piątek, 13 lipca 2012

Ninni Schulman "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" (+ mały stos - znowu xD)


"Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"

Uwielbiam skandynawskie kryminały i thrillery. Jest w nich specyficzny klimat, bowiem północna Europa ma mroźny urok. Kojarzy się z dużą ilością śniegu, dzikich lasów i głębokich zasp. To powoduje, że te książki dają jeszcze mocniejszy dreszcz emocji. Czy Ninni Schulman udało się wykorzystać atuty miejsca akcji i sprawić by "Dziewczyna ze śniegiem we włosach" została zaliczona do grona tych najlepszych?

Dziennikarka, Magdalena Hansson, wraca do rodzinnego miasteczka, by odpocząć od życia, zapomnieć o przykrych chwilach i dojść do siebie po rozpadzie małżeństwa. Nie ma pojęcia, o czym będzie pisać w lokalnej gazecie, bowiem co ciekawego może się dziać w takiej małej mieścinie? Zapowiada się na nudne notki o wystawach szkolnych i festiwalach pierników. Nawet nie wie, jak bardzo się myli.

Tymczasem  Hedda wychodzi na zabawę sylwestrową i nie wraca. Niepokoją się wszyscy - rodzice, znajomi. Tymczasem policja znajduje nagie ciało młodej dziewczyny. Czy możliwe, żeby należało do Heddy?

Magdalena nie podejrzewała, że aż tak mocno zaangażuje się w tę sprawę. Narażając własne życie rozpoczyna prowadzić niezależne śledztwo. Nawet przez myśl by jej nie przeszło, jakie to mroczne tajemnice skrywa jej spokojne, rodzinne miasto.

Jestem pod wielkim wrażeniem. Uwielbiam skandynawskie kryminały, ale ten przeszedł sam siebie - był tak niesamowity, że chciało mi się tańczyć z ciekawości. Taka niesamowita intryga, śledztwo rodem z "Przygód Sherlocka Holmesa" i niesamowity klimat powaliły mnie na kolana.

Autorka nie pozwala się nudzić ani przez chwilę - ciągle się coś dzieje, poznajemy jakieś nowe szczegóły, których jednak nie potrafimy powiązać z innymi, bo brakuje kleju - tego, co by tę układankę trzymało i nadało jej sens. Autorka bardzo zgrabnie operuje informacjami - wpycha je w odpowiednie miejsca w odpowiednim momencie, a zarazem tam, gdzie by się ich nikt nie spodziewał. A to często wywołuje ciarki na plecach.

Jedyne, co początkowo trochę mi przeszkadzało, to wielowątkowość, lub nawet "zbytwielowątkowość". Drażniło mnie to, że nie mogłam się odnaleźć w tym wszystkim i myliłam wiele postaci. Gdy jednak już się do tego przyzwyczaiłam - książka wydawała mi się o wiele ciekawsza i odkryłam wiele zalet tego, co początkowo uważałam za wadę. Bowiem obserwowanie sytuacji z wielu punktów widzenia to wielki plus. Wszyscy wiemy, że "punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia", co sprawia, że można zauważyć coś, czego się nie zauważyło wcześniej, jeśli popatrzymy na to z innej perspektywy.

Wielkie gratulacje należą się także za niesamowite wyczucie. Bardzo wiarygodnie opisywała wszystkie sceny. Udało jej się stworzyć niesamowity i niezapomniany kryminał, a to wielka sztuka.

"Dziewczynę ze śniegiem we włosach" polecam wszystkim. To cudowna książka, która na długo zostaje w pamięci. Naprawdę nie bałam się jeszcze tak mocno podczas czytania kryminału. A ponadto, życie prywatne bohaterów jest ogromnie interesujące. Nie mogę doczekać się dalszych przygód Magdaleny i tego, co wydarzy się w Hagfors!

9/10


Haha, znowu stos :) Zdaje się, że męczyłam Was nim w poniedziałek, ale we wtorek nie mogłam się oprzeć, jak zobaczyłam w Empiku "Cień Węża" - a zdaje się, że miałam ograniczać ilość kupowanych książek, bo mi się już w szafce nie mieszczą xD.  Do tego jeszcze dwie książki do nauki rosyjskiego, bowiem wybrałam go sobie jako drugi język w liceum, a głupio będzie nic nie wiedzieć.


Oczywiście nie mogłam się oprzeć głupim przypinkom, których i tak pewnie nie będę nosiła, bo wszystkie zgubię, ale to też taki intuicyjny zakup. Najbardziej podoba mi się "CRh+. *Czytanie we krwi" i "Czarny charakter".

poniedziałek, 9 lipca 2012

Carlos Zafon "Marina" (+ bliżej nieokreślone różności, w tym stos)



"Poznaj moją Barcelonę"


O Carlosie Ruizie Zafonie słyszał chyba każdy. Jego książki zyskały wielki rozgłos, a w szczególności "Cień Wiatru". Autor jest postrzegany jako czarodziej języka i przygody, a także wielki malarz klimatycznych historii, które dzieją się pod osłoną nocy w Barcelonie.

"Marina" to moje pierwsze spotkanie z autorem. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Niby czytałam wiele recenzji, ale czy to tak naprawdę pozwala nam przewidzieć do końca, co spotka nas w czasie lektury? Każdy ma bowiem swój gust i nie wszystkim się wszystko podoba. Jednak "Marina" to książka, która do mnie przemawia i sprawia, że czuję magię, jaka z niej płynie.

Barcelona to miasto pełne tajemnic, okryte magią. Owszem, wkradła się do niego technika, tak jak i do innych miejsc na Ziemii, jednak w przeciwieństwie do takich jak Nowy Jork, jego magia wciąż pozostała. Nie twierdzę, że w Nowym Jorku jej nie ma, jednak to nie jest ta stara, pełna uroku, jaką kryje Barcelona. I tą magię odkryje Oscar, bohater książki "Marina".

Chłopak w dziwacznych okolicznościach poznaje Marinę, młodą dziewczynę, mieszkającą wraz z ojcem w tajemniczym pałacyku. Kiedy razem spacerują po cmentarzu w Barcelonie, natrafiają na dziwny, bezimienny nagrobek, którego płytę zdobi czarny motyl. Zauważają, że odwiedza go pewna dama odziana na czarno. Kierowani ciekawością, postanawiają ją śledzić. W ten sposób trafiają do dziwnej tajemniczej oranżerii, w której zastają stęchły odór padliny i dziwne kukły ożywiane przez jakiś nieznany im mechanizm. Teraz rozpoczyna się niesamowita przygoda i śledztwo na miarę największych detektywów, takich jak Sherlock Holmes. Nic nie umknie młodym umysłom, które zrobią wszystko, by poznać prawdę.

Marina to delikatna, lecz tajemnicza dziewczyna. Ma niezwykłą aurę, którą emanuje na wszystkie strony. Oscar to prosty, lecz porządny chłopak. Polubiłam tę dwójkę. Mieli w sobie coś, a ich historia to prawdziwa uczta dla czytelnika i nie trzeba nie wiadomo jakich efektów specjalnych w postaci elfów, czy czarodziei - wystarczy odpowiednia sceneria, tajemnica i historia, której rozwiązania nie jesteśmy w stanie przewidzieć, by napisać coś ciekawego.

"Marina" wciągnęła mnie bez reszty. Początkowo lektura szła mi opornie, jednak kiedy tylko pojawiło się nazwisko Michala Kovelika nie mogłam się oderwać, bowiem nasi sąsiedzi ze wschodu i z południa zawsze wiązali się z pewnymi tajemnicami.

Powieść ukazuje nam też pewne prawdy z życia. Nie możemy potępiać innych ludzi - to pierwsza z nich. Każdy z nas jest inny - ma inny charakter i każdego z nas spotykają inne przeciwności losu. Nie jesteśmy w stanie zidentyfikować się z wszystkimi na świecie, bowiem nikt nie przeżył dokładnie tego, co my. Książka pokazuje do czego zdolni są ludzie w obliczu zagrożenia i własnych słabości. Michal Kovelik to ktoś, kim może stać się każdy z nas.

Carlos Ruiz Zafon to człowiek, który pokazał mi  Barcelonę z tej najlepszej, tajemniczej i pełnej magii strony. Nie zanudził opisami, a jednak jego styl był bardzo malowniczy.

"Marina" to książka dla każdego - jest w niej dużo przygód, ma w sobie coś z fantastyki (lecz nie za dużo), trochę z powieści detektywistycznej, coś z kryminału, obyczajówki i wielu innych. Miłość i historia to także ważne jej elementy. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś, co mu się spodoba i tak jak ja, odkryje piękno nie tylko Barcelony, ale także i książki.

~*~



Coś mnie tak naszło, by wrzucić wakacyjny stosik. Jak widać - nie wielki, ale i tak go kocham. Dawno żadnego nie było, więc i ja sobie trochę urozmaicę. "Głębię" dostałam od Publicat S.A., "JUTRO 2" to wynik spontanicznych zakupów w Matrasie, "Chłopiec, którego nikt nie kochał" to egzemplarz recenzencki od Amber, a pozostałe trzy pozycje - "Hobbit", "Używane Serce" i "Akademia Mroku. Wybrańcy Losu" to książki przyniesione z biblioteki.




"Co ja słucham?" - hah, tak mnie jakoś naleciało na to, by pochwalić się tą naklejką. Moje niezawodne, stare MP4 ma wszystko, czego mi potrzeba :) W tle widnieje gazeta (i długopis jednorazowy), w której znalazłam sudoku i krzyżówki, czyli coś akurat dla mnie. 

Pozwolę sobie także wrócić do mojego poprzedniego postu. Otóż dwa nowe cykle (a może raczej działy) zatytułowałam "Powrót do korzeni" i "Na drugi i kolejny rzut oka". Co do pierwszego, to pomysły już mam, bowiem Harry Potter nie odświeży się sam, jednak co do drugiego, to chciałabym, byście mi doradzili od czego zacząć - od Percy'ego Jacksona czy Darów Anioła? Bo mam wielki dylemat. I proszę po raz kolejny o głosy w ankiecie.

Dziękuję za uwagę :)

sobota, 7 lipca 2012

Trudi Canavan "Wielki Mistrz"


"Pomiędzy białym, a czarnym jest niewielka różnica"

Trudi Canavan jest jedną z najbardziej znanych pisarek fantasty ostatnich lat. Sławę przyniosła jej słynna "Trylogia Czarnego Maga", z którą swoją przygodę rozpoczęłam niecały rok temu.

Co mnie pociąga w tej książce? Przede wszystkim klimat. Jest niesamowicie nastrojowy, nawet jeśli nie brać pod uwagę czytania po nocach. Ale co poradzę, że lektura wciąga tak niesamowicie, że ciężko ją odłożyć do rana, zwłaszcza kiedy można sobie pozwolić. Świetnie wykreowany świat jest także wielkim plusem. Idealnie działa na wyobraźnię i powoduje całkowite odcięcie się od świata. To gwarantuje zarówno "Gildia Magów", jak i "Nowicjuszka". Co zaś serwuje "Wielki Mistrz"? Tu nie będzie rozczarowania - spełnia on wszystkie oczekiwania, a nawet daje to, czegośmy się nie spodziewali!

Sonea zaczyna toczyć walkę z własnymi myślami - z jednej strony nie ufa Akkarinowi, a z drugiej obawia się, że Wielki Mistrz może mieć rację. Regnin i inni nowicjusze dali jej spokój i pojawiły się nawet propozycje przyjaźni, lecz dziewczyna obawia się, że nie znając prawdziwych intencji swojego mentora, nie może narażać ich na niebezpieczeństwo. Co takiego ukrywa Akkarin? Czy mówi prawdę? Dlaczego? Czy naprawdę istnieje inne zagrożenie, niż mag posługujący się czarną magią w samym sercu Gildii?

Nie wiem, jak w innych, ale we mnie, Wielki Mistrz zawsze wzbudzał dziwne uczucia. Dostojny, tajemniczy, przystojny mężczyzna, ubrany w czarne, łopoczące szaty, pojawiający się znienacka niczym Severus Snape w Harrym Potterze, budził we mnie podziw i ciekawość. Ta jego mroczność była niezwykle przyciągająca, a momentami dodawała mu uroku. Kiedy tak czytałam trzecią część "Trylogii Czarnego Maga" i natrafiałam na kolejną scenę z jego udziałem, wprost nie mogłam posiąść się z radości, a im bliżej go poznawałam, tym bardziej zaczynał mnie interesować. I podobać mi się.

Co do pozostałych bohaterów, to nie mam zarzutów - wszyscy spisali się znakomicie. Nawet Sonea mnie nie irytowała, co uważam za wielki plus, bowiem zwykle główne bohaterki doprowadzają mnie do białej gorączki. Żałuję tylko, że taką małą rolę odegrał Regnin, którego bardzo polubiłam. Spodziewałam się jego większego udziału, a tu pojawił się raptem kilka razy.

Styl autorki uważam za świetny. Jej opisy pobudzają zarówno wyobraźnię, jak i wzbudzają emocje. Poza tym uwielbiam wykreowany przez nią świat i bohaterów. Pomysłów także nie brakuje autorce. "Gildia Magów" i "Nowicjuszka" niezmiernie przypadły mi do gustu i niezwykle poruszyły moje serce. "Wielki Mistrz" pokazał jednak, że mogą się one przy nim schować. Uważam, że to bezkonkurencyjnie najlepsza książka fantasty, jaką kiedykolwiek zdarzyło mi się przeczytać. Mówiąc wprost - trzecia część trylogii bije na głowę wszystko inne.

"Trylogia Czarnego Maga" to idealne połączenie klasyku, jakim jest "Władca Pierścieni" i fenomenalnego bestsellera - "Harry'ego Pottera". Jest ona cudowna i nie można się od niej oderwać. Akcja bije na głowę wiele innych książek, zaś samo zakończenie nie ma sobie równych. Wzrusza i nie pozwala o sobie długo zapomnieć.

To naprawdę niezwykła część niesamowitej serii, która pozostanie jedną z moich ulubionych. Jeśli wszystkie książki tej autorki są tak cudowne (a zamierzam to sprawdzić), to nie zdziwcie się, że pewnego dnia nagle zniknę i nie będziecie mnie widzieć przez kilka dni - to może być znak, że właśnie dorwałam się do wszystkich pozostałych powieści tej autorki.


"Trylogia Czarnego Maga" - Trudi Canavan
  1. Gildia Magów - RECENZJA
  2. Nowicjuszka - RECENZJA
  3. Wielki Mistrz