piątek, 17 lutego 2012

Stephen Chbosky "Charlie"





„Mój kochany przyjacielu!”

Przyjaciele stanowią część naszego życia. Bez nich czujemy się samotni, nasze życie nie ma smaku. Izolacja człowieka wpływa na niego niepomyślnie – powoduje dość opłakane skutki. Może się zdarzyć, iż taka osoba z tęsknoty może się załamać. Niektórzy ludzie izolują się od społeczeństwa nieświadomie. Nawet nie zdają sobie sprawy, jak cierpią i jak mocno krzywdzą innych.

„Charlie” to książka napisana w formie listów głównego bohatera do jego tajemniczego przyjaciela. Nie znamy prawdziwej tożsamości ani adresata, ani nadawcy, jednak treść listów opowiada trudną i momentami dość łzawą historię nastolatka, podpisującego się jako tytułowy Charlie. Opowiada o szkole, przyjaciołach, używkach i trudnej drodze w odkrywaniu samego siebie.

Początkowo Charlie wydawał mi się jakąś niedorajdą, niedoinformowanym dzieckiem w zakresie życia, mający wyjść na świat po spędzeniu szesnastu lat w piwnicy człowiek, który ledwie pamięta, jak się nazywa. Rozumiem, inne czasy – w końcu to nie 1991 rok, lecz wierzyć mi się nie chce, że te dwadzieścia lat temu szesnastolatek nie wiedział, skąd się biorą dzieci. Byłam pod wrażeniem jego głupoty. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam stopniowo zmieniać o nim zdanie i akceptować go takim, jakim jest. Okazało się, że pierwsze wrażenie może być mylne. Mimo wszystko chłopak do końca książki pozostaje taki sam – z tą dziecięcą niewinnością, którą szkoda krzywdzić kontaktem z tym okropnym światem, mimo, iż sięga po takie rzeczy jak papierosy, czy alkohol.

Charlie w listach opowiada o swojej przeszłości – wspomina dzieciństwo, wszystkie radosne i smutne chwile, takie jak śmierć ukochanej ciotki, czy zabawa z rówieśnikami. Najwięcej jednak zajmują wydarzenia teraźniejsze i jego własne przemyślenia. Mówi o wszystkim – niczego nie pomija. Opowiada zarówno o książkach, jak i o rodzinnych świętach, czy masturbacji. Tak, wszystko, nawet wstydliwe, czy przykre tematy nie są omijane.

Chłopak ma poważne problemy. I nie, nie mam tu na myśli otrzymania oceny niedostatecznej w szkole, czy typowego problemu „rzuciła mnie dziewczyna”. Dotyczy to alkoholu, narkotyków, molestowania, innej orientacji seksualnej… To prawdziwe problemy, choć o nich rzadko się mówi. Często, gdy umrze ktoś nam bliski, albo popadamy w rozpacz, albo udajemy, że nigdy nie istniał. Wszystko zależy od charakteru człowieka.

Przyjaciele nazywają chłopca „cichym obserwatorem”. Jest światkiem wielu wydarzeń, lecz o żadnym z nich nie mówi głośno. Wszystkie informacje zachowuje dla siebie, by potem pogrążyć się w myślach. Można by wręcz nadać mu tytuł myśliciela.

W tej książce wszyscy są ludźmi – jesteśmy świadkami wielu wzlotów i upadków, które funduje nam bezlitosne koło fortuny, jakim jest los. Może on zarówno dać nam szczęście, jak i go pozbawić. Jest to najbardziej bezstronne, co tylko kiedykolwiek było, jest i będzie na tym świecie.

Książka została napisana bardzo prostym językiem. Czytając ją, miałam wrażenie, że autentycznie została napisana przez mojego rówieśnika. Miało to też swoje złe strony, bowiem niekiedy proste, wręcz dziecięce zdania lekko mnie irytowały.

Ogólnie jednak moje wrażenie jest pozytywne. Pokazuje, że nastolatkowi też mają problemy i czasem nawet poważniejsze, niż niekiedy można to sobie wyobrazić. Warto nie ignorować młodych ludzi, bowiem oni też mają problemy ukryte pod różnymi maskami. Historia Charliego naprawdę mnie wciągnęła. Uważam, że to dobra lektura zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych.

8/10

piątek, 10 lutego 2012

Celine Kiernan "Królestwo Cieni"



„Wśród dzikiej puszczy”

„Zatruty Tron” to jedna z najlepszych książek fantasy, jakie udało mi się przeczytać. Jest pierwszą częścią „Trylogii Moorehawke”, niesamowitej, utrzymanej w pięknym, średniowiecznym klimacie z odrobiną magii. Ma w sobie to coś, co czyni ją wyjątkową. Stęskniona za bohaterami, z głową pełną domysłów i niedopowiedzi rozpoczęłam lekturę części drugiej – „Królestwa Cieni”.

Tym razem wraz z Wynter opuszczamy bramy miasta i wyruszamy w pełną niebezpieczeństw podróż przez las na poszukiwanie zbuntowanego księcia. Całkiem niespodziewanie spotyka swoich przyjaciół, którzy mieli już dawno wyruszyć w dalekie podróże. Jak się okazuje, oni również szukają Alberona. Postanawiają razem kontynuować wędrówkę.

W tej części „zwiedzamy” lasy, że tak powiem. Akcja poprzedniej rozgrywała się na dworze Jonathana, zaś ta pozwala nam zapuścić głębiej korzenie. Opowieść wyzwala naszą wyobraźnię i wznosi ją na pełne obroty. Niesamowity świat wykreowany przez panią Kiernan jest połączeniem średniowiecza z odrobiną magii. Stylizacja językowa i niezwykłe opisy stwarzają ten niepowtarzalny klimat, który pozwala się porwać i zapomnieć o rzeczywistości. Autorka zadbała o wszystkie detale, więc nie mam do czego się przyczepić.

Jak już wspomniałam, autorka zastosowała stylizację językową, jednak z nią nie przesadziła. Swój styl stworzyła tak, by był przyjemny i lekki w odbiorze, a zarazem by powieść nie traciła swojego fantastyczno-średniowiecznego uroku, który nadaje już sama okładka.

Akcja toczy się gładko. Nie jest to powieść typowo wojenno-bitewna, bo skupia się na intrygach i podstępach, które do niej doprowadzą, a także kłótniach i waśniach wśród rodziny królewskiej i jej otoczenia, jak również ich skutkach. Są one tak zaplątane, że trzeba uważnie czytać, by się nie zgubić. Autorka, choć pisze w trzeciej osobie, to na główną bohaterkę wybrała Winter – jeśli ona czegoś nie wiem , my także tego nie wiemy. Fabuła jest niesamowicie bogata, więc nic dziwnego, że „Królestwo Cieni” to taka cegła, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo nadgarstki bolą, ale ta powieść to prawdziwy skarb – piękna i ciekawa, zarówno na zewnątrz, jak i w środku.

Bohaterowie nie zmienili się od poprzedniego spotkania. Wciąż mają te same cechy charakteru i zachowują się tak samo. Stęskniłam się za nimi, bo czytając „Zatruty Tron” bardzo się do nich przywiązałam. Winter nigdy mnie nie irytowała, ani nie sprawiała, że łapałabym się za głowę od jej pomysłów. Podczas tych wszystkich chwil, które z nią spędziłam stała się taką moją przyjaciółką na papierze. Była silna i odważna, uparta i wrażliwa, ale nie do przesady, a takie bohaterki lubię i bardzo cenię. Nic też nie można zarzucić Christopherowi, który z każdą kolejną stroną zyskiwał w moich oczach, mimo licznych wad i niedoskonałości. Piękne uczucie łączące dwójkę tych ludzi także zostało ukazane w bardzo poruszająco-łagodny sposób. Nie przesadnie, ale i nie znikomo, z momentami wzlotów i upadków, skutecznie przykrytych innymi wątkami, by nie stanowiły głównego ośrodka książki.

Kreacja bohaterów jest niesamowita. Zostali obdarzeni cechami ludzi średniowiecza – honorem, odwagą, męstwem, a jednak mają coś wspólnego z współczesnymi ludźmi, co sprawiło, że łatwo się z nimi utożsamić i przywiązać.

Ciężko mi porównać tę książkę do jakiejkolwiek innej lektury. Uważam, że jest warta przeczytania. Jej zakończenie wzbudziło moją wielką ochotę na kolejną część – „Zbuntowanego Księcia”, którego już nie mogę się doczekać.

9/10

***

„Zbuntowany Książę”

Trzecia część niezwykłej fantastycznej trylogii dla młodzieży,
Po długo wyczekiwanym spotkaniu Raziego z Alberonem okazuje się, że lata wojen i rozłąki odcisnęły na braciach mocne piętno. Alberon nie wierzy w dyplomację i zdecydowany jest bronić królestwa siłą. Z dumą prezentuje wszystkim swą tajną broń – Krwawą Maszynę skonstruowaną przed laty przez Lorcana Moorehawke. Razi obawia się jednak, że Maszyna zniszczy wszystko, co w czasie swego panowania zdołał osiągnąć ich ojciec. Pomimo kontrowersyjnych sojuszy Alberona, Wynter coraz częściej staje po jego stronie. Kiedy jednak ostatnimi, wyczekiwanymi w obozie sprzymierzeńcami okazują się Wilkołaki, jej lojalność wobec następcy tronu zostaje wystawiona na ciężką próbę.

Już wkrótce :)

„Zatruty Tron” - LINK

niedziela, 5 lutego 2012

Markus Zusak "Złodziejka Książek"


"Taniec ze śmiercią"


O „Złodziejce Książek” usłyszałam przypadkowo. Tytuł mnie zaintrygował, toteż wpisałam ją na listę „Chcę przeczytać” nawet nie zapoznając się z opisem. Któregoś dnia, przechadzając się po bibliotece natrafiłam na właśnie tę książkę. I postanowiłam spróbować.

Niemcy, 1939 rok
Liesel wraz z bratem jechała pociągiem do rodziny zastępczej. Niestety, zimno i surowe warunki jazdy przyczyniły się do śmierci wielu osób podróżujących. Jedną z nich był jej brat. Został pochowany gdzieś między jednym a drugim miastem. Grabarz, który kopał dół był bardzo zły, że musi pracować w takie zimno. Kiedy odchodził, z tylnej kieszeni wypadła mu mała, czarna książeczka. Był to „Podręcznik Grabarza”. Choć Leisel nie umiała czytać, coś ją skusiło, by ją wzięła. To była pierwsza książka, jaką ukradła. Ale nie ostatnia.

Kiedy już przybyła do nowego domu, pierwsze dni były dla niej ciężkie. Nie mogła się pogodzić ze stratą brata i trudno jej się było zadomowić się w nowym miejscu. Przybrana matka też jej tego nie ułatwiała. Opryskliwa i wulgarna w wypowiedzi kobieta, nie zachowywała się początkowo uprzejmie. Dopiero po jakimś czasie pokazała swoją stronę.

Papa był dobry. Miał piękną duszę i dużo cierpliwości. Kochał Diesel, tak jak jego żona, lecz w przeciwieństwie do niej, okazywał to o wiele przyjaźniej. Był dla dziewczynki opoką i spokojną przystanią, do której mogła uciec w czasie burzy.

Był jeszcze Maks. Ukrywanie go w piwnicy mogło stanowić wielkie źródło problemów dla całej rodziny. Żywy Żyd w piwnicy – nic dobrego, ale martwy sprawiłby jeszcze więcej kłopotów. Jednak nie odmówili mu schronienia. Okazali ciepło i dali wszystko co mogli. To ważna, wiele wnosząca do życia dziewczynki osoba.

A Leisel? To tylko dziecko. Co ona może rozumieć? Hitler głosił hasło „Deutchland uber Alles” – „Niemcy ponad wszystko”. Dzieci nie powinno się angażować w wojnę, a jednak on to zrobił. Postąpił nieetycznie i niemoralnie, ale czy ktokolwiek mógł się przeciwstawić tyranowi?

W książce nie pominięto nawet najpaskudniejszych aspektów II wojny światowej. Bombardowania, nędza, głód, ból i śmierć. Wszystko.

„Wojna najlepszą przyjaciółką śmierci”

Autor wykazał się niezwykłą wyobraźnią i znawstwem historii. Przekazał wszystko zgodnie z prawdą. Narratorem opowieści jest sama Śmierć. Jej punkt widzenia jest niezwykle autentyczny i trafny, a praca realna.

Pokazana nędza pozwala nam zauważyć w jakim dobrodziejstwie żyjemy. Mamy wszystko – komputery, telewizory, samochody… Nowy odtwarzacz? Nie ma problemu! Książka? Stoi na półce! Chcesz jakąś kupić? Nie musisz daleko szukać – idziesz do księgarni i viola! Diesel nie miała tak dobrze. Nic dziwnego, że widząc zbiory żony burmistrza dziewczynka zaniemówiła. Książki w owych czasach były luksusem. Dzieci bawiły się tym, co znalazły na ulicy, a ich matki zastanawiały się wtedy, co włożą do garnka tego i następnego dnia. Czasem kradły. Nie rodzice, tylko dzieci. A Leisel kradła książki.

Autor zwraca też uwagę na to, co się działo na świecie. Nękanie Żydów, wojna z Rosją… To wszystko odgrywa w tej historii niezwykle ważną rolę.

To niesamowita książka wywołująca czasem sprzeczne uczucia. Poruszająca i pouczająca lektura, pozwoli nam docenić to, co mamy. Bo przecież równie dobrze moglibyśmy stracić wszystko i pozostać z niczym.

To książka, którą trzeba przeczytać. Lektura obowiązkowa. Pozwoli nam zobaczyć, że nie tylko Polacy cierpieli podczas II wojny światowej i zawsze istnieje zła strona medalu. Zawsze.



7/10