojowych negocjacji.
            Właśnie w trzecim, ostatnim tomie, mamy okazję poznać księcia. Nie okazuje się on wbrew pozorom zarozumiałym, tępym szczeniakiem, sterowanym przez pragnącego zemsty człowieka, lecz mądrego, pewną siebie i swoich decyzji osobę. Baleron stanowił od początku serii zagadkę, którą chciałam rozwiązać. Początkowo nie wydawał mi się zbyt miłą postacią, którą chciałabym poznać w realnym życiu. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Jego kreacja była skomplikowana, ale w Trylogii Moorehawke nie spotkamy prostych rozwiązań.
            Winter, Chris i Razi jak zwykle zaskakiwali. Czułam do nich co raz większą sympatię i przywiązanie. Bardzo przejmowałam się ich losami. Ponadto fascynowali mnie Merroni, Wilkołaki, a także postać Marguerite Shirken. Poznajemy także Koriolana – przyjacielskiego kota, o którym już wcześniej Celine Kiernan wspomniała w poprzednich częściach.
            Świat przedstawiony jest bardzo podobny do naszego w czasach średniowiecza. Jedną z niewielkich różnic są nieliczne elementy fantastyczne, takie jak Wilkołaki, czy gadające koty, a także nazwy ludów, bądź państw. Łatwo jednak dostrzec podobieństwa między nimi, a tymi odpowiednikami z naszego świata np. Haunowie są bardzo podobni do Hunów, a Śródziemianie przywodzą na myśl ludy zamieszkujące Włochy, czy Grecję. Nie trzeba map (choć bywają przydatne), by zorientować się co i jak.
            Rozwiązanie problemów między królem i następcą tronu to ważny wątek w trzeciej części. Okazuje się, że nie jest ono skomplikowane. Trzeba jednak usiąść i na spokojnie porozmawiać, wyciągnąć dłoń z propozycją pokoju. Niestety, to nie nasze czasy, więc zarówno Jonathon, jak i Alberon, są zbyt dumni, by posunąć się do tego. Dlatego zakończenie było niezwykle poruszające, sprawiało, że chciało mi się usiąść i płakać. I choć wiem, że historia jest fikcyjna, to było mi szkoda bardzo wielu osób. Akcja wciąż się rozwijała; z tą książką nie można się nudzić.
Trylogia Moorehawke jest jedyna w swoim rodzaju, nie można jej porównać z jakąkolwiek inną powieścią, bądź serią. Zaczyna się dość zwyczajnie, jednak w miarę rozwoju akcji można dostrzec piękno tej historii. „Zbuntowany Książę” jest idealnym zakończeniem tej trylogii. Kryje w sobie piękno, akcję i dużo emocji!

10/10

Trylogia Moorehawke:

Zatruty Tron [RECENZJA]
Królestwo Cieni [RECENZJA]
Zbuntowany Książę

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Trudi Canavan "Nowicjuszka"




„Uczennica Wielkiego Mistrza”

Trudi Canavan to znana na świecie pisarka fantasy. Zadebiutowała opowiadaniem, które później stało się początkiem jej kariery – przerodziło się w pierwszy rozdział znanej i uwielbianej „Gildii Magów”.
Z pierwszym dziełem Trudii Canavan spotkałam się niecały rok temu. Bardzo mi się spodobała pierwsza część „Trylogii Czarnego Maga”. Byłam nią niezmiernie oczarowana i wprost nie mogłam się doczekać momentu, kiedy sięgnę po kolejną część przygód Sonei.
Początkowo w wytęsknieniem czekałam na dalsze losy dziewczyny, jednak później w mojej głowie pojawiła się obawa, czy aby spełni moje oczekiwania. Gdy jednak sięgnęłam po „Nowicjuszkę” mój niepokój zniknął.
Sonea rozpoczyna pierwszy rok nauki. Niestety, przez jej pochodzenie, inni uczniowie nie są dla niej życzliwi. Dziewczyna musi mierzyć się z szyderstwami, obledami i docinkami na każdym kroku. Nie pomaga jej nawet przyjęcie mentorstwa Wielkiego Mistrza, którego Sonea strasznie się boi. Bowiem skrywa on sekret tak mroczny, jak czarne są jego szaty.
Sonea to jedna z najmniej irytujących bohaterek pod słońcem. Jej charakter, zachowanie, sposób mówienia – wszystko to jest zgodne z moimi oczekiwaniami. Nie mam również żadnych zastrzeżeń dotyczących innych bohaterów.
Styl pani Canavan jest dość specyficzny – oryginalny i niepowtarzalny. Gdybym miała wybrać autora, którego język najbardziej mi się podoba i którego chciałabym naśladować, sądzę, że byłaby nim właśnie ona. Ma bardzo ciekawe pomysły i potrafi je w interesujący sposób przelać na papier. Przygody Sonei (choć teraz to już właściwie nie tylko jej) są niesamowite – odpowiednia ilość opisów, podział na ważne i mniej ważne wątki, ale wszystkie są kontynuowane – nie ma zapomnianych, lub urwanych. Jedyne na co czekam to pewien wątek romantyczny, bowiem już od samego początku uważam, że takowy powinien zaistnieć, Owszem, są inne (nawet te nie damsko-męskie), ale na ten jeden będę czekać z utęsknieniem nawet, jeśli się okaże, że go tam nie ma.
Książka posiada niesamowity klimat. Świat wykreowany przez panią Canavan jest naprawdę cudowny. Mimo znacznych różnic między nim, a naszym, można dostrzec wiele podobieństw, chociażby różnorodność ras, kultur, czy choćby klimatu, co w „Nowicjuszce” można łatwo dostrzec, bowiem wraz z jednym z bohaterów wyruszymy w podróż.
Właściwie to dzięki ten wyprawie mamy okazję lepiej przyjrzeć się Wielkiemu Mistrzowi Akkarinowi, a ta historia staje się prawdziwą Trylogią Czarnego Maga, bowiem mężczyzna zaczyna odgrywać w niej coraz większą rolę. W „Gildi Magów” jego postać została ledwie wspomniana, pojawił się kilka razy w niektórych momentach, ale na tym koniec. Tu zaś pojawia się częściej, niż niektórzy by sobie tego życzyli.
Za to sam Akkarin był i jest postacią o wielu tajemnicach. Wciąż próbuję do rozgryźć, ale nie jest to łatwe. Z jednej strony jestem świadoma jego czynów, z drugiej zaś zastanawiam się nad ich przyczyną, bowiem nie ma dymu bez ognia, prawda? Z jednej strony chciałabym, żeby Akkarin okazał się „tym złym”, żeby doszło do pojedynku, żeby polała się krew… No, wiecie o co mi chodzi. Z drugiej zaś myślę, że to byłoby zbyt proste rozwiązanie. Owszem, możliwe, więc go nie wykluczam, ale sądzę, że to tylko „zło pośrednie”, co daje mi do zrozumienia zakończenie „Nowicjuszki”, a raczej ja takie wnioski wysuwam.
Muszę przyznać, że pani Canavan bardzo miło mnie zaskoczyła ukazując w swojej książce Soneę, jako normalną dziewczynę, która także ma swoje słabości, nie zawsze wykorzystuje swoje zalety i po prostu popełnia błędy. Wydawała się dzięki temu ludzka.
Co się tyczy zakończenia – równie spektakularne, jak w poprzednim tomie. Odniosłam wrażenie, że autorka specjalnie podkręcała atmosferę przed finałem, by zakończyć go jakimś wielkim wybuchem, by tam czymś zaskoczyć.
Jak dla mnie „Nowicjuszka” jest jak połączenie „Harry’ego Pottera” i „Władcy Pierścieni”, przyprawiona odrobiną jakiejś dobrej książki dla nastolatek… Coś w stylu Meg Cabot. Idealnie trafiła w mój gust i sprostała oczekiwaniom. Co tu dużo mówić? Jak dla mnie bomba!
Boska książka!

10/10

"Trylogia Czarnego Maga" - Trudi Canavan
  1. Gildia Magów - RECENZJA
  2. Nowicjuszka 
  3. Wielki Mistrz

sobota, 28 kwietnia 2012

Jennifer Brown "Nienawiść"




„Życzę ci śmierci”

Czy kiedykolwiek życzyliście komuś śmierci? Może nie tyle, że w głębi serca powtarzaliście z nienawiści: „Dobrze by ci było, gdybyś zdechł”, co zwyczajne powiedzenie do kogoś: „Zabiję cię!”. Wystarczy zły humor, sprzeczka, a już w wyniku gniewu coś takiego ciśnie się nam na usta. Czasem nawet orientujemy się już po fakcie, że coś takiego zrobiliśmy. Że powiedzieliśmy komuś, by spadał na tamten świat. A gdyby tak… te nasze wszystkie życzenia… zaczęły się spełniać? Ile osób by zginęło przez Twój kaprys?
Nick, chłopak Valerine, rozpoczął tamto piekło. Wyją pistolet i na oczach wszystkich zaczął strzelać. Według listy. A potem sam się zabił.

„Dziewczyna, która nienawidzi wszystkich”

Val musi teraz wrócić do szkoły – do miejsca, w którym jest jednocześnie bohaterką i zbrodniarką. Bo to ona wymyśliła tę listę. Teraz musi wejść do szkoły i spojrzeć innym w twarz, wiedząc, że to za jej sprawką ich najbliżsi przyjaciele nie żyją.
Sytuacja w której znalazła się dziewczyna nie jest prosta. Znalazła się na krawędzi i tylko krok dzieli ją od przepaści. To ona zawiniła, bo to ona stworzyła listę „Do odstrzału”, na którą wraz z swoim chłopakiem wpisywali wszystko i wszystkich, czego nienawidzą, chociaż to nie ona pociągnęła za spust. Co z tego, że powstrzymała Nicka przed zastrzeleniem jednej z najbardziej nie lubianej przez nich koleżanki. Jakbyście się czuli na jej miejscu? A jak byście ją ocenili, gdyby to wasi przyjaciele zginęli?
Ta książka jest niesamowita. Jej klimat wprost przeszywa mnie na wylot. Historia tej dziewczyny, choć fikcyjna, okazała się niezwykle ciekawa. Przeszłość przeplatała się z teraźniejszością tworząc swego rodzaju pętlę czasową, w której uwięziona została główna bohaterka. Choć powinna odrzucić przeszłość i zająć się teraźniejszością i przyszłością, to jak to zrobić, kiedy wszyscy wokół ciebie wciąż wypominają ci tamten dzień, który był Piekłem nie tylko dla nich, ale także i dla ciebie. I co, jeśli nie wszyscy ograniczą się do werbalnych sposobów, typu komentarzy i sięgną po te fizyczne?
Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Valerine pozwala nam wyczuć bardzo dokładnie wszystkie emocje. Ta powieść niesamowicie porusza. Dlaczego? Bo problemy rodzą problemy. To prawie jak podział komórki, albo nawet jeszcze gorzej – fragmentacja plechy, bądź też pączkowanie.
Główna bohaterka walczy z wiatrakami i właściwie to sama nie wie, czego chce – czy tylko się bronić, czy atakować. A może… po prostu się poddać?
W tym dziele nie znajdziecie wątków fantastycznych, zaś niezwykłą fabułę, poruszające i ciekawe wątki, a także skomplikowanych bohaterów. Akcja rozgrywa się w USA, co nadaje jej dość uniwersalny charakter. Miałam wrażenie, że to wszystko działo się obok mnie. Ogromna ilość uczuć, które targają główną bohaterką udziela się także czytelnikowi.
Myślę, że autorka włożyła w tę powieść dużo pracy. Jest bardzo interesująca i pokazuje momentami dość przerażające rzeczy, bądź też takie, w które nie chcielibyśmy normalnie uwierzyć.
Ponadto podoba mi się oprawa graficzna. Trochę mnie dziwi, czemu o tej książce słyszy się tak niewiele, podczas gdy o innych o podobnej tematyce np. powieściach Jodi Picoult, słyszeli prawie wszyscy, którzy mają tako-takie pojęcie o literaturze. Uważam, że ta książka nie została wystarczająco doceniona, przynajmniej w Polsce.
Bardzo mi się podobała ta pozycja. Niesamowicie działa na psychikę człowieka i zmienia jego tok myślenia. Wprost nie do pomyślenia jest to, że podobne rzeczy mają miejsce na świecie, i w każdej chwili mogą zdarzyć się i tu. U nas. U ciebie, lub u mnie. W naszych pozornie bezpiecznych gniazdkach.

9/10

sobota, 14 kwietnia 2012

Rick Riordan "Syn Neptuna"




„Rzymianie atakują!”

            Rick Riordan to jeden z moich ulubionych pisarzy. Uwielbiam wszystko, co stworzy jego pióro. Dlaczego? Jego książki są przezabawne, lekkie i przyjemne w odbiorze. Dużo się w nich dzieje, a ponadto są bogate w wiedzę. Jak się spisał „Syn Neptuna”? O tym już za chwilę.
Rick Riordan to autor wielu książek dla młodzieży. Prawdziwą sławę zdobył dzięki serii „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”, której pierwsza część, „Złodziej Pioruna”, doczekała się ekranizacji. Opowiada ona o młodym chłopaku, który pewnego dnia dowiaduje się, że jest potomkiem greckiego boga. „Olimpijscy Herosi” to kolejna seria o świecie znanym nam już z przygód Percy’ego. Są one ze sobą powiązane, jednak nie trzeba czytać pierwszej z nich, by móc sięgnąć po drugą, bo każda z nich tworzy odrębną historię.
W „Zagubionym Herosie” poznajemy Jasona, który utracił pamięć, Piper i Leo. Ta trójka herosów wyrusza na niebezpieczną misję na spiżowym smoku. Akcja rozgrywa się w znanym nam już z „Percy’ego Jacksona…” Obozie Herosów. Owszem, wciąż jest zaskakujący, jednak świeża krew by nie zaszkodziła. I wtedy do akcji wkracza „Syn Neptuna”.
Macie pozdrowienia od Percy’ego.
Co u niego słychać?
Lepiej chyba nie pytać.
Tak właściwie, to wszystko się dzieje po staremu – goni za nim stado gorgon, a on im ledwo ucieka. Nic specjalnego, bo przecież wszyscy wiemy, że herosi, a w szczególności Percy, przyciągają kłopoty. Taka sytuacja, jak ta, to typowy dzień półboga. Jednak to nie wszystko, bowiem chłopak stracił pamięć. Jedyne co pamięta, to twarz jednej dziewczyny… Annabeth. Tymczasem trafia on do Obozu Jupiter – jednostki szkolącej rzymskich legionistów, utworzonej przez Dwunasty Legion. Niestety, nie czekają tam na niego z otwartymi ramionami. Można by rzec, że czeka go tam prawdziwa szkoła. W dodatku jego ojcem jest Neptun, co nie przysparza mu wielu przyjaciół.
To było to! Właśnie tego mi było trzeba! Nowego miejsca zdarzeń i odrobiny różnorodności w tle. Mitologia rzymska idealnie pasuje do tej historii. Obóz Jupiter jest pełen tajemnic, a także świeżej krwi, zagadek. Jedyną osobą, którą znałam wcześniej był właśnie Percy (no dobra, może nie jedyną, ale o tej drugiej nie powinnam wspominać, bowiem jej pojawienie się było dla mnie wielką niespodzianką i mam nadzieję, że dla was też nią będzie), a reszta bohaterów jest dla nas wielką niewiadomą. Nawet Hazel i Frank, którzy w tej historii są nie mniej ważni od Percy’ego i odgrywają w niej główną rolę, stanowili pewne wyzwanie. Tak się stęskniłam za arogancją i humorem Jacksona, że nawet sobie nie wyobrażałam książki bez niego. Czas odkryć sekrety Rzymian!
W tej książce autor wciąż nas zaskakuje, mimo, iż w poprzedniej części zaczynała się wzmianka o rzymskiej mitologii. Bohaterowie są realistyczni, a każde z nich ma jakieś indywidualne cechy. Pocieszny Frank, „mocny w gębie” Oktawian, waleczna Reyna, czy nie lubiąca sera harpia. Zostajemy po raz kolejny wprowadzeni do świata, gdzie bogini tęczy prowadzi sklep z ekologiczną żywnością, możecie zadzwonić na skypa do Plutona(Hadesa), złożyć zażalenie do Tanatosa (Śmierci), czy dołączyć do Amazonek i prowadzić sklep internetowy Amazon, a w wolnych chwilach ćwiczyć jazdę na wózku widłowym.
Akcja pędzi jak szalona – ciągle coś się dzieje – a to walka, a to intryga, a to ktoś przed kimś ucieka, a to kogoś gonią dla odmiany. Wszędzie zagadki, więc nie można się nudzić! Zabawne dialogi i bogata fabuła tylko podkręcają atmosferę. Lekki i młodzieżowy styl autora sprawia, że powieść czyta się szybciutko i ciężko przerwać lekturę!
Narracja trzecioosobowa z punktu widzenia trzech różnych bohaterów: Hazel, Franka i Percy’ego, dostarcza nam wielu wrażeń. Pozwala bliżej przyjrzeć się postaci, a także popatrzeć na świat przez trzy różne pryzmaty. To niesamowite, jak różni się świat, kiedy patrzy na niego ktoś inny!
Myślę jednak, że bardziej odpowiadałaby mi pierwszoosobowa narracja, jak w Kronikach Rodu Kane, czy Percy’m Jacksone i Bogach Olimpijskich. Była nie tylko bardziej zabawna, lecz można było lepiej poznać uczucia bohaterów, co nie oznacza, że mam tej coś do zarzucenia! Po prostu mówię, co byłoby moim zdaniem lepsze.
Niesamowity świat wykreowany przez autora, jak zwykle pozwala nam dużo się dowiedzieć. Książki Ricka Riordana to niesamowita kopalnia mitów. Tym razem lepiej poznajemy te rzymskie, a także uzupełniamy swoją wiedzę (bądź jej brak – tak jak w moim przypadku) o gigantach. Muszę przyznać, że to właśnie przez książki tego autora zaczęłam tak interesować się mitologią. Może to dlatego, że z tych lektur wreszcie dane mi było coś zapamiętać?
Piękna okładka oczywiście przedstawia jeden z moich ulubionych momentów. Byłam wtedy niesamowicie poruszona, a tu nagle takie coś! Za to finał wprost pokochałam. Nie mogę się przez niego doczekać kolejnej części, bowiem moment na który czekam najbardziej właśnie nadejdzie wraz z nią. I za to najbardziej nienawidzę tego autora – kończy książki w takim momencie, kiedy człowiek myśli, że już się wszystko skończyło, a tu nagle BUM! Coś nowego wkracza do akcji i… koniec.
Uwielbiam „Syna Neptuna”. To świetna kontynuacja i bardzo dobra książka młodzieżowa. Mogę z wielką przyjemnością oznajmić, że zdała egzamin śpiewająco i wpisać ją do kolejki książek, które podepchnę bratu, kiedy tylko podrośnie.

10/10 

"Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy" - Rick Riordan

  1. Złodziej Pioruna - RECENZJA
  2. Morze Potworów - RECENZJA
  3. Klątwa Tytana - RECENZJA
  4. Bitwa w Labiryncie - RECENZJA
  5. Ostatni Olimpijczyk - RECENZJA

"Olimpijscy Herosi" - Rick Riordan

  1. Zagubiony Heros - RECENZJA

"Kroniki Rodu Kane" - Rick Riordan

  1. Czerwona Piramida - RECENZJA
  2. Ognisty Tron - RECENZJA


Zapraszam także do zapoznania się z recenzją "Artemisa Fowla" - KLIK