niedziela, 20 maja 2012

Sara Shepard "Pretty Little Liars. Bez Skazy"




“Nikt nie lubi kłamców, a już na pewno nie ja.
A.”

Kłamstewka, ah, słodkie kłamstewka. Każdemu z nas na pewno zdarzyło się skłamać choć raz w życiu. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że kłamstwo rodzi kolejne i że zawsze ma krótkie nogi. Dądzę, że najlepiej przekonują się o tym bohaterki serii „Pretty Littre Liars” Sary Shepard.
Alison była ich najlepszą przyjaciółką. Tylko ona znała ich sekrety. I pewnego dnia zniknęła. Nie wiadomo, co się z nią stało, dopóki nie odnaleziono jej ciała.

Nie ciesz się za wcześnie. To jeszcze nie koniec.
A.

Dziewczyny zaczynają otrzymywać wiadomości od A. Wygląda na to, że ktoś zna każdy ich ruch i wszystkie ich sekrety, nawet te, które znała tylko Ali i które wolałyby zachować w tajemnicy.
Spencer musi być perfekcyjna, żeby dorównać siostrze. Najpierw kradnie jej chłopaka, potem jeszcze TO. I w dodatku wie coś w sprawie Jenny, co postanowiła przemilczeć ze względu na Ali. A A. nie lubi złodziei i kłamców. Emily nie jest normalna i właśnie niedawno zdała sobie z tego sprawę. To wszystko przez Maię – to ona tak na nią działa, przez co dziewczyna robi dość głupie rzeczy, które A. bardzo skrupulatnie wykorzystuje do swoich celów. Świat Arii znów wali się na głowę, gdy okazuje się, że ojciec znów zdradza jej matkę. A. żąda niemożliwego – chce, by raz na zawsze rozwiązała tę sprawę – inaczej zrobi to po swojemu. A w dodatku romans z nauczyciele także nie jest popierany przez nadawcę tajemniczych wiadomości. Hanna ma kłopoty – ciągłe kradzieże, kłótnie z rodzicami, a w dodatku problemy ze sobą – z swoim wyglądem i nerwicą żywieniową. Teraz jeszcze problemy z prawem i… Seanem. A. od razu się uśmiecha. On/Ona uwielbia dobrą zabawę, a z Hanną najwyraźniej bawi się znakomicie.
Z całej serii polubiłam najbardziej Alison i Spencer. Bardzo spodobały mi się ich charaktery. Ali – z pozoru taka dobra dziewczyna, z drugiej manipulantka i oszustka, a także Spencer, której od dziecka wmawiano, że zawsze musi być najlepsza, idealna. I to w tej swojej drodze do perfekcyjności trochę się chyba zapomniała. Czy aby zawzięta rywalizacja z siostrą jej nie zepsuła? Hanna, Aria i Emily są również bardzo oryginalnymi bohaterkami. Każda z nich jest inna, niepowtarzalna. Kiedyś łączyła je przyjaźń z Ali, a teraz… Czy połączą siły w walce o reputację i panowanie nad swoim życiem? Czy dalej będą dawały sobą sterować? Pojedynek one kontra A. tak na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczął!
Książka niezwykle wciąga. Pochłonęłam ją niemalże na raz. Naprawdę ciężko się oderwać, bo historia dziewczyn jest niezwykła, choć życie normalne. Mają niesamowite przygody. Ciągle pojawiają się nowe poszlaki dotyczące A. i aż ciężko nie spekulować, kim jest tajemniczy nadawca. Z każdej wiadomości wynika coś innego, nowego, przez co można oskarżać ciągle inną osobę. Ale nie bójcie się – A. jest przebiegły, więc wasze wysiłki spoczną na niczym. On/Ona zawsze trzyma rękę na pulsie.
Pani Shepard pisze niezwykle ciekawie. Twierdzi, że inspiracje do książek czerpie ze swojego życia, z czasów szkolnych. Widać, że autorka nie nudziła się ani przez chwilę – takie życie, jak mają bohaterki Pretty Little Liars jest pełne niespodzianek.
Niezwykła książka o czterech zwyczajnych dziewczynach i przebiegłym (a może przebiegłej? Właściwie to płeć nie jest nam znana) A. zapewnia świetną rozrywkę i gwarantuje, że nie będziecie się nudzić!

9/10



  1. Kłamczuchy (RECENZJA)
  2. Bez Skazy
  3. Doskonałe
  4. Niewiarygodne
  5. Zepsute
  6. Zabójcze

sobota, 19 maja 2012

Celine Kiernan "Zbuntowany Książę"




„Zbuntować się każdy może, choć lepiej, żeby to nie był książę”

Z Celine Kiernan po raz pierwszy miałam styczność jakiś czas temu. Nie spodziewałam się po „Zatrutym Tronie” i „Królestwie Cieni” czegoś tak niezwykłego. Początkowo wydawała mi się ona przeciętna, jednak szybko się wciągnęłam w Trylogię Moorehawke. Okazała się bardzo intrygująca i niezwykle ciekawa, tak że oba poprzednie tomy pochłonęłam najszybciej, jak mi pozwalały na to inne zajęcia.
            W poprzednich tomach poznajemy niezwykłą historię Winter, Raziego i Christophera, którzy zostali uwikłani w polityczne gierki pomiędzy królem Jonathanem, a dziedzicem tronu, Baleronem. W „Zbuntowanym Księciu” docieramy do obozu następcy tronu, gdzie Baleron zbiera swoich popleczników. Okazuje się, że wcale nie takie proste będzie skłonienie obu stron do pokojowych negocjacji.
            Właśnie w trzecim, ostatnim tomie, mamy okazję poznać księcia. Nie okazuje się on wbrew pozorom zarozumiałym, tępym szczeniakiem, sterowanym przez pragnącego zemsty człowieka, lecz mądrego, pewną siebie i swoich decyzji osobę. Baleron stanowił od początku serii zagadkę, którą chciałam rozwiązać. Początkowo nie wydawał mi się zbyt miłą postacią, którą chciałabym poznać w realnym życiu. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Jego kreacja była skomplikowana, ale w Trylogii Moorehawke nie spotkamy prostych rozwiązań.
            Winter, Chris i Razi jak zwykle zaskakiwali. Czułam do nich co raz większą sympatię i przywiązanie. Bardzo przejmowałam się ich losami. Ponadto fascynowali mnie Merroni, Wilkołaki, a także postać Marguerite Shirken. Poznajemy także Koriolana – przyjacielskiego kota, o którym już wcześniej Celine Kiernan wspomniała w poprzednich częściach.
            Świat przedstawiony jest bardzo podobny do naszego w czasach średniowiecza. Jedną z niewielkich różnic są nieliczne elementy fantastyczne, takie jak Wilkołaki, czy gadające koty, a także nazwy ludów, bądź państw. Łatwo jednak dostrzec podobieństwa między nimi, a tymi odpowiednikami z naszego świata np. Haunowie są bardzo podobni do Hunów, a Śródziemianie przywodzą na myśl ludy zamieszkujące Włochy, czy Grecję. Nie trzeba map (choć bywają przydatne), by zorientować się co i jak.
            Rozwiązanie problemów między królem i następcą tronu to ważny wątek w trzeciej części. Okazuje się, że nie jest ono skomplikowane. Trzeba jednak usiąść i na spokojnie porozmawiać, wyciągnąć dłoń z propozycją pokoju. Niestety, to nie nasze czasy, więc zarówno Jonathon, jak i Alberon, są zbyt dumni, by posunąć się do tego. Dlatego zakończenie było niezwykle poruszające, sprawiało, że chciało mi się usiąść i płakać. I choć wiem, że historia jest fikcyjna, to było mi szkoda bardzo wielu osób. Akcja wciąż się rozwijała; z tą książką nie można się nudzić.
Trylogia Moorehawke jest jedyna w swoim rodzaju, nie można jej porównać z jakąkolwiek inną powieścią, bądź serią. Zaczyna się dość zwyczajnie, jednak w miarę rozwoju akcji można dostrzec piękno tej historii. „Zbuntowany Książę” jest idealnym zakończeniem tej trylogii. Kryje w sobie piękno, akcję i dużo emocji!

10/10

Trylogia Moorehawke:

Zatruty Tron [RECENZJA]
Królestwo Cieni [RECENZJA]
Zbuntowany Książę