środa, 4 kwietnia 2012

Aleksander Dumas "Trzej Muszkieterowie"




„O trzech takich, co lubili jeść i pić, niekoniecznie to, co zdrowe, pewnym młodzieńcu o wielkich ambicjach, mściwej i przebiegłej panience oraz niecnych planach kardynała, opowieść prawdziwa”

Aleksander Dumas to francuski powieściopisarz i dramaturg. Zyskał sławę jako autor licznych powieści historyczno-przygodowych, które urzekają barwą i sensacyjną fabułą. Stworzył zarówno przygody dzielnych muszkieterów królewskich, jak i losy hrabiego Monte Cisto, które mogą uchodzić za wieczne, ponadczasowe, bowiem doczekały się wielu ekranizacji, a czekają na nie kolejne.
Uwielbiam historię. A to, że nie cierpię dat, to inna sprawa. Ale zacznijmy od początku.
Młody chłopiec z Gaskonii podróżuje posiadając niewiele – ma ledwie kilka monet w sakiewce, starego konia i list. To właśnie on stanowi największą wartość dla chłopca. Nie, nie koń, ale on też jest cenny. Od listu zależy jego przyszłość. Jedzie tak do Paryża, bowiem jego marzeniem jest bycie muszkieterem królewskim. Niestety, nie wszystko jest takie proste, jakby się wydawało.
Wskutek pewnych wydarzeń list zostaje mu odebrany. Młodzieniec jednak mimo wszystko nie traci nadziei. Udaje się do stolicy, gdzie poznaje trzech zacnych jegomościów – Atosa, Portosa i Aramisa. Niestety, ich także nie poznaje w sprzyjających okolicznościach.
Czyżbym o czymś zapomniała?
Ah, tak!
Nazywa się d’Artagnan.
Bardzo polubiłam głównego bohatera. Jego odwaga, honor, inteligencja (choć nie zawsze używana) i spryt bardzo przypadły mi do gustu, a niechęć do nauki i niedostateczna znajomość łaciny, przypomina mi o moich zmaganiach z językiem niemieckim. Chłopak ma wielkie serce i jest naprawdę niesamowity. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jego trzech kompanów – Atosa, Portosa i Aramisa, którzy są równie interesującymi postaciami, co główny bohater. Niedoszły ksiądz, wdowiec i hazardzista, to chyba całkiem dobrze towarzystwo. Lubią dobre winko, pojedynki (zwłaszcza te nielegalne), a także mają niesamowite poczucie humoru.
Jednak z prawdziwą różnorodnością postaci spotykamy się od momentu, gdy królowa zostaje wystawiona na próbę przez jego Eminencję, pana kardynała, a d’Artagnan zostaje poproszony o odzyskanie diamentowych spinek Anny Austriaczki, które podarowała księciu Buckinghamowi. Poznajemy wtedy m.in. piękną i bezwzględną Milady, która jak się później okaże, będzie mieć wiele wspólnego z Atosem, a na dodatek jest jedną z moich ulubionych postaci. Mało tego, jej kreacja jest wprost zachwycająca – przebiegłość, uroda, inteligencja – to właśnie dzięki temu zdobyła moje uznanie. A ponadto nie zawaha się nawet… Ha! Nie powiem! Nie będę psuła całej zabawy!
Początkowo jesteśmy wprowadzani w życie bohatera, jednak dość szybko zostajemy przeniesieni w wir akcji, a fabuła z każdą kolejną stroną robi się coraz bardziej zagmatwana, ale i też ciekawsza. Autor zdaje relacje z tych prawdziwych i wymyślonych przez siebie wydarzeń historycznych w dość oficjalnym języku, jednak muszę przyznać czyta się go znakomicie i wprost nie można oprzeć się przygodzie! Wręcz nagina czasoprzestrzeń!
Dla miłośników romansów powiem, że tego także tu nie zabraknie! Schadzki, miłosne perypetie… Właściwie to bez nich nie byłoby o czym pisać!
Autor potrafi zaskoczyć. Najbardziej zdziwiły mnie ostatnie karty historii, bowiem nie spodziewałam się, do czego zdolni potrafią być muszkieterowie, a tym bardziej delikatna kobieta. Takiego rozwoju akcji się nie spodziewałam, a to oznacza, że autor potrafi zaskoczyć – i robi to nie raz!
Muszę przyznać, że naprawdę rzadko sięgam po dzieła klasyczne. „Prawie nigdy” to chyba najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy. Jakoś nie mogłam się przekonać, że coś, co napisane ileś lat temu może mi się podobać. Jednak książka zmieniła moje nastawienie. Nie żałuję, że poświęciłam się tej lekturze, bo jest naprawdę świetna. Tak jak już stwierdziłam – ponadczasowa!
Nie wierzycie?
Sprawdźcie sami!

10/10



KIKLA SŁÓW O FILMIE
Do lektury zachęciła mnie najnowsza ekranizacja z Loganem Lermanem w roli głównej. Owszem, występują pewne niezgodności pomiędzy powieścią, a filmem, lecz nie to jest najważniejsze. Bowiem naprawdę mi się podobał – byłam pod wrażeniem doboru obsady, grą aktorską, a także pomysłowością autora scenariusza.
Owszem, obejmuje on zaledwie część przygód muszkieterów, to jednak dostarcza on rozrywki i dużej dawki pozytywnego nastawienia oraz humoru.

7 komentarzy:

  1. Ogólnie rzecz biorąc bardzo lubie p.Dumasa - czytałam wiekszość jego książek i bardzo mi przypadły do gustu, także i ta.
    Ogladałam także ekranizacje książki "Trzej muszkieterowie" było ich wiele , bardziej lub mniej wierne oryginałowi - najnowsza jest bardzo luźną ale bardzo nowatorską ekranizacją wręcz z pogranicza fantasy :) Ogladałam ją niedawno i musze przyznac ze to doskonała rozrywka z fajnie obsadzonymi aktorami w rolach bohaterów .
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam kiedyś Dumasa-syna i wrażenia mam średnie. Ogólnie francuska literatura średnio mi podchodzi, ale pewnie przeczytam kiedyś dla przyzwoitości ;p może nawet nie będzie tak źle, skoro Tobie się podobała :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "Uwielbiam historię. A to, że nie cierpię dat, to inna sprawa."

    Więc teraz powiem Ci coś jako historyczka. Daty są w historii najmniej istotne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię historii, ale mimo to "Trzech muszkieterów" uwielbiam! Czytałam tę książkę kilka razy i chętnie do niej wracam. Sympatyczni bohaterowie, ciekawe intrygi i barwny język :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja historii nie lubię, ale książką jestem zainteresowana :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Sięgnęłam po książkę tuż po filmie. Nie podobało mi się tylko zakończenie, ale ogólnie byłam zachwycona. I też prawie nigdy nie czytam klasyki, więc to był miły wyjątek. ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzej Muszkieterowie przypadną do gustu mojemu bratu i mojej mamie :) Muszę im powiedzieć o tej książce!

    Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych!!

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam