sobota, 19 maja 2012

Celine Kiernan "Zbuntowany Książę"




„Zbuntować się każdy może, choć lepiej, żeby to nie był książę”

Z Celine Kiernan po raz pierwszy miałam styczność jakiś czas temu. Nie spodziewałam się po „Zatrutym Tronie” i „Królestwie Cieni” czegoś tak niezwykłego. Początkowo wydawała mi się ona przeciętna, jednak szybko się wciągnęłam w Trylogię Moorehawke. Okazała się bardzo intrygująca i niezwykle ciekawa, tak że oba poprzednie tomy pochłonęłam najszybciej, jak mi pozwalały na to inne zajęcia.
            W poprzednich tomach poznajemy niezwykłą historię Winter, Raziego i Christophera, którzy zostali uwikłani w polityczne gierki pomiędzy królem Jonathanem, a dziedzicem tronu, Baleronem. W „Zbuntowanym Księciu” docieramy do obozu następcy tronu, gdzie Baleron zbiera swoich popleczników. Okazuje się, że wcale nie takie proste będzie skłonienie obu stron do pokojowych negocjacji.
            Właśnie w trzecim, ostatnim tomie, mamy okazję poznać księcia. Nie okazuje się on wbrew pozorom zarozumiałym, tępym szczeniakiem, sterowanym przez pragnącego zemsty człowieka, lecz mądrego, pewną siebie i swoich decyzji osobę. Baleron stanowił od początku serii zagadkę, którą chciałam rozwiązać. Początkowo nie wydawał mi się zbyt miłą postacią, którą chciałabym poznać w realnym życiu. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Jego kreacja była skomplikowana, ale w Trylogii Moorehawke nie spotkamy prostych rozwiązań.
            Winter, Chris i Razi jak zwykle zaskakiwali. Czułam do nich co raz większą sympatię i przywiązanie. Bardzo przejmowałam się ich losami. Ponadto fascynowali mnie Merroni, Wilkołaki, a także postać Marguerite Shirken. Poznajemy także Koriolana – przyjacielskiego kota, o którym już wcześniej Celine Kiernan wspomniała w poprzednich częściach.
            Świat przedstawiony jest bardzo podobny do naszego w czasach średniowiecza. Jedną z niewielkich różnic są nieliczne elementy fantastyczne, takie jak Wilkołaki, czy gadające koty, a także nazwy ludów, bądź państw. Łatwo jednak dostrzec podobieństwa między nimi, a tymi odpowiednikami z naszego świata np. Haunowie są bardzo podobni do Hunów, a Śródziemianie przywodzą na myśl ludy zamieszkujące Włochy, czy Grecję. Nie trzeba map (choć bywają przydatne), by zorientować się co i jak.
            Rozwiązanie problemów między królem i następcą tronu to ważny wątek w trzeciej części. Okazuje się, że nie jest ono skomplikowane. Trzeba jednak usiąść i na spokojnie porozmawiać, wyciągnąć dłoń z propozycją pokoju. Niestety, to nie nasze czasy, więc zarówno Jonathon, jak i Alberon, są zbyt dumni, by posunąć się do tego. Dlatego zakończenie było niezwykle poruszające, sprawiało, że chciało mi się usiąść i płakać. I choć wiem, że historia jest fikcyjna, to było mi szkoda bardzo wielu osób. Akcja wciąż się rozwijała; z tą książką nie można się nudzić.
Trylogia Moorehawke jest jedyna w swoim rodzaju, nie można jej porównać z jakąkolwiek inną powieścią, bądź serią. Zaczyna się dość zwyczajnie, jednak w miarę rozwoju akcji można dostrzec piękno tej historii. „Zbuntowany Książę” jest idealnym zakończeniem tej trylogii. Kryje w sobie piękno, akcję i dużo emocji!

10/10

Trylogia Moorehawke:

Zatruty Tron [RECENZJA]
Królestwo Cieni [RECENZJA]
Zbuntowany Książę

20 komentarzy:

  1. Pierwsza?
    Słyszałam o tej trylogii już nie raz, ale nigdy tak naprawdę nie miałam ochoty jej przeczytać. Twoja recenzja to zmieniała. Tak zachwalałaś tą serię, że teraz Zatruty Tron ląduje na sam początek mojej listy książek do kupienia. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podobnie wielokrotnie już o tej serii słyszałam ale i tak nie czuje się do niej przekonana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach tę serię. Recenzja niesamowicie ,mnie do niej zachęciłaś więc w najbliższym czasie pewnie ją zakupię ;)

    Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam poprzedniej części i nie wiem czy po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę przeczytać tę trylogię!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam poprzednich tomów, więc muszę to nadrobić ^^ ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pierwszą część mam ogromną ochotę, dzięki twoim recenzjom zresztą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że uda mi się dorwac tą trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szykuję się na tom pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, nie...to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. No cóż,jakby to powiedzieć... ZGADZAM SIĘ W 10000000%!!!!!! Po prostu kocham powieści Celine i już ostrzę zabki na jej nową książkę - może w Polsce ktoś to wyda, a jak nie to kupię oryginał :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam ochotę na całą serię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak dobrych trylogii powinno być zdecydowanie więcej. Skoro ostatnia część jest tak dobra, to muszę przeczytać wszystkie !

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciągle czytam praktycznie same pozytywne recenzje na temat tej trylogii. Muszę chyba dokładniej się za nią rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ...a ja mam! Tylko, że leży na półce. Czas, żeby się zabrać za czytanie i również zrecenzować. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaciekawiłaś mnie tą trylogią, słyszałam juz pozytywne opinie na jej temat ...tylko przeraziłaś mnie przyznam tą końcówką, ze ginie wielu bohaterów. Tego nie lubię, zawsze się przywiązuję do postaci gdy ksiązka mi się podoba i tez mam ochotę płakać gdy postacie z jej kart giną , jest mi wtedy bardzo smutno. Chyba dziwne to jest, ale co ja na to poradzę -zbyt się wczuwam :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi czytelniku!
Miło mi będzie, gdy wyrazisz swoją opinię, nawet jeśli krótko. Dobrze wiedzieć, że czytasz to, co piszę, że komuś się to przydaje, podoba. Krytyka, lecz uzasadniona, także mile widziana :)
Pozdrawiam