niedziela, 28 października 2012

Cassandra Clare "Miasto Kości"



"Z wizytą w Mieście Kości"

Ostatnimi czasy dużo się słyszy o słynnej serii "Dary Anioła". Tyle dziewczyn wzdycha na różnych forach i blogach do jakiegoś Jace'a. A ja się pytam: kto to jest? Żeby zbytnio nie odstawać od tłumu podczytywałam różne fragmenty "Miasta Kości", lecz zanim zabrałam się za całą powieść trochę mi się zeszło. Przecież ona nie ucieknie - wciąż twierdziłam uparcie, a przecież im później przeczytam, tym krótsze będzie oczekiwanie na kolejne części. No i wyszło szydło z worka, bo fani serii już przeczytali czwartą część po raz setny, a ja dopiero skończyłam pierwszą.

Clary jest zwykłą nastolatką. Pewnego wieczoru widzi, jak trójka dzieciaków w jej wieku z zimną krwią morduje niebieskowłosego chłopaka, a jego ciało znika. Mówią coś o demonach, Instytucie i Valentinie. Dziewczyna próbuje coś zrobić, lecz okazuje się, że tylko ona ich widzi. W dodatku jeden z nastolatków, przystojny blondyn, najwyraźniej nie ma zamiaru dać jej spokoju. I, niestety, jeszcze ten telefon od matki, która kazała jej nie wracać do domu... To tylko początek dziwnego i niebezpiecznego ciągu wydarzeń, które otworzą oczy Clary na nowy, niesamowity świat, który przez cały czas istniał tuż pod jej nosem.

Co to była za książka! Wciąż nie mogę pojąć, jak to się stało, że takie cudo pojawiało się tuż przed moim nosem tyle razy, a ja je ignorowałam. Pierwszy raz mignęła mi ta powieść około szóstej klasy podstawówki, czyli jakieś kilka lat temu, kiedy to jedna z koleżanek czytała jakieś Miasto Czegośtam na lekcjach wuefu. Tytuł mnie nie uchwycił, ale okładka dopięła swego. Co to ma być, to coś na okładce? A, Jace, zapewne. Ale od kiedy to ten chłopak cierpi na  nadwagę? Nie sądzę, żeby przytyło mu się w następnej części. Jeśli to ma być muskulatura, to ja jestem J. K. Rowling. W lewym dolnym rogu widzimy wypowiedź Stephenie Meyer. Moim zdaniem jest ona tu potrzebna jak dziura w moście, bo przy takiej okładce, to choćby zachwalali książkę najlepsi pisarze i nobliści, to wątpię, żeby ktoś na nią zwrócił uwagę.

Czytaliście "Atramentowe Serce"? Jego bohaterka miała bardzo ciekawy dar - mogła wyczytywać rzeczy, rośliny, zwierzęta, osoby z kart książek. Czytając "Miasto Kości" nagle sama zapragnęłam posiadać ten dar. Zapewne wszyscy wiedzą dlaczego. Jace to chłopak, którego można określić wyrażeniem "cud, miód, orzeszki". Mimo to jest to postać bardzo wiarygodna. Słodki blondynek, potrafi działać na nerwy. Świetnie posługuje się bronią, a w dodatku ma duże poczucie humoru. Prócz tego jest przekonany o swoim idealnym wyglądzie i często wpada w samozachwyt. Szczery, potrafi przyznać, że jest zakochany sam w sobie. Clary trochę działała mi na nerwy, ale ponieważ robiła to w uroczy sposób, to jej daruję.

Książka pod pewnym względem miło mnie zaskoczyła. Po raz pierwszy spotkałam się z tego rodzaju zakazaną miłością. Kazirodztwo to temat bardzo rzadko poruszany, a Cassandra Clare się tego nie bała.

Bardzo podobał mi się ostatni rozdział (jeśli nie liczyć Epilogu). Po prostu chciało mi się płakać, a ja jestem osobą twardą, jeśli chodzi o książki i filmy. To było dla mnie duże zaskoczenie. Po skończonej lekturze próbowałam poznać tego przyczynę, lecz nic mi nie przyszło do głowy. Jeśli tak działała na mnie pierwsza część, to wolę nie myśleć o ostatniej. Chyba uronię morze łez i urządzę sobie w pokoju basen.

Wartka akcja i ciekawy świat Nocnych Łowców sprawiają, że od książki nie można się wręcz oderwać. Nie mogę się wręcz doczekać, gdy dorwę w swoje łapska "Miasto Popiołów", które bez czytania żadnej recenzji wydaje się bardzo apetycznym kąskiem!

-Nie zakochałeś się jeszcze we właściwiej osobie?
-Niestety, moją jedyną miłością pozostaję ja sam.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej.

 8/10

Oto jedna z recenzji napisanych przeze mnie jakiś czas temu. Znalazłam, więc wrzucam :) I zapraszam do zakładki "Na zbyciu", gdyż robię porządki w biblioteczce i chętnie podaruję książkom drugie życie.